Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

8.09.2014
poniedziałek

Ekonomia wymiany i zaufania: utopia czy wielki biznes?

8 września 2014, poniedziałek,

W piątek podesłałem na Twitterze i FB link do tekstu „Couchsurfing, rewolucja i ekonomia zaufania” autorstwa Mikołaja Bendyka (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa). Trafiłem dobrze, bo w sobotę podobny temat pojawił się w „Świątecznej”. No i komentarze oraz pytania: o co w tym wszystkim chodzi: optymalizację kosztów (z punktu widzenia użytkownika) i wielką kasę (z punktu widzenia operatorów takich serwisów jak Uber czy AirBnB)? Nową post-hippisowską utopię, kiedy można żyć razem taniej i przyjemniej dzięki internetowi?

Prostej odpowiedzi, jak zwykle, nie ma. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy istotę analizowanego zjawiska. Na współdzielenie zasobów, jak np. zjawisko car-sharingu i couchsurfingu, można popatrzeć po prostu jak na przykłady ekonomii wymiany i kultury minimalizmu. Zamiast kupować na własność, wolę mieć po prostu dostęp do samochodu (czy raczej możliwości przemieszczenia się), którym zarządzam za pomocą z kolei ciągłego dostępu do informacji. Ekonomia wymiany zakłada konieczność istnienia dobrze rozwiniętej infrastruktury: sieci teleinformacyjnej, ilości odpowiedniej puli zasobów (samochodów, mieszkań etc.) w obiegu.

Tak naprawdę prawdziwa analiza zaczyna się na poziomie badania struktury tychże właśnie zasobów: czy mają one charakter prywatnej własności indywidualnej, czy należą do anonimowego kapitału, czy też tworzą commons, społeczny zasób wspólny. W przypadku couchsurfingu czy Ubera platforma informacji należy do kapitału, wymieniane zasoby najczęściej mają charakter własności indywidualnej. Początkowo wydawało się, że ekonomia wymiany prowadzić będzie do rozwoju commons, okazało się jednak, że kapitał skuteczniej przejmuje newralgiczne punkty nowej gospodarki, czyli platformy, przez które przechodzi cały ruch.

Wojciech Orliński w swym komentarzu na FB napisał:

Coś, co jest robione za pośrednictwem korporacji, nie może być rewolucją.

Od tłumacza książki o Karolu Marksie oczekiwałbym marksowskiego pytania o to, jak sposoby produkcji i wymiany wpływają na przemianę więzi, wytwarzając potencjał zmiany społecznej. Mikołaj w swym tekście próbuje analizować ten aspekt, wprowadzając kategorię ekonomii zaufania oraz logikę wymiany daru i pokazuje, że praktyki np. couchsurfingowe mają potencjał socjotwórczy, a nie są jedynie wyrazem strategii optymalizacji kosztów ze strony zindywidualizowanych konsumentów.

Wymiana na couchsurfingu opiera się na odroczonej gratyfikacji. Dajemy coś lub bierzemy, nie mając żadnej gwarancji, że dostaniemy (podarujemy) coś w zamian. Wpływa to jednocześnie na postrzeganie czasu: z jednej strony istnieje przyszłość, w której możemy spodziewać się wyrównania rachunków (chociaż słowo „rachunek” zupełnie tutaj nie pasuje), z drugiej jednak wspomniany brak gwarancji powoduje, że niejako żyjemy chwilą. Forma wymiany na couchsurfingu przypomina także nieco rytuał Kula. Nie ma tu co prawda stałych partnerów wymiany, nie jest ona nawet zbliżona do bezpośredniej i ruch nie odbywa się w określonych kierunkach, ale jedna z najważniejszych cech Kula pozostaje: na bardzo rozległym obszarze buduje się społeczność.

Innym doskonałym przykładem reapriopracji, czyli przejęcia infrastruktury dla realizacji emancypacyjnego celu, jest ewolucja Facebooka na Ukrainie jako narzędzia rewolucji politycznej i debaty. Niezależnie od tego, czy to się podoba Evgeniyovi Morozovovi, czy nie, FB stał się na Ukrainie strategiczną platformą politycznej komunikacji i póki co nie traci znaczenia.

Po prostu w rękach aktywistów stał się narzędziem umożliwiającym współpracę nad ważniejszym zadaniem, tworzeniem commons – dobra wspólnego – jakim jest projekt Nowej Ukrainy. Podczas opisywanej w poprzednim wpisie konferencji we Lwowie pytałem uczestników mojego panelu, czy mają świadomość ograniczeń takich platform jak Facebook. Ołeksandr Rojtburg, malarz, który stał się rewolucjonistą, gdy w listopadzie ubiegłego roku poszedł na Majdan na hasło rzucone na FB przez Mustafę Najema, a potem wyrósł na jednego z najważniejszych komentatorów, nie ma wątpliwości, że póki korzyści przewyższają zagrożenia. Dla świadomego użytkownika taka platforma jak FB to narzędzie, a to że na jego wykorzystaniu zarabia najwięcej Mark Zuckerberg, samej rewolucji nie musi szkodzić. Mamy więc też i odpowiedź na wątpliwość Wojciecha Orlińskiego. Kapitał sam tworzy warunki dla swojego zniesienia (ale o tym więcej przy okazji omówienia książki Kojina Karataniego „The Structure of World History”).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Ta wasza teoria to ekonomiczny kreacjonizm. Przyjdzie ‚rewolucja’ i w czarodziejski sposób powstanie nowy wspaniały świat (że zacytuje tytuł książki). Najśmieszniejsze, że owa ‚rewolucja’ ma być powrotem do barteru, czyli czasów prehistorycznych. A drugą zabawną rzeczą jest to, że na ogół to ‚rewolucją’ usiłujecie straszyć (jak nie zrobicie, co my chcemy to rzekomo nastąpi ‚rewolucja’ i was zje), a tu nagle się okazuje, że ‚rewolucja’ to samo szczęście. No to jak z tą ‚rewolucją’? Mamy się bać czy oczekiwać z niecierpliwością?

  2. Ciekaw jestem w jaki sposób po ‚barterowej rewolucji’ dziennikarz wymieni swoje usługi na bułkę w sklepie albo usługi fryzjerskie. Za pomocą fejsbuka?

  3. @ Krzysztof Mazur
    8 września o godz. 13:43
    Niby racja ale…Mam pewien problem z pieniądzem – staje się on kompletnie bezwartościowy i umowny. Dlaczego za tą samą pracę, wytwarzającą ten sam produkt, sprzedawany w tej samej cenie na całym świecie mam dostać 10 razy mniej kasy?
    I to jest sens tej ,,rewolucji”. Jest on dla zwolenników neoliberalizmu groźny gdyż godzi on w podstawowe kanony tej ideologi: fetysz PKB, utrudnia alienację jednostki, pozwala ominąć ,,rynkowe ceny” no i podważa ład społeczno-ekonomiczny gdzie np. pasożyt nazywający się inwestorem giełdowym traci rację bytu gdyż NIC POŻYTECZNEGO nie wytwarza więc NIKT nie będzie potrzebował jego wątpliwych usług kanciarza

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Krzysztof Mazur – jaka „nasza teoria”? Jako, że nigdzie tu nie ma słowa o jakieś tam teorii, tylko tekścik opisuje inny tekścik autora o nieprzypadkowo zbieżnym nazwisku, opisujący z kolei istniejące zjawisko, to cały twój komentarz można posłać jednym ruchem do śmietnika, prawda? Przyznam, że postanowiłem napisać ten post, bo coraz bardziej mierzi mnie prostota i powierzchowność komentarzy. Mierzi i przestrasza równocześnie – z obrazu internetowych komentarzy wyłazi czerwona, prostacka gęba kogoś, będącego wzorem dla ‚polish jokes’, a jednocześnie kogoś, kto w swej liczebności jest najsilniejszym gwarantem ciągłego istnienia nadwiślańskiej odmiany tandety intelektualnej.

  6. Juz kiedys wszystko mialo byc nasze wspolne. Nawet zony. Ale eksperyment sie nie powiodl

  7. Trochę bym się zgodził z argumentem K.M o ekonomicznym kreacjonizmie. Chodzi o takie naiwne, wręcz infantylne operowanie pojęciami rewolucji, wspólnoty, własności indywidualnej, commons, potencjał socjotwórczy, logika wymiany daru itd. 🙂
    Człowiek jest młody to lgnie do wszystkiego co ma potencjał socjotwórczy. Człowiek znajduje sobie męża/żonę, rodzi mu się dziecko, bierze kredyt na dom to przestaje z automatu lgnąć do commons a bardziej mu zależy na własności indywidualnej i logice wymiany daru 🙂 Banalnie proste, od tysięcy lat wszyscy to wiedzą, że nie ma jednej miary mierzącej w sposób uniwersalny dane zjawisko dla każdego (wszyscy prócz K. Marksa). Ludzie niemający nic (materialnie) prócz nadmiaru energii, testosteronu, hormonów chcą mieć wolny, wspaniały świat, chcą rewolucji dążącej do wspólnoty, do jednego wielkiego koła w którym wszyscy tańczą i trzymają się za ręce. Wynika to częściowo z samotności, z nieumiejętności nawiązywania bliskich relacji z drugim człowiekiem, częściowo z dobrobytu i nadmiaru wolnego czasu. Kiedyś problem ten załatwiał obyczaj, tradycja zmuszała do tego aby żyć razem, w parach, w rodzinach już we wczesnym wieku. Dziś ilość singli, ludzi unikających przywiązania do czegokolwiek, jakiejkolwiek odpowiedzialności, bohemian, hipisów jest ogromna. Nadmiar czasu który kiedyś pochłaniała praca od świtu do zmierzchu, lub salonowe spotkania towarzyskie, dziś wypełnia internet i TV (po raz pierwszy w historii ludzie mają co zrobić z wolnym czasem po zmroku, w ziemie nawet od godz. 17 nie niszcząc sobie oczu przy świecach czy lampach naftowych). Moim zdaniem to są czynniki, które kreują wszelkie socjotwórcze innowacje w internecie a nie interes ekonomiczny czy chęć zmiany świata, bo to już bardziej skutek a nie przyczyna.
    Ludzie starsi, którzy zostawili już trochę zdrowia w pracy, mający dzieci i martwiący się o los swoich dzieci, będą w tej nieodpowiedzialnej bandzie młodych marzycieli widzieć zagrożenie. Nie chcą wspólnoty, nie chcą wolności, chcą praw i regulacji, chcą podziałów zabezpieczających ich dobra. Nikogo nie wpuszczą do auta, do domu, nie będą szukać znajomych na facebooku, bo dzieci, rodzina, zmartwienie jutrem, zmęczenie pracą skutecznie zapełniają dziury które przepełniają życie ludzi młodych.

    Taki młody, socjotwórczy człowieczek, wymyślający nowe rozwiązanie ku ekonomi zaufania, ku utopii wspólnoty, ku commons z czasem ma dwa wyjścia:
    – albo staje się fatalnym mężem/żoną, ojcem/matką gdyż daje siebie światu bardziej niż bliskim, idealista i marzyciel (np. Alan Watts lub duet J.P. Sartre i Simone De Beauvoir)
    – albo staje się starym zgredem, zabezpieczając przyszłość swojej rodziny staje po drugiej stronie barykady i pierwszy wydaje rozkaz do strzału zwalczającego rewolucje, naturalista i materialista.
    Całą reszta to hipokryci i oportuniści kierujący się tymczasowym, krótkowzrocznym interesem własnym, co najwyżej ludzie mdli, cienie ani ziemne ani gorące.

  8. „Coś, co jest robione za pośrednictwem korporacji, nie może być rewolucją.”
    Rewolucja motoryzacyjna, np. Ford. Najpierw była korporacja a potem była taśma.
    Rewolucja telekomunikacyjna, np. Motorola. Najpierw była korporacja a potem był telefon komórkowy.
    Rewolucja obliczeniowa, np. Intel. Najpierw była korporacja a potem był mikroprocesor.
    Rewolucja obliczeniowa, np. HP. Najpierw była korporacja a potem był kalkulator kieszonkowy.
    Rewolucja rolnicza, np. Monsanto. Najpierw była korporacja a potem był Roundup.
    Rewolucja seksualna, np. Searle. Najpierw była korporacja a potem antykoncepcyjna pastylka Enovid.
    Rewolucja kulturalna/młodzieżowa/rozrywkowa, np. Philips czy Sony. Najpierw były korporacje a potem Compact Cassette, Walkman czy dysk kompaktowy.
    Zresztą tak można długo wymieniać i wymyślać nazywy tych „rewolucji” robionych w „korporacjach”.
    W jednym laboratorium Bella miał swoje początki tranzystor i technologia półprzewodnikowa, laser i ogromny kawał optoelektroniki. Cała masa hardware dla internetu. Podobnie w RCA Laboratories
    (późniejszy Sarnoff), kolorowa telewizja, kamery CCD, układy CMOS, mikroskopia elektronowa, itp., itd.

    Nie wiem kto to jest pan Wojciech Orliński ani kim jest z wykształcenia. Podejrzewam jednak politologie/socjologie i marketingi. Miękkie kierunki, po których łatwo pisze się rewolucyjne tezy o rewolucjach.
    Mnie to ciężej przychodzi. Może dlatego, że w kilku z wyżej wymienionych korporacji pracowałem.

css.php