Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

14.06.2013
piątek

Edukacja pozaszkolna, systemowa walka z systemem

14 czerwca 2013, piątek,

Miałem okazję uczestniczyć niedawno w debacie zorganizowanej przez Biuro Edukacji Warszawy. Trwają właśnie konsultacje Programu Rozwoju Edukacji w latach 2013 – 2020, spotkanie zamykało cykl czterech debat. Rozmawialiśmy o edukacji pozaszkolnej, która zajmuje coraz więcej czasu wszystkim uczącym się. Szkoła, mimo że coraz bardziej dopycha program nie dostarcza wiedzy, jakiej potrzebują mieszkańcy współczesności. Ci muszą więc jej szukać poza szkolnymi murami. Problem w tym, że choć wszyscy o tym wiedzą, to ciągle brakuje dobrego pomysłu na zorganizowanie systemu współpracy edukacji szkolnej (formalnej) z edukacją nieformalną (różne zajęcia w domach kultury, etc)  i pozaformalną (spontaniczna aktywność prowadząca do poprawienia kompetencji).

Warszawa wydawać by się mogła miastem, w którym pod względem edukacyjnym niczego nie brakuje: najlepsze szkoły w kraju, najlepsze uczelnie, do tego Centrum Nauki Kopernik, Pałac Młodzieży, oferta kulturalna. Jest w czym wybierać, a bogactwo oferty przesłania rzeczywisty problem. Obecny formalny system edukacyjny oparty na szkole z oddziałami stracił już wydolność, uczniowie pompowani są wiedzą w sposób anachroniczny, ciągle odzwierciedlający stare podziały dyscyplinarne. Oczywiście, pewne minimum wiedzy ogólnej posiąść muszą – problem zawsze, jak ustalić to minimum. Drugi problem polega na tym, że zgodnie z obecnym podejściem uczeń jest produktem, który wchodzi do systemu z określonym zasobem wiedzy, umiejętności i kompetencji.

System dostarcza Edukacyjną Wartość Dodaną zgodnie z Polskimi Ramami Kwalifikacji zgodnymi z Europejskimi Ramami Kwalifikacji, czyli na wyjściu mamy produkt o większej wartości dodanej, co rzeczony produkt powinien odczuć pozytywnie na rynku pracy. Efekt jest taki, że proces pedagogiczny przekształcił się w proces budowania kapitału ludzkiego, czyli inwestowania w dziecko-produkt. Rodzice, którym  pompowanie kapitału w szkole nie wystarcza, gonią swe pociechy do miejsc edukacji pozaszkolnej na dodatkowe zajęcia. Po maturze wychodzi z edukacyjnej taśmy produkcyjnej zombi, które można doskonale opisać zgodnie z PRK, jednocześnie mierząc efektywność procesu, a także uczestniczących w nich placówek i nauczycieli. W tym zbożnym dziele pomoże System Informacji Oświatowej, coś w rodzaju PRISM zbudowanego na potrzeby MEN.

Pomiar zazwyczaj pomija, że produkt tego systemu pozbawiony jest kompetencji społecznych i kulturowych, lub inaczej – jeśli ich nie stracił (polska szkoła specjalizuje się, jak pisał prof. Janusz Czapiński, w promocji patologicznego indywidualizmu), a nawet rozwinął, to głównie właśnie dzięki edukacji pozaszkolnej, i to w nurcie pozaformalnym. Czyli mówiąc prościej, w czasie normalnego rówieśniczego życia towarzyskiego i realizacji różnych pasji, jakie dzieciaki zazwyczaj jeszcze mają, lecz bardzo często rezygnują z aktywności, bo brakuje czasu i miejsc na ich podtrzymywanie. Czas zabiera system, miejsc niby przybywa, lecz skażone są „syndromem orlików” – to przestrzenie kontrolowane zazwyczaj przez dorosłych, gdzie młodzi są co najwyżej gośćmi.

Brakuje jednak miejsc, gdzie ci młodzi mogliby być gospodarzami. A to właśnie w takich przestrzeniach autonomii dochodzi do najważniejszego procesu w całej alchemii kształtowania dojrzałego człowieka – indywiduacji (nie mylić z ową patologiczną indywidualizacją produkowaną przez szkołę), czyli kształtowania autonomicznej, samosterownej lecz jednocześnie uspołecznionej jednostki. Miejscami takimi były kiedyś podwórka, gdzie grało się w gałę, różnego typu ruiny, glinianki – obszary wolności dziś ogrodzone i pilnowane przez cieciów troszczących się, by nie zadrapać samochodu lub pobrudzić sztucznej murawy położonej za ciężkie euro. Młodzi bronią się jeszcze, tworząc przestrzeń autonomii w internecie, to jednak zbyt mało.

W efekcie duży, a z punktu widzenia przyszłości społeczeństwa najważniejszy fragment edukacji – pozaszkolna edukacja pozaformalna ma dziś charakter nie tylko pozasystemowy (nie da się pomierzyć w PRK), lecz antysystemowy. Zupełnie bez sensu. Czy jednak możliwe jest „przebiegunowanie” systemu i otwarcie go na to, co w istocie najważniejsze? Obawiam się, że poszliśmy już zbyt daleko – system nie otworzy się na nic, czego nie da się zmierzyć, bo sama idea pomiaru narzuca pewną logikę, która określa podstawowy schemat wartości: dobre jest to, co mierzalne i zgodne z PRK, czego zmierzyć się nie da, nie istnieje i nie warte jest wsparcia. Może zaistnieć, jeśli zgodzi się na pomiar, co zabija istotę autonomii. Jedyny sposób, to tworzenie otwartych przestrzeni autonomii, na przykład na wzór brazylijskich Pontos de Cultura.

Nie trzeba zresztą sięgać do Brazylii, można skorzystać z doświadczenia stowarzyszenia „Tratwa” Ryszarda Michalskiego, na warszawskim Grochowie otworzyło się niedawno Centrum Społeczne założone przez Centrum Aktywności Lokalnej przy wsparciu władz miasta. Boję się jednak tego, że jeśli dalej będziemy modernizować system edukacji zgodnie z dotychczasową logiką, to w końcu organizacje takie, jak „Tratwa” i CAL stracą możliwość publicznego wsparcia, chyba że udowodnią jaką mierzalną wartość dodaną produkują i jak efekty ich działania można dopasować do Ram Kwalifikacji. I jak o tym myślę w kontekście zaczynającego się jutro II Kongresu Edukacji, to zaczynam lepiej rozumieć intencję Ivana Illicha z książki „Odszkolnić społeczeństwo”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. To, co Pan pisze nie jest prawdą. Istnieje jeden interdyscyplinarny przedmiot, którego znaczenie na szczęście rośnie coraz bardziej, przy pełnej akceptacji zarówno uczących się, jak, prowadzących go pedagogów, jak i – przede wszystkim – administracji państwowej. Już dzisiaj jego nauczaniu przeznaczono tyle godzin, co i owym skostniałym dyscyplinom fizyki, chemii i biologii. Na dodatek przedmiot ten nie jest ograniczony do ławy szkolnej, jego nauczanie rozciąga się na wszystkie obszary życia publicznego i wszystkie dni tygodnia, szczególnie niedzielę. Bo jest to religia, w której nauczaniu Polska jest najlepsza na świecie i wygrywa nawet z Iranem, Afgańskimi Talibami.
    Pozdrowienia.

  2. Młodzi się nie rodzą, więc problem sam się rozwiąże, a właściwie zniknie.

  3. @ZWo: „przeznaczono tyle godzin co i owym skostnialym..”

    Niedokladnie. Problem byl dyskutowany na Belfer Blog, blogu Polityki poswieconym edukacji. Wykazano ze w ciagu 12 letniego cyklu nauczania, religia zajmuje 1 rok, i jest to wiecej niz fizyka i chemia razem wziete. Nie pamietam dokladnych liczb; odsylam zainteresowanych do Belfer Blogu

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. ZWO 14 czerwca o godz. 9:34
    „Bo jest to religia, w której nauczaniu Polska jest najlepsza na świecie i wygrywa nawet z Iranem, Afgańskimi Talibami.”
    Śmiem wątpić aby @ZWO posiadał wiedzę o faktach, które uzasadniają jego mocno sceniczne deklamacje. Absolutnie nie bronię obecności lekcji religii w szkole publicznej, od samego początku, od ich prowadzenia byłem im przeciwny. Akurat cały proces zaczął się na początku mojej rodziny, gdy miałem tylko trójkę dzieci i w moim konkretnym przypadku logistyczne zmiany związane z religią w szkole wywróciły do góry nogami cały plan dnia.
    Chodzi mio to, że @ZWO nie ma danych ani o religijności Iranu ani Afganistanu. Rzuca propagandowymi stwierdzeniami bez faktów. Ja wolę używać do takich porównań dużo bliższego kulturowo i historycznie Polsce kraju, czyli Izraela. W Izraelu mieszka około 700 tys. haredim, czyli ludzi głęboko wierzących, przez całe życie nie robiących nic innego jak tylko studiujących problemy swojej wiary. Nie mają prawie żadnych kompetencji społecznych i są prawie że niezatrudnialni. Uważam, że można o nich myśleć tak jak myślimy o zakonnikach w chrześciajaństwie.

    W proporcji do populacji Żydów w Izraelu i katolików w Polsce, gdyby Polska nie chciał „wygrać” a tylko dorównać Izraelowi, musiała by mieć 4.3 – 4.4 milionów katolickich haredim.
    Wszystkich osób duchownych w Kościele katolickim w Polsce (księży, sióstr, zakonników, itd.) jest około 53 tysiące.

    Aby dorównać Izraelowi Polska musi powiększyć liczbę osób duchownych 80 RAZY.

    Dopiero powyżej 4.4 miliona braci zakonnych, sióstr i księży Polska „wygra” z Izraelem.

    Jeżeli @ZWO ma jakies konkretne liczby na temat Iranu czy Afganistanu na poparcie swoich dramatycznych obwieszczeń, bardzo chętnie je przeczytam.

    A na razie, wolałbym uniknąć PROPAGANDOWEGO PRANIA MÓZGÓW takiego samego, jakiego każdy NAPASTNIK używa jako psychologicznego ZNIECZULENIA opinii publicznej przed ZBRODNICZĄ NAPAŚCIĄ.

    Tym razem na Iran.

  6. Czytając „Od Europejskich do Krajowych Ram Kwalifikacji”
    **http://www.up.krakow.pl/main/bolonski/htmlarea/uploaded/Publikacje/Od_Europejskich_do_Krajowych_Ram_Kwalifikacji_publikacja_pod_redakcja_merytoryczna_Ewy_Chmieleckiej.pdf

    widzę, że niektóre zawarte tam stwierdzenia stoją w sprzeczności z tekstem Gospodarza. Nie będę kruszył o to kopii, być może ja czytałem za szybko i nie zrozumiałem czegoś.

    Wprowadzenie sytemu oceny takiego jak PRK może być robione z kilku powodów. Jeden to polityczno-administracyjny wymuszony europejską integracją. Nie wiem, na ile kraje mają tu wolną rękę i nie wiem, czy będę miał siłę doczytać. Drugi to skłonność każdej waaadzy do kontrolowania swoich podwładnych. Trzeci to konieczność kontroli jako rezultat wadliwego procesu.

    Idelanie zatrudniamy doskonałych nauczycieli i ufamy im stuprocentowo. Nikt sobie głowy nie zawraca jakimkolwiek sprawdzaniem ani sprawozdawczością (no może tylko w jakiejś szczątkowej formie aby zachować wiedzę o tzw. baseline). Sprawdzane parametry są wybrane inteligentnie i mierzą osiągniete kompetencje a nie jakieś nieistotne zmienne cząstkowe.
    Uczniowie są doskonałymi pracownikami, pracują zespołowo, nie rozwodzą się, produkują sto tysięcy patentów na minutę, wszystkie oryginalne i „disruptive”. Kultura i sztuka kwitnie, przemysł kwitnie, firma za firmą podbijają świat. Ludzi żyją coraz dłużej, szczęśliwiej i zdrowiej. Dzieci rodzą się jak z rogu obfitości. No po prostu raj.

    Nikogo nie interesuje, czy szkoła wtłacza encyklopedyczne daty czy nauczyciel zamienił sie w mentora-przewodnika-kolegę, czy zadaje wierszyki na pamięć i testuje co pięć minut czy bawi dzieci robotami Lego, ćwiczeniami jogi na basenie i odgrywaniem roli dziecięcego kierownika na wycieczce w parku podczas grupowego budowania karmnika.

    Jeżeli Unia wymusiła to nie wiem, co na to powiedzieć.

    Jeżeli głupia waadza nakazuje z ministerstwa to najpierw trzeba zmienić waadzę. Zmiana nauczycieli nic nie da w złym systemie.
    Podejrzewam, że waadza została zauroczona systemami kontroli jakości przeniesionymi z przemysłu do edukacji. Podejrzewam, że niekompetentna waadza nie miała nikogo, kto jako inżynier miałby własne doświadczenia z wielu lat obserwowania i stosowania kilku systemów kontroli jakości. Waadza mogła być głupiutka i naiwniutka myśląc, że to, co na prezentacji wyjdzie im w szkole. Uwierzyć, że jakość można wbudować za pomocą kontroli jakości.

    Ostatnio natrafiłem na internecie na dwie strony polskich firm chwalących się, że „100% ich produktów przechodzi szczegółową i wilokrotną kontrolę jakości”. Osobiście nie kupiłbym niczego z takiej firmy. Jeżeli ktoś tego nie rozumie to znaczy, że jest ignorantem w temacie.

    Jeżeli najpierw wprowadziło się system selekcji negatywnej osób do zawodu nauczycielskiego to raczej oczywistym jest, iż prosimy się o kłopoty. Szkoła jest najbardziej potrzebna tak na prawdę tylko tym, których rodzice (środowisko domowe) stoi na niższym poziomie (pod każdym względem) niż średni poziom dostępnej im szkoły. Dla reszty zunifikowana szkoła jest kotwicą.

    Ale selekcja nauczycieli to tylko dla mnie jeden ze środków służących do pokazania problemu. Po co unifikować? Czy potrzebna jest „taka sama” szkoła w Łodzi i w Tarnowie? Jeżeli w Tarnowie 120% uczniów, rodziców i nauczycieli chce sobie zorganizować katechezę, religię czy religioznawastwo w szkole to dalczego im tego zabraniać? Podobnie, jeżeli w Łodzi znacząca liczba ludzi nie chce religii w szkole to dlaczego robić z tego de facto obowiązek?

    I tu pojawiją się pytania o rolę szkoły w Polsce jako kraju i w Europie czy w świecie. Trzeba wiedzieć ile dzieci zostanie w Polsce i w niej będzie pracowało. Ile wyjedzie do krajów Europy. Ile opuści Europę. Kto to zrobi? Najbiedniejsi? Najzdolniejsi? Z prawego brzegu Wisły? Dla kogo kształcimy? Kto jest odbiorcą produktu? Kto płaci za produkcję? Kto będzie korzystał z efektów? Dlaczego wiejski podatnik ma płacić za edukację przyszłego mieszkańca miasta na drugim końcu Polski? Ile osób się przeprowadza? Dlaczego polski podatnik ma płacić za edukację przyszłego płatnika podatków w Wielkiej Brytanii? Dlaczego edukacja jest bezpłatna?
    I potem pytania i kłótnie o to, dlaczego studenci milionami tracą czas i stają się bezrobotnymi studiując politologiczną filozofię kultury polinezyjskej?
    Jaka i czy jeszcze potrzebna jest rola szkoły jako czynnik scalającego Polskę jako osobny kraj? Czy „osobność” Polski jest jeszcze jakąś wartością? Co Polakom przyszło z posiadania Polski?
    Jakieś pożytki czy tylko cierpienia?

    Byc może moje pytania tylko powiększają chaos mało dopomagając w odpowiedzi. To o co mi chodzi mogę powiedziec krócej. Nie wierzę w jakąś reformę „polskiej szkoły”. To za duża instytucja i za bardzo wrośnięta w społeczeństwo.

    Reformowanie szkoły w Polsce jest równoznaczne z przeoraniem nawyków całego społeczeństwa.

    Według mnie żadne cząstkowe zmiany nic nie dadzą. Bez zaufania będzie wyścig szczurów kopiących pod sobą dołki. W klasie i w pracy. Bez szacunku do wiedzy będzie „trzy razy zet”. Bez sprawnego rynku pracy nie będzie motywacji do nauki rzeczy przydatnych w życiu. Bez uczciwości nie będzie uczenia się „dla siebie” i dla kompetencji a nie dla papierka, bo pracę i tak tata mi znajdzie u taty kumpla albo u kuzyna. A kto nie ma taty z kumplem won na zmywak.

    Reforma szkoły to reforma każdego obywatela jako rodzica, ucznia i nauczyciela. Kilka godzin dodane do pensum, wuefiście więcej a poloniście mniej oraz krótszy urlop nic tu nie zmienią.

  7. Obawiam się że lekcje religii (jakkolwiek można mieć zastrzeżenia do metodyki prezentowanej przez niektóre prowadzące je osoby) to ostatnie miejsce gdzie ktoś jeszcze próbuje młodzież WYCHOWYWAĆ i dawać jakiekolwiek wskazania moralne!
    Szkoła jako instytucja umyła ręce w tej kwestii, rodzice nie mają czasu, zresztą sami już często są produktem systemu, który indoktrynował zamiast wychowywać.
    W ramach „wolności do robienia głupstw” sami siebie pozbawiliśmy drogowskazów moralnych i to samo fundujemy naszym dzieciom.
    A jak kończą społeczeństwa pozbawione kręgosłupa moralnego to pokazuje historia – upadek Cesarstwa Rzymskiego a potem Bizancjum chociażby.
    Zwłaszcza los Bizancjum powinien być dziś dla nas wskazówką.

  8. Ponad sto lat temu Baden-Powell wypromował skauting, w Polsce zaadoptowany jako harcerstwo. Dobrze prowadzona drużyna pozwala na rozwijanie umiejętności społecznych, jest też polem ćwiczenia się w odpowiedzialności. Z resztą nie jest to jedyne taka forma – są też „Strzelec”, „Sokół” i parę innych tego typu organizacji. Ale dyrektorzy polskich szkół nie są zwykle przychylni, bo to „odciąga uczniów od nauki”.

  9. @Andrzej Lewandowski
    Rzeczywiście, ma Pan rację. Tyle, że po prostu wkradł mi się błąd do tekstu i zabrakło słowa „razem”. Czyli tyle, co inne przedmioty razem.
    Natomiast „zza kałuży” odgrywa się za to, że dostał po nosie na blogu Kasprowicza.
    Drogi „zza kałuży”, budowałeś komunizm, a kiedy zmarnowałeś wszystko, co się da, zwiałeś i teraz z góry patrzysz na stary kraj i znowu pouczasz. Zamij się sobą.

  10. ZWO 16 czerwca o godz. 8:33
    Teraz sobie pana przypominam! Rzeczywiście dyskusja z kimś, komu chodzi o „dawanie po nosie” nie ma sensu.

    Jak zwykle w przypadku ZWO brak odniesienia się do pytania o znajomość faktów na temat religijności Iranu. Jak widać ZWO lubi sobie powtórzyć propagandowe zbitki językowe raczej bezmyślnie.

css.php