Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

29.04.2019
poniedziałek

O jeden las za daleko

29 kwietnia 2019, poniedziałek,

Puszcza Białowieska, fot. Tomasz Kurzacz CC BY-SA 3.0

W 2018 r. straciliśmy 12 mln hektarów lasów, w tym 3,6 mln najcenniejszych dziewiczych lasów tropikalnych – ogłosił 25 kwietnia World Resource Institute. Dzień później w Polsce ukazała się książka „O jeden las za daleko” – powstała na skutek gniewu z powodu wycinki Puszczy Białowieskiej. Zbieżność dat przypadkowa, ale wiele mówiąca.

Książkę można było dotknąć i przekartkować podczas spotkania, jakie w piątek 26 kwietnia organizowałem w warszawskim Goethe Institut, gdzie prowadzę cykl debat „Wyobraźnia” (organizowany przez Goethe Institut i Teatr Powszechny). Na ten dzień zaplanowaliśmy rozmowę „Odwieczny las” poświęconą lasowi jako wieloznacznej figurze symbolizującej jednocześnie trwałość natury i jej uwikłanie w kapitalizm.

Las i kapitalizm

Las od początku kapitalizmu pełnił funkcję „supertowaru”, dostarczając zarówno drewna, jak i produktów jego przeróbki – potażu i węgla drzewnego. Do odkrycia węgla jako surowca energetycznego praca lasu obok pracy rąk ludzkich była źródłem pierwotnej akumulacji umożliwiającej światową ekspansję europejskiej gospodarki. Obsługa tych potrzeb spowodowała, że na początku XVII w. tereny Europy Środkowej były praktycznie zupełnie wylesione.

Wystarczy zanurzyć się w dziewicze zdawałoby się ostępy lasów karpackich na Zakarpaciu i Huculszczyźnie, by zobaczyć pozostałości świetnie rozwiniętego już w XVIII w. systemu eksploatacji i logistyki – pozostałości imponujących jazów i przepustów na rwących rzekach robią wrażenie, mimo że las stara się wchłonąć stare konstrukcje. Nie trzeba zresztą się zanurzać osobiście, wystarczy sięgnąć po Stanisława Vincenza i jego sagę „Na wysokiej połoninie”.

Leśne cyrkulacje

Rola lasu nie zmieniła się, cały czas w ujęciu globalnym ulega on niezwykłemu procesowi de- i reforestacji. Tu kawałek mojego tekstu z książki „O jeden las za daleko”:

Raport „State of the World Forests” opublikowany w 2016 r. przez FAO (Agenda ONZ ds. Żywności i Rolnictwa) informuje, że w okresie 2000-2010 na świecie ubywało 7 mln hektarów lasów rocznie w krajach tropikalnych, w ich miejsce powstawało rocznie 6 mln hektarów ziemi rolnej. Te ubytki częściowo rekompensuje reforestacja spontaniczna (2,2 mln ha rocznie – powrót lasów na opuszczone nieużytki rolne) i zorganizowana, polegająca na planowanym zalesianiu (3,1 mln ha rocznie).

Deforestacja następuje głównie w krajach o niskich dochodach, lasy wracają w krajach o wysokich dochodach, gdzie produkcja rolna jest ograniczana ze względu na wysoką produktywność i jednocześnie malejący udział w akumulacji kapitału. Jak widać, proces wyczerpywania się „taniego środowiska” nie ma charakteru liniowego, tylko jest uwikłany w złożoność czasoprzestrzeni systemu świata-gospodarki, w której waloryzacja różnych zasobów zależy od położenia w tej czasoprzestrzeni.

Doskonale tę dynamikę pokazuje los lasów w różnych miejscach świata posowieckiego. I tak na opuszczonych polach Rosji, Białorusi, Kazachstanu wyrosło po 1991 r. spontanicznie 26 mln ha lasu. W Polsce, w kraju szybko włączonym w roli półperyferium do systemu świata-gospodarki las stał się przedmiotem napięć właściwych dla owej półperyferyjności. Zaczął wracać spontanicznie na ziemie opuszczane przez rolników, ale także zaczęło go przybywać w ramach profesjonalnego zarządzania obszarami leśnymi w systemie Lasów Państwowych.

Puszcza Białowieska stała się ofiarą takiego napięcia, w którym nie możemy się zdecydować, na jakim etapie rozwoju w Polsce jesteśmy. Czy bardziej ciążymy do centrum i wyżej waloryzujemy rekreacyjne i kulturowe walory lasu, czy też przyznajemy się do peryferyjności, której aspektem jest dostarczanie globalnej gospodarce surowców pierwotnych, jak drewno?

Deficyt wyobraźni

Podczas spotkania w Goethe Institut rozmawialiśmy z artystką Agnieszką Polską i literaturoznawcą Przemysławem Czaplińskim, współredaktorem tomu „O jeden las za daleko”, o wyobraźni, jaka jest potrzebna, żeby wyjść z zaklętego koła cyrkulacji kapitału wyrażającej się w cyrkulacji materii lasu, by uratować przyszłość i siebie.

Agnieszka Polska, autorka świetnej pracy „Demon’s Brain” wystawianej w Muzeum Sztuki Współczesnej Hamburger Bahnhof w Berlinie, nie była zbyt wielką optymistką. Pracując nad swoim projektem, którego głównym motywem jest historia Mikołaja Serafina, żupnika kopalni soli w Wieliczce w XV w., zrozumiała, że jesteśmy odporni na informacje z przyszłości.

Wydobycie soli, mimo obowiązującego w Polsce systemu feudalnego, podlegało w pełni regułom rodzącego się kapitalizmu: praca najemna, kredyt umożliwiający ekspansję przedsiębiorstwa, rabunkowa eksploatacja lasów dostarczających drewno do warzenia soli powodowały lokalnie konsekwencje równie katastrofalne jak te, przed którymi stoimy dziś jako społeczność globalna.

Naoczność katastrofy nie pomaga wcale jej uniknąć, czyli nie skłania do adekwatnych działań, by apokalipsy uniknąć. Wyrazem takiej naoczności jest właśnie ogłoszony w przeddzień naszego spotkania raport WRI na podstawie danych Global Forest Watch.

Wielkie wymieranie

Las to tylko jeden z aspektów malejącej bioróżnorodności. Dziś w Paryżu rozpoczęło się plenarne posiedzenie Intergovernmental Science-Policy Platform on Biodiversity and Ecosystem Services (IPBES) – to odpowiednik Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych ONZ (IPCC). Panel opracował raport na temat utraty bioróżnorodności, za tydzień, 6 maja, zostanie ogłoszone podsumowanie wraz z rekomendacjami politycznymi. Poznamy wówczas najnowszy stan wiedzy na temat „szóstego wielkiego wymierania”.

W Wielkiej Brytanii świadomość katastrofy stała się powodem fali wielodniowych rozruchów animowanych przez aktywistów z Extinction Rebellion. W Polsce, po obiecującym Młodzieżowym Strajku dla Klimatu, zapał do prośrodowiskowego gorącego aktywizmu nieco ochłódł, choć odnotować należy sobotnie marsze klimatyczne.

Wróćmy jednak do spotkania w Goethe Institut – była to już kolejna debata o wyobraźni i antropocenie. Cały czas krążymy wokół tego samego problemu, który filozofka Ewa Bińczyk nazywa marazmem antropocenu.

Wiemy co robić, nie jesteśmy jednak w stanie wyjść z codziennej rutyny nawyków konsumpcyjnych i niczym ćma lecimy w kierunku płomienia świecy. A przecież, jak mówi Greta Thunberg, nastoletnia Szwedka, która stała się ikoną młodzieżowego zaangażowania na rzecz środowiska, sprawa jest prosta:

Musimy trzymać paliwa kopalne w ziemi i musimy skoncentrować się na równości. Jeśli w ramach obecnego systemu nie można znaleźć rozwiązań, być może należy zmienić system.

Potrzeba dziecięcej naiwności

Thunberg właśnie objechała pociągiem – bo samolot wytwarza zbyt duży ślad węglowy (zapraszam do najnowszej „Polityki”, gdzie piszę więcej o węglowym śladzie) – Europę, odwiedziła papieża Franciszka, wpadła na demonstrację Extinction Rebellion w Londynie, a w Izbie Gmin nawrzucała brytyjskim parlamentarzystom, że są niepoważni, nie potrafią wziąć odpowiedzialności za przyszłość, którą ukradli dzieciom.

Dziwne czasy, kiedy dzieci lepiej rozumieją złożoność i grozę sytuacji. Przemysław Czapliński nazwał Gretę Thunberg „posłanką z przyszłości”. Jak jednak pokazała Agnieszka Polska, do perfekcji opanowaliśmy sztukę ignorowania takich posłańców. Gdy rozum śpi, budzą się demony. Gdy śpi wyobraźnia, koniec świata blisko.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php