Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

12.09.2014
piątek

Utopia konwergencji i koniec globalizacji?

12 września 2014, piątek,
Globalizacja CC by NC duke reul

globalizacja-CC-By-NC-duke-reul

Najnowszy „The Economist” podnosi temat, jaki już pojawiał się wielokrotnie w analizach ekonomicznych, choćby w książce Michaela Spence’a „The Next Convergence”. Realna konwergencja, czyli proces doganiania gospodarek rozwiniętych przez mniej rozwinięte, spowalnia. Zadyszkę można było dostrzec już w 2008 r. Jeśli oprzeć się na danych makroekonomicznych z 2014 r., to kraje rozwijające potrzebowałyby 300 lat, żeby dogonić społeczeństwa rozwinięte. Zgodnie z teorią ekonomiczną miało być inaczej, tak obiecywał jeszcze pół wieku temu m.in. Robert Solow.

Potem, po 1989 r. konwergencję obiecywali promotorzy globalizacji polegającej na pełnym otwieraniu rynków. Dziś widać, że rację mieli sceptycy, tacy jak Joseph Stiglitz. Stiglitz przekonywał (i wraca do tego w swej najnowszej książce „Creating a Learning Societytu link do autoomówienia tematu przez Stiglitza), że pełne otwarcie rynków stawia kraje rozwijające się w niekorzystnej sytuacji, bo utrudnia rozwój gospodarki w oparciu o akumulację wiedzy i rozwój technologii. Zwraca na to uwagę także Dani Rodrik z ekonomistami rozwijającymi koncepcję przedwczesnej dezindustrializacji – najlepszym znanym dotychczas wehikułem modernizacji jest rozwój przemysłu. Problem w tym, że im kto później zacznie się uprzemysławiać, tym mniejszą intensywność uprzemysłowienia uzyska, mierząc udziałem produkcji przemysłowej w PKB i zatrudnieniu. Bo globalna konkurencja wymaga – nawet tam, gzie jest tania siła robocza – stosować (ze względu na konieczność utrzymania jakości) najnowsze technologie wytwórcze.

W konsekwencji nie rozwija się „industrial commons”, ekosystem otaczający sektor przemysłowy związany z badaniami i rozwojem (ok. 80 proc. nakładów na B+R na świecie związanych jest z przemysłem wytwórczym), usługami, logistyką etc. Maleje więc szansa, by kraje później wkraczające na ścieżkę uprzemysłowienia zmodernizowały całą strukturę gospodarczą – owszem, od razu muszą rozwijać usługi, ale bez przemysłowej bazy są to zazwyczaj usługi niskiej wartości dodanej. Do tych wyzwań natury obiektywnej dochodzą uwarunkowania lokalne i historyczne, czyli adekwatność systemu politycznego i ładu instytucjonalnego, by sprzyjał uruchamianiu zasobów potrzebnych do utrzymania rozwojowej dynamiki.

Konwergencja więc spowalnia, nawet w Chinach. Państwo to, mimo olbrzymich i rosnących nakładów na rozwój własnego sektora nowoczesnych technologii, nie jest ciągle w stanie przeskoczyć progu gospodarki imitacyjnej, a próg uprzemysłowienia (peak industrialisation) już dawno osiągnęło. Co więc dalej? Analiza „The Economist” nie prowadzi do radosnych wniosków:

…history suggests that catch-up will be a long, difficult grind, built on slow improvement in institutions and worker skill levels. The past 15 years have changed perceptions regarding just what is possible. But they also deceived people into thinking broad convergence is the natural way of things. It looks like the world is now being reminded that catching up is hard to do.

Nic więc dziwnego, że pojawiają się już analizy komplementarne, pokazujące, że również globalizacja jest w odwrocie. Pisze o tym Philip Stephen w „Financial Times”, zwracając także uwagę na geopolityczne przyczyny deglobalizacji. Globalizacja w dotychczasowym wydaniu korzystała z „opieki” gwaranta i hegemona, Stanów Zjednoczonych. To USA miały w niej największy interes i dlatego też inwestowały najwięcej w „pozaekonomiczne zasoby” służące utrzymaniu globalnego ładu. Jak to napisał kiedyś Thomas L. Friedman, za niewidzialną ręką rynku stała widzialna pięść US Army.

Z czasem jednak wzmocnione przez proces konwergencji odbywającej się w warunkach globalizacji państwa – jak Chiny, Indie, Brazylia, Rosja – zaczęły być coraz bardziej asertywne i zakwestionowały hegemonię. Nagle przypomnieliśmy sobie, że jedyna ekonomia, jaka istnieje, jest ekonomią polityczną. Teraz też rozumiemy, że np. dla Rosji, która poległa, próbując modernizować się w warunkach globalizacji, opcją może być próba rozwoju zasobów w warunkach po części autarkicznej gospodarki wojennej. Władimir Putin wyraźnie mówił dwa dni temu, ogłaszając plany rozwoju uzbrojenia do 2026 r., że czas skończyć z zależnością od dostaw materiałów i technologii z zagranicy.

Oczywiście, szanse na sukces w pełnym uniezależnieniu ma Rosja podobne, a może i mniejsze niż ZSRR w latach 80. Biorąc jednak pod uwagę, że alternatywa w postaci konwergencji w warunkach globalizacji jest równie niepewna, do stracenia jest niewiele. Cóż, jak widać polityka Putina może mieć całkiem racjonalne podstawy, a próba jej powstrzymywania za pomocą sankcji może okazać się w tym kontekście mało skuteczna.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 35

Dodaj komentarz »
  1. czy koniec ? Nie sądzę. żydzi nie zaprzestaną prób zredukowania konkurencji do rządzenia planetą (tj. ludzi) do poziomu istot hodowanych in vitro i wychowywanych w gejowskich związkach partnerskich, o poziomie inteligencji obniżonym metodami inżynierii genetycznej i fluorowaniem wody pitnej, karmionej zmielonymi resztkami swoich wyeksploatowanych poprzedników, pracujących do śmierci bez żadnych praw. Po to służą te wszystkie rewolucje, hiperinflacje, komunizmy i wojny, a wszystko za żydowskie pieniądze.

  2. A tak na chłopski rozum: Wzrost PKB polega na wzroście ilościowym a nie jakościowym, czyli dane społeczeństwo wytwarza i konsumuje więcej dóbr czy usług – czy możliwe jest aby ten proces zmierzał ku nieskończoności? Czy można pomnażać i wytwarzać szybciej i więcej nieustannie? Złamać praw fizyki raczej nie można, więc nieustanny wzrost jest tylko możliwy, kiedy są ci którzy wzrostu nie mają, czyli jeśli jest nieustanny punkt odniesienia. Nie wiem na czym była oparta utopia dobrobytu dla wszystkich, ale dla mnie dobrobyt wszystkich to stagnacja, z ekonomicznej perspektywy. Chyba, że jest to możliwe jakoś inaczej, ale ja prosty chłop tego ni wie. Nie wiem też na czym miałby polegać plan Putina? Że niby ci na pustyni sobie produkują wodę, a ci nad jeziorami piasek? Samowystarczalność wszystkich to też jakiś sprzeczny z prawami fizyki jak i logiki twór. Jak niby miałby wyglądać zbliżony poziom siły roboczej i poziomu technologicznego u wszystkich? Wystarczy konflikt nuklearny i wszyscy są zbliżeni technologicznie, w innym wypadku muszą być odległości i dysproporcje aby gospodarek nie ogarniała stagnacja a ludzi melancholia i depresja. Rosja nie poległa przez globalizacje, tylko Polska bo skutkiem globalizacji jest prekariat i utrata niezależności, co na razie Rosji nie dotyczy. Rosja poległa kulturalnie bo nie może się odnaleźć pomiędzy wschodem a zachodem. W takiej kulturze absurdów i bałaganu nigdy nic się nie będzie budowało, oni nawet wojny nie potrafią prowadzić, zestrzeliwując przypadkowo cywilne samoloty.

  3. Czy konwergencja prowadzi do stabilizacji? Jak się uda trandescencja, to tak.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Globalizacja daje moim zdaniem dość jednostronne korzyści.
    Lepiej zorganizowanym, wydajniejszym, mającym przewagę kapitałową i technologiczną.
    Rewolucja przemysłowa trwająca od XVI wieku dała niespotykany wcześniej handicap krajom ją przechodzącym inie da się chyba zniwelować.

    Tym bardziej, że wraz ze zmianami w wytwórczości, spowodowane nią zostały zmiany mentalne. Kilkaset lat przerobic w kilkadziesiąt?
    To się nie uda.

    No i element niedoceniany chyba.
    Można zmienić lokalne środowisko, zniszczyć lokalny układ gospodarczy wypracowany przez pokolenia i dający wszystkim jakieś zatrudnienie.
    Co z ludźmi?
    Nie ma nowych kontynentów do zasiedlenia- jak w XIX wieku…..

    Konwergencja jest ładną teorią.
    Tyle że dość jednostronne są korzyści i wpływy.
    Jakie elementy przeniknęły do naszej kultury czy przemysłu z Azji, czy Afryki?
    To raczej imperializm kulturowy niż osmoza……

  6. Dyktatura globalizmu to nowa forma neokolonializmu w każdej postaci, ekonomicznej , politycznej i religijnej. Pomysł był wyrafinowy i cyniczny .
    W gębie prawa człowieka i demokracja , a w praktyce to jest to, co widzimy.
    Wchodzisz do gry i już z niej nie wyjdziesz . Długi zaciagnięte w wirtualnym pieniądzu już cię nie wypuszczą z tej sieci. Polska jest jedną z ofiar globalizmu.
    To dzieci polskich wasali globalizmu będą neoniewolnikami długu rodziców.

  7. @vps – „Wzrost PKB polega na wzroście ilościowym a nie jakościowym, zyli dane społeczeństwo wytwarza i konsumuje więcej dóbr czy usług – zy możliwe jest aby ten proces zmierzał ku nieskończoności? ” – oczywiście ze tak. PKB mierzy ilość wymienianych PIENIĘDZY a nie wielkość produkcji itp. W każdym kraju, w którym jest hiperinflacja, wzrost PKB ma gigantyczne wartości. Pana wątpliwości mogą sie odnosić co najwyżej do PKB per capita mierzącego siłę nabywczą, ta jednak jest ograniczona z powodu skończonej ilości zasobów które można kupić. Gdyby Pan chciał teraz dowodzić, ze skoro na świecie istnieje tylko skończona ilość materii, to i PKB per capita może mieć tylko ograniczone wartości, polecam zastanowić się nad znaczeniem pojęcia „Wartość Intelektualna” i tym co ono oznacza w kontekście tego co można kupić lub sprzedać. Tego typu paradoksy w dobitny sposób pokazują tylko jak chorą dziedziną wiedzy jest ekonomia…

  8. @kakaz
    Ja tego dalej nie potrafię sobie wyobrazić. Hiperinflacja może być wtedy kiedy mamy waluty, a utopia dobrobytu dla wszystkich zakłada zrównanie wartości, co za sobą pociąga zrównanie wszystkiego, wartości pieniądza, ilości wymienianych pieniędzy, produkcji itd. Wzrost jest możliwy tylko przy punkcie odniesienia, bez niego jak może zaistnieć inflacja? Bez biednego nie ma i bogatego.
    Ja dobrobyt wszystkich potrafię sobie wyobrazić tylko tak, jak to zrobił A. Huxley pisząc „Nowy wspaniały świat”, czyli ludzie przestają mieć potrzebę doskonalenia życia, a jedynie potrzebę rozrywki i udoskonalania samych rozrywek. Z racji tego że wszystko z czasem się nudzi, będą mogli albo się ogłupiać, czyli obniżać swoje wymagania cofając się w rozwoju do gatunku jakiegoś prymitywa karmiącego się tylko impulsami, albo dojdą do skrajnych perwersji – jedno i drugie kończy się samo-zagładą, bo jeszcze nikt nie doświadczył dobra, które w nadmiarze nie zaczyna szkodzić. Innymi słowy, nie potrafię sobie wyobrazić ludzi wstających o 6 rano do 8-10 godzinnej pracy, jeśli nie grozi im bieda i jeśli tej biedy nigdzie nie ma, bo to by było tak jak się obawiać powodzi na pustyni.

  9. @vps: „Innymi słowy, nie potrafię sobie wyobrazić ludzi wstających o 6 rano do 8-10 godzinnej pracy, jeśli nie grozi im bieda i jeśli tej biedy nigdzie nie ma, bo to by było tak jak się obawiać powodzi na pustyni.”

    Dosyc Pan ubogi duchem. Proponuje poczyatc biogarfie (I autobiografie) Marii Sklodowskiej-Curie czy paru innych naukowcow, niekoniecznie z tamtego okresu. Proponuje poksc na kampus pozradnego amerykanskiego uniwersytetu o 11 w nocy I zobaczyc w ilu oknach pali sie swiatlo.

    Niech Pan pojdzie do byle startupu, a zobaczy Pan ludzi pracujacych bez bata po 90 godzin tygodniowo I spiacych pod biurkiem

    Ludzie dziela sie an dwie katergorie: takich dla ktorych praca to sposob na robienie pieneidzy I takich dla ktorych parca to sposob na zycie. Ci pierwszi podziela los proli z 1984, ci drudzy pchaja I beda pchali cywilizacje do przodu

  10. @vps: “Innymi słowy, nie potrafię sobie wyobrazić ludzi wstających o 6 rano do 8-10 godzinnej pracy, jeśli nie grozi im bieda i jeśli tej biedy nigdzie nie ma, bo to by było tak jak się obawiać powodzi na pustyni.”

    Do ośrodka obliczeniowego mojej politechniki (początek lat osiemdziesiątych) przyszedłem któregoś piątku o godzinie 21-szej ubrany w garnitur, najlepsze buty, białą koszulę i pod krawatem.

    O tej porze kończyły się zajęcia w laboratorium wielodostępu, studenci i prawcownicy szli do domu. Niektórzy ze studentów dogadali się z kierownikiem labu, że w zamian za obowiązki konserwacyjno-administracyjne będą mogli spędzać w laboratorium całe noce mając maszynę Odra 1325 TYLKO DLA SIEBIE!

    I to była właśnie ta „moja” noc z piątku na sobotę.

    Już nie pamiętam który, ale jeden z kierowników Centrum na mój widok wypalił:
    -A kolega co taki wystrojony jak do ślubu?

    Na co ja odpowiedziałem zgodnie z prawdą:
    -No bo ja jutro rano rzeczywiście biorę ślub cywilny i szkoda mi było tracić czas na wracanie do domu po garnitur…

    @vps – taką to atrakcją była wtedy możliwość pracy na TAK POTĘŻNYM KOMPIE. Dzisiaj moja córka po doktoracie dostała kilka ofert pracy. Najniższa była za $80k. Córa wybrała bycie postdokiem za połowę tej sumy. Ale na bardzo dobrej uczelni i cieszy się, że „robi naukę”.

    Z kolei czwarty syn jest taki jak ty. Bez zapłaty oka nie otworzy.

  11. @
    Realizacja marzeń czy pasji to nie jest praca – to przyjemność, podpina się to pod rozrywkę. Dodatkowo, człowiek poświęcający czas na to aby rozwinąć w sobie jakąś umiejętność ma w głowie i tak plan spożytkowania tej umiejętności – zazwyczaj na końcu widzi albo własne bogactwo, albo lepszą ludzkość, lepszy świat, jedno i drugie możliwe jest tylko przy istnieniu niedoli.
    W ogólnym dobrobycie wszystkich ludzie mogą rozwijać własne zainteresowania, ale już o wiele trudniej będzie im skonstruować zespół, który wykona ciężką pracę – to jedno. Po drugie, nawet jeśli robotnik zastąpiony będzie przez maszynę, to z ekonomicznego punktu widzenia, jedyną opłacalną pracę jaką będą one wykonywać to doskonalenie wygód i rozrywek – czyli to o czym pisałem, to zmieni ludzką psychikę. Ludzie zapanują nad przeciwnościami losu ale ogarnie ich melancholia którą będą zbijać zabawą. Bez groźby niedoli zabraknie im motywacji do czegokolwiek innego, to sobie łatwo wyobrazić na własnym przykładzie – poświęcamy się tylko wtedy kiedy unikamy własnej niedoli, ewentualnie chcemy poprawić los bliskim, rodakom, ludzkości. Czym innym jest przesiadywać w laboratorium po to aby zmienić i uzdrowić ludzkość, a czym innym po to aby stworzyć doskonalsze hula-hop.
    Zresztą tak konstrukcja dobrobytu wszystkich i tak zakłada zrównanie się wszystkich z najlepszym, ale ten najlepszy posiada ogrom obywateli żyjących w ubóstwie, także jedyne co się zmieni to geografia biedy, nie będzie tożsama już z samym miejscem a jedynie z klasą ludzi dobrobytu i tych, którzy się nie załapali. Jeśli ten problem się rozwiąże, to potem już pozostaje sama zabawa, bo nie ma co doskonalić.

  12. „Realna konwergencja, czyli proces doganiania gospodarek rozwiniętych przez mniej rozwinięte, spowalnia.”

    A ktoś się spodziewał, że przyspieszy? Przecież to oczywiste, że spowalnia w miarę wyrównywania się poziomów rozwoju gospodarek. A jeżeli ktoś się spodziewał, że w wyniku konwergencji dojdzie do zrównania poziomów życia na całym świecie, to rzeczywiście utopista. Nie dojdzie nigdy, bo istotą kapitalizmu jest ciągła zmiana, jedni się bogacą, dobrze się rządzą inni nie i marnują wysiłek swoich obywateli, za przykład niech posłuży Argentyna, bankrut a jeszcze sto lat temu jeden z najbogatszych krajów świata.
    Co do globalizacji to większego absurdu niż cytat z Josepha Stiglitza dawno nie słyszałem. „pełne otwarcie rynków stawia kraje rozwijające się w niekorzystnej sytuacji, bo utrudnia rozwój gospodarki w oparciu o akumulację wiedzy i rozwój technologii.”
    Otwarcie rynków przed wszystkim stawia kraje rozwijające się w korzystnej sytuacji, otwiera przed nimi zamożne rynki i pozwala się bogacić. Pozwala, nie jest gwarantem powodzenia ale daje szansę, jak się z niej skorzysta zależy od wielu czynników ale zamkniecie rynków tej szansy pozbawia, pozbawia szansy na szybsze dogonienie najbogatszych. Globalizacja powoduje, że poziom zamożności się wyrównuje i patrząc na to z boku, jest ona zagrożeniem dla bogatych nie biednych, to od bogatych uciekają miejsca pracy, to bogaci zamiast dawać zarobić, dawać pracę swojej klasie średniej płacą za pracę Chińczykom, Brazylijczykom czy innym rozwijającym się i bogacącym społeczeństwom. Oczywiście, zamożni też na globalizacji zyskują, na rozwoju zyskują wszyscy. Zresztą pisze o tym autor „Z czasem jednak wzmocnione przez proces konwergencji odbywającej się w warunkach globalizacji państwa – jak Chiny, Indie, Brazylia, Rosja”
    To jak jest, wzmacnia ta globalizacja słabszych a osłabia silniejszych?
    Czyż nie jest szansą dla Afryki zniesienie protekcjonistycznej polityki rolnej przez zachód?
    Jak zwykle antyamerykański i antyliberalny pogląd na świat nie pozwala autorowi na obiektywne spojrzenie, stąd sprzeczności, dążenie do utopijnego świata Panie Redaktorze. Świata który nie wiadomo jak miałby wyglądać, wiadomo tylko, że nie tak jak dzisiaj, bo tak jak dziś, to my socjalizmu nie wprowadzimy i nie zrównamy wszystkich ekonomicznie a to jest naszym celem?
    Bo pełna konwergencja to utopia, pełna globalizacja to utopia, socjalizm znoszący nierówności społeczne, pełen dobrobytu to utopia.
    Natomiast nie jest utopia dążenie do poprawiania liberalnego świata przez konwergencję i globalizację.
    Odwrót od globalizacji jest przejawem egoizmu bogatych względem biednych, egoizmu głupiego, bo szkodzącemu zarówno egoiście jak i tym z którymi bogactwem, wiedzą, technologią nie chcemy się podzielić.

  13. „Oczywiście, szanse na sukces w pełnym uniezależnieniu ma Rosja podobne, a może i mniejsze niż ZSRR w latach 80. Biorąc jednak pod uwagę, że alternatywa w postaci konwergencji w warunkach globalizacji jest równie niepewna, do stracenia jest niewiele.”

    Śmieszy mnie ta proputinowska, zakamuflowana propaganda. Śmieszna, bo zamiast liberalnej gospodarki Putin proponuje nie socjalizm tylko wręcz coś przeciwnego, wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem? Widmo chaosu z którego powstanie nowy wspaniały świat jest pociągające? Tak uważają przeciwnicy liberalnej demokracji, trzeba najpierw zburzyć stary pożądek, Putin do tego dobry jak każdy inny.
    Sukces w pełnym uniezależnieniu w warunkach globalizacji nie tylko nie jest prawdopodobny ale jest niemożliwy, bo globalizacja i konwergencja nie polegają na pełnym uniezależnieniu a wręcz przeciwnie, na pełnej zależności, wszystkich od wszystkich. Ale gratuluję propagandowego konstruktu myślowego, Putin dobrze myśli, nie może wygrać w warunkach systemu powszechnie aprobowanego, wolnościowego, nieprzemocowego, wygra po swojemu co dowodzi jego przenikliwego myślenia.
    Podobnie przenikliwie myśli Redaktor, nie ma co, realpolitic w ustach ideowca, boki zrywać.

  14. Homo ludens…….

    Przecież nieprzypadkowo astronomiczne z punktu widzenia szaraka kwoty, zarabiają ludzie mediów, wolnych zawodów, sportowcy.
    To jest ta papka, którą karmi się „LUD” zaspokajając niekoniecznie wyrafinowane potrzeby.

    Jaki to jest procent populacji?
    80-90?
    Im wystarczy zaspokojenie podstawowych potrzeb Maslowa.
    To te 5-10% pcha cywilizację do przodu, choc bez tej podstawy piramidy nie mieliby szans na twórczą pracę, prowadzenie badać, rozwijanie pasji.

    Ps.
    Kapitalizm jest dobry- podobno na wszystko.
    Tyle że im większe rozwarstwienie, tym więcej patologii, zachowań kryminogennych.
    Im więcej ludzi zmusi się do WALKI o byt, tym więcej będzie ofiar.
    Co zresztą już obserwujemy.

    Globalizacja i wyścig technologiczny eliminuje sporą część populacji świata z udziału w dających szansę przeżycia dochodach.
    Co z tymi „odpadkami cywilizacji”?
    Eksplozja demograficzna powoduje że miejsca pracy na nich nie czekają.

  15. @vps: „Realizacja marzeń czy pasji to nie jest praca – to przyjemność, podpina się to pod rozrywkę”

    Jeszcze raz odsylam do biografii Marii Sklodowskiej-Curie. Oczywiscie, pzrenoszenie na wlasnymh plecach paru ton blendy uranowej, mieszanie tego w kotlach gdzie sie to-to topilo, meiszanie przy pomocy metalowego preta wyzszego niz jej wzrost, wszystko w pzreciekaajcym baraku, zima I latem, tysiace czy dziesiatki tysiecy neiudanych prob – to wszystko byla ROZRYWKA.

    W parcy naukowej, rozrywka to jakies 5%. Reszat to ciezka harowa. No I ludziom jakos sie chce. Ale to ten segment populacji ktory nie posluguje sie maksyma MNIE SIE NALEZY

  16. „Przecież nieprzypadkowo astronomiczne z punktu widzenia szaraka kwoty, zarabiają ludzie mediów, wolnych zawodów, sportowcy.
    To jest ta papka, którą karmi się “LUD” zaspokajając niekoniecznie wyrafinowane potrzeby.”

    Oczywiście, że nieprzypadkowo, tak działa kapitalizm, wszystko jest na sprzedaż, jak masz co sprzedać, to sprzedajesz, jak sprzedajesz siebie, coś unikatowego, możesz sobie drogo policzyć. Płacą ci, co chcą cię oglądać. A inni to pośrednicy, też zarabiają.
    Myślisz, że to ktoś tak wymyślił?
    I warto byłoby wymyślić coś inaczej?
    To, że się ludzie zaczęli wymieniać pracą ktoś wymyślił?
    I ten cały rozwój społeczny ktoś wymyślił?
    Stwórca jakiś pewnie.
    Jeżeli człowiek, podaj jego nazwisko.
    Moim zdaniem, to nikt tego nie wymyślił, tak już jest.
    Czym karmi się lud? Tym czym chce w wolnym społeczeństwie, kościołem się karmi, konsumpcją, przyjemnościami, ja lubię lunapark, a za cyrkiem nie przepadam.
    Jeżeli jest jak jest, znaczy ekonomia, wbrew pozorom polityczną to ja robią politycy i dziennikarze o politycznym zacięciu, to tę ekonomię należy zmieniać dla dobra ludzi, ale zgodnie z jej prawami. Ingerencja w samą ekonomię powinna być jak najmniejsza bo rozregulowuje mechanizm, ruch w jednym miejscu powoduje nieprzewidziany i często niepożądany skutek w innym. Powinny być pieniądze na cele społeczne, żeby budować wspólnotę, ale podstawy muszą być nieugięte, prawa ekonomii, za dużo na cele społeczne=brak na cele społeczne, bo cele społeczne nie motywują jednostek do działania tylko indywidualne, często urojone, wykreowane przez sąsiadów potrzeby które chcemy zaspokoić. Cele społeczne mogą nawet przestać motywować niektórych do działania.Np. jak cel społeczny jakim jest zasiłek dla bezrobotnego czy inna zapomoga pozwala żyć w społeczeństwie na zbyt wysokim poziomie. Wielu ludzi taka polityka, zwłaszcza tych o niższych aspiracjach, wypycha z rynku pracy co rodzi fatalne skutki społeczne, tego socjaliści nie biorą pod uwagę, zajmą się też dziećmi, tyle że zazwyczaj jak dorosną, to na bezrobociu się nimi zajmą, bo to się dziedziczy. Trudno, nakładem wielu sił i środków się z takiego marazmu ludzi wyciąga.
    Dlatego trzeba zmieniać to co jest, a nie wymyślać kwadratowe jaja. Liberalna demokracja pozwala pokojowo balansować na granicy socjalizmu i kapitalizmu. Raz lewicowa, to znów prawicowa wersja zwycięża, i tak dwa kroczki do przodu, jeden w tył i świat do dobrobytu dochodzi, dzięki globalizacji ci biedniejsi z ubogich krajów szybciej, choć oczywiście kosztem biedniejszych w bogatych krajach, emigracja to też efekt globalizacji nie mówiąc o przeniesieniu wielu prac do biedniejszych krajów. Czy Chiny nie zarobiły na zadłużaniu się Amerykanów? Wszyscy zarobili, my chcemy widzieć tylko tych rekinów z Wall Street którzy się obłowili. A tych polityków amerykańskich co się chwalili, że dożyliśmy czasów, kiedy każdego Amerykanina stać na dom? Oni nie nie zyskali na tym populizmie wyborców?
    A było stać, nawet bezrobotny dostawał kredyt hipoteczny, a potem te kredyty świstak zawijał… i sprzedawał innym Amerykanom, Chińczykom, Islandczykom, kto tylko głupi, kupił. Zaufanie było, taki duży bank nie może oszukiwać.
    A czemu nie może? Bo duży?
    Globalizacja sprawiła, że wszyscy płacimy za kryzys, tak jak dzięki globalizacji wszyscy zarabiali na prosperity jakie do tego kryzysu doprowadziło. Że biedni płacą więcej? Względne pojęcie, jakby przemnożyć to co zarobił każdy Chińczyk przez lata wzrostu po 10% przez ich liczbę wyszłaby ładna sumka, paru Polakom też się poprawiło przez te lata, i Brazylijczykom, kogo tam pominąłem. Argentyńczykom nawet wtedy się nie wiodło:)

  17. Peerelowska gospodarka była zamknięta i odizolowana od tej globalnej. Ale byli elektronicy. Jest gospodarka otwarta, w pełni „globalna” – nie ma elektroników.
    Dystans pomiędzy polskimi układami scalonymi a tymi produkowanymi w USA w 1980 to było najwyżej kilka, no może do 10 lat. A teraz to jest nieskończoność.

    Dystans pomiędzy wieżami hi-fi produkowanymi w Diorze a tej klasy sprzętem zachodnim to były najwyżej 1-2 lata, z tym, że w kilku przypadkach na korzyść Diory. Zgoda, jest to dowód na korzyści z globalizacji, bo te „lepsze od zachodnich” wieże były nimi tylko dlatego, iż zakupiono do nich zachodnie podzespoły ale jest też w tym przykladzie miejsce na korzyści z izolacji, choćby w postaci dużo niższych kosztów pracy. Zamkniętość granic nie pozwalała wtedy na emigrację personelu na zachód.

    Nie pamiętam czy to red. Bendyk czy dr. Kasprowicz kiedyś podkreślali małą i malejącą rolę produkcji w gospodarce. Na którymś z tych blogów były gorące dyskusje gdzie doskonale pamiętam, że z moim przekonaniem o krytycznej roli produkcji byłem w opozycji do autora a może i obu autorów. Uważałem, że samym handlem czy usługami nie zbuduje się zdrowej gospodarki.

    Wszystkie „tygrysie” gospodarki Azji były budowane w taki sposób aby je odizolować od konkurencji gospodarki globalnej po stronie importu towarów, a szczególnie finalnych wyrobów. Tworząc rynek i zapewniając zbyt własnych produktów. To co chciano importować to były najwyżej niektóre krytyczne komponenty i wiedza.

    W tym samym czasie otwierając się na gospodarkę globalną po stronie eksportu i jak najbardziej korzystając z globalności tejże gospodarki. Znowu, tworząc rynek dla własnych produktów finalnych.

    Taka polityka w oczywisty sposób okrada pewne grupy własnych obywateli (nabywców tych polskich układów scalonych), gdyż z początku przez ileś lat zmusza ich do kupowania towarów gorszych i droższych od tego, co jest dostępne na globalnym rynku. I te skradzione im pieniądze prezentuje innym grupom (elektronicy pracujący w krajowym przemyśle elektronicznym) w postaci gwarancji zatrudnienia, czyli pensji.

    Oczywiste jest też to, że nie ma żadnych gwarancji iż te arbitralne regulacje i przesunięcie pieniędzy z jednych kieszeni do drugich dadzą w końcu wielki sukces. Państwo nie ma czarodziejskiej różdżki i nie umie zagwarantować nieomylności wybierając przemysły-pupilki do popierania (subwencjonowania).

    Ale patrząc teraz na Koreę Płd., Tajwan, Singapur, Japonię, Chiny, przemysł w Niemczech (ten, który udało się uratować z NRD), czy USA, gdzie też mamy bardzo dużo przykładów protekcjonalizmu (na czele z półprzewodnikami) łza się w oku kręci…

    W Polsce zaorano zakłady, rozbito kadrę (zmuszono do emigracji albo porzucenia zawodu), ograniczono się do bycia źródłem stosunkowo taniej siły roboczej do montowania gdzie indziej zaprojektowanych rzeczy. A więc pogodzono się z zaprzestaniem gonienia gospodarki światowej w sferze elektroniki. Elektronicznej konwergencji z pewnością w Polsce nie będzie.
    Ale telewizory są przez to tańsze. Ludzie je kupują bo zarobili na linii montażowej w fabryce tych telewizorów.

    I w ten sposób w Polsce rośnie klasa ludzi opłacanych na poziomie montera a na zachodzie klasa ludzi opłacanych na poziomie konstruktora. Jaka konwergencja ma zatem następować?

  18. Idą zakupy zbrojeniowe dla polskiej armii. Prezydent z PO chce wydać 100 czy 130 mld złotych a kandydat na premiera z PIS chce podwoić armię i wydać zachodnie kredyty, – z pewnością dużo więcej niż te 130 mld.

    Kłopot w tym, że w Polsce nie ma od kogo kupić. Nie ma jak wydać tych środków. Jak zakupimy sprzęt na zachodzie to znowu za jakiś czas trzeba będzie zrobić to samo. Tak jak z chlebem, jak nie pieczemy w domu to do piekarni trzeba regularnie chodzić.

    Czym zapłacimy za ten sprzęt? Sidikami z Szopenem? Oscypkami? Jabłkami? Oknami za rakiety? Jaki jest przelicznik okna na rakietę? Ile tapczanów trzeba sprzedać aby kupić jeden samolot?

  19. @zza kaluzy: „Ale patrząc teraz na Koreę Płd., ”

    25 lat temu byla w Korei Poludniowej wieksza „bryndza” niz w Polce. I gdzie teraz jest Korea, a gdzie Polska…

  20. zza kałuży
    15 września o godz. 18:42

    No właśnie……..

    Może byc gospodarka KOMPLETNA, zawierająca wszystkie działy, albo komplementarna, wynajdująca sobie jedynie nisze.
    Tylko, jeżeli tych niszy bedzie mało, lub będą mało wartościowe, to nigdy nie da się zbilansować obrotów handlowych.
    A wieczny deficyt jest niemożliwy…….

    Sok jabłkowy nie zastąpi turbin z ZAMECHu, czy silników okrętowych z Cegielskiego.
    Można importowac gotowce z Hispano- Suiza, czy Kruppa, Siemensa.
    Tylko za co, kredyty?
    Ten szczegół umknął jakoś naszym radosnym neofitom wolnego rynku.
    No i problem, co z instytutami badawczymi?
    Inżynierami przekładającymi koncepcję na produkt, doskonalącymi go?

    Poczytałem ostatnio o Arabii Saudyjskiej, goniącej świat od lat pięćdziesiątych.
    Pomimo PLANOWEJ polityki gospodarczej, stypendiom, inwestycjom pod klucz, nie udało się osiągnąć pomimo gigantycznych nakładów samowystarczalności kadrowej, czy produkcyjnej.
    Brak kadr znacząco spowalnia rozwój, a my je beztrosko eksportujemy.
    Za darmo…….

  21. parker
    15 września o godz. 17:23

    Masz rację, cywilizacja rozwija się metodą prób i błędów.
    Społeczeństwa też.
    Niektóre systemy społeczne okazały się ślepą uliczką rozwoju.
    Inne, były efektywne.

    Zastanów się nad jednym z aspektów.
    Co jest tańsze:
    -dotowanie bezrobotnych
    -rozrost systemu penitencjarnego?

    Dochody tych górnych 10% rosną szybciej niż tych 50% na dole…….
    Pokój społeczny ma swoją cenę i wartości krytyczne.
    Bogacąc się zbyt szybko, można wszystko stracić.
    Nawet życie- w zamieszkach.

    Ps.
    Brakuje mi uniwersalnej MIARY.
    Co mogłoby nią być?
    -energochłonność
    -roboczogodziny
    -ilość kilokalorii na jednostke produktu?

    Bez takiej miary, trudno porównywać rzeczy powstałe w różnych warunkach i spełniające podobną funkcję.

  22. A.L.
    15 września o godz. 18:58

    Park
    Zamordyzm
    Dyktatura wojskowa
    Gospodarka planowa
    Kredyty

    I osiągnięto sukces.
    Kosztem sporej ilości trupów.
    Jedna z wersji głosi, że był zbyt niezależny.
    Więc musiał zginąć, bo psuł interesy.

  23. @wiesiek59: „Ten szczegół umknął jakoś naszym radosnym neofitom wolnego rynku.
    No i problem, co z instytutami badawczymi?
    Inżynierami przekładającymi koncepcję na produkt, doskonalącymi go?”

    Problem jest taki, ze CALA kardra zarzadzajaca Polska to tak zwani „chumanizdzi” – ludzie nei majacy zielonego pojecia o technice, przemysle, produkcji I tak dalej. Nie ma ani jednego inzyniera, przynajmniej ja nie wiidze.

    No I dla tych ludzi, 200 osobowa montownia telewizorow to „dowod mocarstwowej pozycji Poslki w high-tech”. Co osobiscie powiedzial Premier Tusk

  24. @wiesie59: „Park
    Zamordyzm
    Dyktatura wojskowa”

    Takei rozumowanie to byl zawsze polski problem. Proponuje obejrzec Ziemie Obiecana, Lalke, poczytac Kroniki Prusa. I dlatego Korea jest tu gdzie jest, a Polska jest tu gdzie jest I zawsze bedzie. Po wsze czasy. Czyli NIGDZIE

  25. @zza kaluzy: „Ile tapczanów trzeba sprzedać aby kupić jeden samolot?”

    Polecam ostatnie wydanie polskiego Newsweeka. Ciekawy artykul o innowacyjnosci. O meblach tez. Polskie memble maja w sobie tylko polskie deski. Wszystkie materialy wukonczeniowe I czesci sprowadza sei z Niemiec glownie

    Ile polskich desek tzreba spzredac na jeden zsamolot?

  26. „Niektóre systemy społeczne okazały się ślepą uliczką rozwoju.”
    Ja znam jeden system społeczny który ewolułuje od początków ludzkości oparty na świętym prawie własności. Ślepą uliczką był jeden sytem, wymyślony i wprowadzony który ten fundament naruszył.
    Rozwarstwienie dochodów jest problemem z którym liberalna demokracja musi sobie poradzić. Poradziła by sobie dawno, gdyby lewica nie była tak głupia.
    Progresywny podatek dochodowy rozwiązuje problem tymczasem lewica domaga się opodatkowania banków. Czyli nas wszystkich, bo jak się wszystkie banki opodatkuje one wszystkie opodatkują wszystkich swoich klientów, biednych ten podatek bankowy bardzo uderzy, bogaci nie poczują, im banki płacą. Taka lewica, durna dosyć, szkodząca swoim zwolennikom, ale cóż, biednemu zawsze wiatr w oczy, nawet adwokata to marnego wylosuje.

  27. Jednocześnie jednak uznano, że japońskie przedsiębiorstwa w obecnym kształcie nie będą zdolne uzyskać znaczących sukcesów na tym polu. Dziesięciolecia izolacji doprowadziły do sytuacji, w której większość rynków jest już doskonale zagospodarowana. Japończycy musieliby także sprostać konkurencji coraz większych konglomeratów i koncernów. Tymczasem ich przemysł jest rozdrobniony – najwięksi gracze rynku wewnętrznego to specjalne spółki wielkich koncernów cywilnych (np. Mitsubishi czy Toshiby), dla których produkcja wojskowa to zaledwie promile w stosunku do podstawowej działalności.
    http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=8036
    ================

    Taka mała poboczna glosa…….
    Nawet Japonii nie służyło oddzielenie od rynku.
    Uczestniczenie w głównym nurcie badań i konstrukcji jest opłacalne.
    Tyle że firm nie marginalizują rynki, a politycy…….

    Parker
    Święte Prawo Własności petryfikuje stan zastany.
    Utrwala stan, na tych co maja i nie maja, System kastowy.
    Mając taki system, niewiele jest szans na awans społeczny.
    I funkcjonuje to w przewazajacej części świata.

  28. A.L.
    15 września o godz. 19:27

    Mylę się MOCNO, stwierdzając że w latach osiemdziesiątych mieliśmy z Koreą podobny stopień rozwoju?
    Różnica polegała na tym, że oni mieli nieograniczone kredyty i dostęp do rynku zachodniego.
    Nas ograniczano z przyczyn ideologicznych.
    A potem w postepie geometrycznym różnice rosły.

  29. Święte prawo własności tworzyło stany i kasty w przeszłości, nie można oceniać przeszłości przy pomocy kryteriów teraźniejszości. Dziś w warunkach liberalnej demokracji mamy do dyspozycji narzędzia które temu mogą przeciwdziałać. Szkoda, że lewica o nich zapomniała. Progresywne podatki dochodowe powinna lewica postulować zamiast opodatkowywania wszystkich podatkami pośrednimi, bo te są liniowe i degresywne, w tym podatek od firm, podatek nałożony na klientów firmy zamiast na właściciela. Zresztą dziś świat się tak szybko zmienia, powstają i upadają fortuny,
    dziedziczność pozycji społecznej jest coraz mniejszym problemem społecznym choć z tym będziemy mieli doczynienia zawsze, dopóki rodzice będą dbali o swoje dzieci.
    Głupia lewica, kawiorowa, elitarna, dbająca o siebie a nie o potrzebujących.

  30. Konwergencja w polskich warunkach.

    Przypadek dzieci wybitnie pracowitych.
    Warunki pracy i płacy na zachodzie są tak kuszące, że się wyjeżdża. Polska traci.

    Przypadek dzieci mało pracowitych.
    Nikt na zachodzie im nie zaproponuje żadnej pracy ani stypendium.
    Zostaną w Polsce tak jak Unitry „odrzuty z eksportu”. Jaki będzie z nich Polska pożytek miała? Pożyjemy, zobaczymy.

    Przypadek dziecka „pośredniego”.
    Właśnie pracuje w Chinach.
    Lepiej płacą niż zarabiał w Polsce. Firma funduje mieszkanie, samochód i telefon. Dwa loty do Polski na wakacje rocznie. Firmowa intensywna nauka chińskiego. Dlaczego akurat w Chinach? Bo tam jest produkcja.
    Polska traci do kwadratu, bo w rezultacie pracy tego dziecka chińskie towary będą jeszcze bardziej konkurencyjne.

    Jest jeszcze dziecko kompletnie niezainteresowane emigracją, bo tak. Dla niego praktycznie żadne pieniądze nie będą pokusą.
    Po studiach, pracuje w Polsce. Polska zyskała.

  31. Dzięki za ciekawe komentarze. @parker: dobrze jest rozróżniać między „zrozumieć” a „zaakceptować”. To, że za polityką Putina może kryć się racjonalny plan nie oznacza, że ten plan akceptuję. Wystarczy zresztą poczytać wpisy o Ukrainie. Natomiast zrozumienie pomaga uniknąć nieadekwatnych działań. A Stiglitza radzę poczytać, zwłaszcza najnowszą jego książkę. On nie jest przeciw globalizacji ale analizuje globalizację realną, a nie teoretyczną

  32. Panie Redaktorze, rozróżniam. Pana zrozumienie jest dla mnie próbą usprawiedliwiania, od usprawiedliwiania i zrozumienia już bardzo blisko do akceptacji. Dlatego uważam Pana tekst za zakamuflowana proputinowską propagandę. Nie jest ona mam nadzieję intencjonalna, ale powiedzenie „Biorąc jednak pod uwagę, że alternatywa w postaci konwergencji w warunkach globalizacji jest równie niepewna, do stracenia jest niewiele.” jest kuriozalne.
    Znaczy jak mówią Rosjanie, jeden ch.. .
    Czyli co, zachód postawił Rosję w sytuacji bez wyjścia, ten podły system liberalno demokratyczny który jest przyczyna tylu nieszczęść spowodował jeszcze jedno, wojnę na Ukrainie. Za daleko idę w rozwinięciu Pana myśli? Może i za daleko, ale co zrobię, jak słucham wypowiedzi przedstawicieli Pańskiego środowiska odnoszę nieodparte wrażenie, że dążą oni w sferze ideologicznej do obalenia liberalno demokratycznego porządku i Putin może być do tego dobrym narzędziem.
    Oczywiście, nie jesteście politycznymi samobójcami, nikt formalnie Putina nie poprze, ot tak sobie próbujecie go zrozumieć.
    Co do Stiglitza. moim zdaniem nie warto go czytać, człowiek głoszący takie poglądy jak Pan zacytował ” pełne otwarcie rynków stawia kraje rozwijające się w niekorzystnej sytuacji, bo utrudnia rozwój gospodarki w oparciu o akumulację wiedzy i rozwój technologii.” nie ma nic do powiedzenia, albo bzdury albo truizmy a mieszanka jednych i drugich tylko pozornie uwiarygadnia bzdury oparte na ideologicznych antyliberalnych podstawach.
    Bo co znaczy pełne otwarcie rynków? Jeżeli nawet by do tego doszło co jest nieprawdopodobne, to skąd Stiglitz wie co się wtedy stanie? Ze nie dojdzie do pełnej konwergencji? A miedzy Lubelszczyzną a Wielkopolską dojdzie w ramach jednego państwa? Nigdy. Czy to oznacza, że Lubelszczyzna traci na związku z Wielkopolską, bo nie akumuluje wiedzy i nie rozwija technologii?
    A jeżeli nawet tak jest, to jaki z tego wniosek? Powinna się oddzielić i wtedy technologia i wiedza wybuchną?
    Stiglitz twierdzi, że globalizacja rodzi zagrożenia, to truizm, że utrudnia rozwój w oparciu o wiedzę i technologię, oczywiście, ale ułatwia przez wzrost zamożności, rentę w postaci wdrażania sprawdzonych rozwiązań, nie popełniania błędów
    To stwierdzenie, że izolacja wzmaga kreatywność, potrzeba jest matką wynalazków, ciekawe, czemu przed globalizacją kraje zacofane były zacofane o nie były kolebką innowacyjności?
    Przepraszam, były. PRL był kolebką nowoczesnego recyklingu papieru. Zamiast z makulatury papier toaletowy robić, na co nie było czasu ani pieniędzy, gazetą się tyłek podcierało, jaka oszczędność energii i środowiska, komu to przeszkadzało.

  33. @parker: najłatwiej polemizować z własnymi projekcjami. Nie wiem, gdzie Pan znalazł cytat ze Stiglitza – to jednozdaniowe przywołanie książki. Jeśli Pan na takiej podstawie decyduje się na tak ostrą polemikę, gratuluję. I zachęcam jednak do lektury książki, niestety dość gruba i zawiera sporo argumentów, z którymi trudniej dyskutować, niż z samym sobą.

  34. Panie Redaktorze, nie czytałem nigdy książek Stiglitza ale to nie znaczy, że nie znam jego poglądów. Dlatego nie czytałem, głupio mądry o takim mówię.To jeden z częściej cytowanych i omawianych antyliberalnych ideologów. Gdyby Pan więcej jego złotych myśli zacytował, być może moja krytyka nie dotyczyłaby tylko tego cytatu. Ale co złego w tym, że polemizuję z tą bzdurą jednozdaniową? W jednym zdaniu nie można głupot gadać?
    Co do ostrości polemiki to cóż, internet wymaga wyrazistości, ale nie wydaje mi się, żeby to co napisałem było jakieś ostre. Ostry to jest Żiżek, nawet jak milczy:)

  35. A ja uważam, że mi jest dobrze. Zdecydowanie lepiej niż jemu. Jak powiedział kierowca patrząc na przejechanego przez tramwaj przechodnia.
    Polska jest bardzo dobrze urządzonym krajem.
    Każdy kraj jest bardzo dobrze urządzony tak długo jak długo siedzisz w swoim aucie a leżysz pod tramwajem.

    Za wyjątkim poczty. Poczta w każdym kraju jest do dupy.
    Najlepszy dowód, że Stiglizowi Nagrodę Nobla doręczyła a mnie nie.

  36. A co do argumentów zawartych u Stiglitza, to ja je pewnie będę podzielał, najczęściej się zgadzam z krytyką liberalnej demokracji. Ja się nie zgadzam z wnioskami płynącymi z tej krytyki.

css.php