Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

24.11.2019
niedziela

Kultura na indeksie

24 listopada 2019, niedziela,

Nowoczesny naród rozumiany jako wspólnota polityczna wymaga spoiwa, którym w uproszczeniu jest wspólne państwo i wspólna kultura. Polaków wyróżnia jednak szczególne podejście do owych spoiw: państwu nie ufają, w uznanych praktykach kulturowych uczestniczą w znikomym stopniu.

O takich narodach, jak Czesi lub Francuzi, można powiedzieć, że są wspólnotami lektury, bo czyta w Czechach przynajmniej jedną książkę w roku 78 proc. mieszkańców, we Francji odsetek ten przekracza 90 proc. W Polsce, jak przypomina Biblioteka Narodowa w swych badaniach, książkę w ręku miewa 38 proc.

Wspólnota nieczytania

Owszem, wiemy, pytani, jakich autorów i tytuły powinniśmy wskazać jako wspólne. Na czele wyskakuje Sienkiewicz i Mickiewicz, choć tylko kilka procent przyznaje, że przeczytało. Jak zauważył ostatnio, otwierając Kongres Dydaktyki Polonistycznej, Ryszard Koziołek, można w naszym kraju zdać maturę, nie hańbiąc się znajomością wymaganych lektur.

Nie mam jednak zamiaru lamentować nad brakiem czytelnictwa w Polsce, któremu wtóruje niechodzenie do teatru (frekwencja w latach 50. była niemal dwukrotnie wyższa niż obecnie, choć teatrów było mniej) i muzeów. Poprawiło się chodzenie do kina, i to znacznie, bo w 2017 r. sprzedano 56,6 mln biletów, w 2005 r. zaledwie 23,3 mln. Choć to i tak niewiele przy Francuzach, którzy jak się znudzą lekturą, pędzą do kina w masie przekładającej się na ponad 200 mln sprzedanych biletów w ciągu roku.

Indeks i mapa kultury

Nie narzekajmy jednak, bo nie po to przytaczam te wskaźniki. Do zastanowienia się nad nimi skłoniły mnie dwie konferencje, w których miałem ostatnio okazję uczestniczyć. Pierwsza to „Indeks kultury”, zorganizowana przez Urząd Marszałkowski w Rzeszowie. Tamtejszy Departament Kultury odważnie zaprosił do wystąpień nie tylko zwolenników opcji politycznej, która wygrała w województwie, czyli PiS. Nie zabrakło więc sporów, choć posłużyły one jakości dyskusji, a nie jej zdominowaniu przez kłótnię polityczną.

Ja dostałem misję naszkicowania mapy kultury w Polsce, posłużyłem się więc kilkoma opracowaniami: mapą kultury, jaką przygotowaliśmy w ramach Kongresu Kultury w 2016 r., Rocznikiem Kultury Polskiej 2018 opracowanym przez Narodowe Centrum Kultury – ciekawym, bo ze względu na rocznicowy charakter patrzącym także wstecz, na czas stulecia niepodległości. Skorzystałem także z jeszcze ciepłego opracowania „Gra w kulturę” Instytutu Kultury Miejskiej w Gdańsku. Za tym wszystkim stoi z kolei szafka badań szczegółowych, których na szczęście w Polsce nie brakuje.

Federacja subkultur

Obraz wychodzi z tego całkiem ciekawy, bo ukazuje Polaków praktykujących kulturę na coraz bardziej niszowe, niezależne od głównego nurtu sposoby. Jak to już kiedyś stwierdziła Barbara Fatyga, kultura w Polsce stała się federacją subkultur. Sklejenie tego archipelagu w całość o nazwie „kultura narodowa” staje się praktycznie niemożliwe, subkultury coraz trudniej komunikują się ze sobą, służąc za podstawę do kreowania plemiennych tożsamości.

Jeśliby szukać największych wspólnych mianowników, to poza wspólnym językiem, który coraz bardziej nas dzieli, mamy jeszcze niewątpliwie katolicyzm jako punkt odniesienia ważny dla większości, choć na skutek trwającej sekularyzacji także już bardziej w wymiarze kulturowym niż religijnym.

Wspólnota pogardy i sałatki

Mamy cechujący Polaków kod pogardy, który wyraźnie ujawnia Mirosława Marody z ekipą w książce „Społeczeństwo na zakręcie”. Mamy w końcu sałatkę jarzynową, najbardziej polskie z polskich dań, bo wg badań Henryka Domańskiego znane z doświadczenia 98 proc. rodaków.

To rozsypanie się subkultur pogłębia zjawisko „poszerzonego pola kultury”, czyli uciekanie uczestnictwa poza ofertę instytucjonalną, a często także i rynkową. Bo obok tego, co proponują teatry, kina, scena muzyczna, coraz częściej oddajemy się formom, jakie stały się możliwe dzięki internetowi, by wspomnieć o grach komputerowych. No i mamy takie zjawiska, jak grupy rekonstrukcji historycznej, dziś bardziej hołubione przez władzę niż kiedyś, kiedy zdane były na same siebie.

Koniec hierarchii

Nie można też pominąć faktu, że w kulturze, która jest federacją subkultur, nie może istnieć hierarchia pokazująca, co w niej jest ważniejsze, a co mniej ważne. Fakt ten najlepiej pokazała telewizja pod rządami PiS, wprowadzając do swego nadawania Zenka Martyniuka. Tyle tylko, że legitymizując populistycznie disco-polo, PiS strzela sobie w kolano, bo pozbawia się szansy na realizację konserwatywnego programu, który polega na tworzeniu hierarchii.

Jarosław Kaczyński rozwiązał ten problem do pewnego stopnia, relegując to zadanie Kościołowi, który ma być jedynym źródłem moralności w Polsce, a więc i ładu aksjonormatywnego. Rzeczywiście, na ministra kultury liczyć nie może, bo ten demoluje ład, jaki zastał, zostawiając po sobie w miejscu nieźle funkcjonujących wcześniej instytucji spaloną ziemię zamiast ładu nowego.

Kultura antropocenu

Bo właśnie – czy jeszcze możliwa jest kultura rozumiana jako wspólnota przeczytanych przez większość książek, obejrzanych filmów, wysłuchanych muzyków? Nawet w gronach profesjonalnych coraz trudniej o taką jedność, mówił Ryszard Koziołek podczas wspomnianego Kongresu Dydaktyki Polonistycznej w Poznaniu.

Jaka w takiej sytuacji jest rola humanistyki, zastanawialiśmy się w panelu, w którym Przemysław Czapliński posadził Urszulę Zajączkowską, Jacka Dukaja i mnie. Nagranie będzie dostępne, podeślę link. Wyszło jednak, że dziś stawką zadań dla humanistyki jako formy refleksji nad kulturą nie jest lamentowanie nad kulturą narodową, bo potrzebujemy kultury, a więc także humanistyki, do ratowania nie narodu, tylko gatunku.

Czas na Forum Przyszłości Kultury

Pytanie tylko, co to znaczy i jak już jest późno, czy już wkroczyliśmy do epoki popiśmiennej, jak twierdzi Jacek Dukaj; czy też na nowo odkrywamy swoją podmiotowość w odniesieniu do własnego ciała zanurzonego w środowisku przyrody, a nie tylko rozmytego w przestrzeni cyfrowej?

Już niedługo, bo 30 listopada w Teatrze Powszechnym rozmawiać będziemy o podobnych kwestiach, tylko w sposób odnoszący się już do konkretów takich, jak polityka kulturalna, sposób działania instytucji, rola samorządu. Okazję stwarza Forum Przyszłości Kultury, trzecia już jego edycja. Zapraszam!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php