Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka
Tylko nie mów nikomu

14.05.2019
wtorek

Film Sekielskich, czyli koniec feudalizmu

14 maja 2019, wtorek,

Gdy piszę tę notatkę, licznik na YouTube przy filmie braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” przekroczył 11 mln. Ziarno rzucone przez „Klątwę” w Teatrze Powszechnym, podlane „Klerem”, dziś dojrzało do żniw. Czyli?

Cyniczna, ale racjonalna politycznie metoda PiS, by czynić wszystko to, co sprawia przyjemność elektoratowi, dotychczas dobrze się sprawdzała. Pogarda dla ludzi z niepełnosprawnościami rok temu, pogarda dla kobiet podczas majstrowania z ustawą antyaborcyjną, pogarda dla nauczycieli w tym roku, pogarda dla ofiar przestępstw pedofilii, jeśli popełniają je żołnierze sojuszniczej formacji. Im pogarda większa, tym władza wydaje się silniejsza i skuteczniejsza. Zwłaszcza gdy mówi, że kto podniesie rękę, temu ta ręka zostanie odrąbana (jakoś tak mniej więcej, Cyrankiewicz zlewa się już z Kaczyńskim, ale wymowa jest taka sama).

Uciekający suweren

W praktyce wygląda to żałośnie, gdy służby wszechmocnego państwa PiS ścigają aktywistkę Elżbietę Podleśną za rzekomą obrazę uczuć religijnych. Z groteskowych represji wobec Podleśnej bije jednak groza, bo okazuje się, że państwo przestaje być wyrazem racjonalności, tylko staje się delegaturą sił obskurantyzmu i bałwochwalstwa, które niewiele mają wspólnego z istotą wiary, której rzekomo bronią.

Takie przywiązanie do żelaznego elektoratu i sojuszników z tym elektoratem mocno związanych ma jednak swoją cenę, bo przytępia słuch społeczny. To groźne, zwłaszcza gdy ów żelazny elektorat nie tworzy większości, tylko jest mniejszością wygrywającą zwartością. To groźne oczywiście dla władzy na takiej mniejszości budującej, a odwołującej się w swej retoryce do woli suwerena, czyli całości.

Uspołecznienie problemu

Bo suweren może w końcu mieć dość i znaleźć powód kontrmobilizacji, której ciągle rozmamłanemu liberalnemu centrum i atroficznej lewicy nie udało się osiągnąć. Bo ciągle nie dopiekło do żywego, ciągle wydaje się, że mimo wszystko nie jest najgorzej. Mało to komentarzy, że Leszek Jażdżewski w sumie to nawet powiedział prawdę, ale czy musiał ją mówić w ten sposób, w tym miejscu i w takim czasie?

Film Sekielskich w końcu chyba z tej zbiorowej hipnozy wyrywa, jest szansa na proces, który świetny amerykański socjolog Jeffrey C. Alexander nazywa „uspołecznieniem problemu społecznego”. Warto zajrzeć do tekstu wykładu „The Societalization of Social Problems”, który wygłosił m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim wiosną 2014 r. Istotna część wykładu poświęcona jest problemowi pedofilii w Kościele.

Jak pokazuje Alexander, najważniejsze jest przełamanie „kodu semiotycznego”, który powoduje, że problem nie może wyjść poza ramy instytucji – pedofilia występuje w Kościele od setek lat, ale cały czas była „normalizowana”, zgodnie z wypowiedzią:

According to the Head of the Congregation of Clergy, priestly pedophilia, while regrettable, should be regarded as “an unavoidable fact of life.”

W pewnym jednak momencie następuje przełamanie kodu i sprawa staje się sprawą publiczną, zło przestaje być traktowane jako problem wewnątrzinstytucjonalny i dotyczący bezpośrednio pokrzywdzonych, tylko staje się problemem społecznym odbieranym jako zagrożenie dla całej społeczności. Jest szansa, że film Sekielskich, już nie oparta na faktach fabuła jak u Smarzowskiego czy artystyczna prowokacja jak u Frljicia, tylko dokument mówiący o konkretnych ludziach – ofiarach i ich sprawcach, którzy ciągle bezkarnie poruszają się wśród nas, uspołeczni świadomość zła i odczucie odrazy.

Moralna degrengolada

W takiej sytuacji PiS nagle z obrońcy tradycyjnych wartości stanie się sojusznikiem zorganizowanego, systematycznie oraz systemowo ukrywanego zła. „DajCiumka” z krotochwilnego tłumaczenia księżych wybryków stanie się symbolem deprawacji. Nie ma co jednak gdybać, lepiej czytać Alexandra i patrzeć, czy sprawy zmieniają się zgodnie z opisywanym przez niego mechanizmem uspołeczniania, które prowadzi do mobilizacji i działania.

Tak czy inaczej dochodzimy w polskiej polityce do „momentu Kościuszkowskiego”. Naczelnik znany był ze swego radykalnego, wręcz jakobińskiego antyklerykalizmu. Jego najpełniejszym wyrazem jest list, jaki napisał u schyłku życia do księcia Adama Czartoryskiego, poniżej fragmenty:

Jeśli jednak, na odwrót, rozpoczniecie od oświecania księży, dacie im /tym samym/ więcej środków, by zniewalali Lud i trzymali go w jeszcze silniejszym uzależnieniu, bowiem każde wydzielone ciało w Narodzie będzie mieć zawsze swój własny interes, przeciwny do interesu Państwa, bądź będzie występować przeciwko działaniom rządu, bądź będą miały miejsce potajemne bunty i konspiracje, w które niestety obfituje historia. Nie można mieć nadziei, że zmieni się ich zachowanie, gdyż w ich podstawowym interesie leży mamienie ludu kłamstwami, strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami oraz abstrakcyjnymi i niezrozumiałymi ideami teologicznymi. Księża będą zawsze wykorzystywać ignorancję i przesądy Ludu, posługiwać się (proszę w to nie wątpić) religią jako maską przykrywającą ich hipokryzję i niecne uczynki.

oraz

Mówię do filozofa, do zręcznego polityka: Rząd jako taki nie powinien mieć innej religii niż religia natury. Ten bezmierny glob wypełniony nieskończonymi gwiazdami i nasze serca, które bezwiednie zawsze zwracają się /ku niej/ w rozpaczy, świadczą oczywiście o istnieniu Istoty Najwyższej, której nie rozumiemy, ale ją w duchu czujemy i którą wszyscy powinniśmy adorować. Pozostawmy więc wszystkim sektom, wszystkim religiom swobodę praktykowania ich kultu, byleby były one posłuszne prawom ustanowionym przez Naród.

Kościuszko pisał niewiele, wolał działać, choć za jego działaniem kryje się głęboka filozofia społeczna i polityczna. W swej wizji demokratycznej republiki zbliżał się do pozycji jakobińskiej, hasłem insurekcji była wolność, całość, niepodległość. I to właśnie feudalne przywileje, z jakich korzystał Kościół, niepokoiły go tak bardzo, bo groziły całości republiki.

Koniec feudalizmu

Historia potoczyła się tak, że Kościół pozostał enklawą władzy feudalnej, domagając się na dodatek specjalnych przywilejów od państwa. Krytyka tych przywilejów nie jest atakiem na religię, tylko niezgodą na wynaturzenia, których najbardziej obrzydliwym wyrazem jest pedofilia i jej, powtórzmy, systemowe i systematyczne ukrywanie. Zgodnie z postulatem Kościuszki: pozostawmy więc wszystkim sektom, wszystkim religiom swobodę praktykowania ich kultu, byleby były one posłuszne prawom ustanowionym przez Naród.

Miejmy więc nadzieję, że właśnie kończy się w Polsce ostatecznie feudalizm, którego politycznym współczesnym wcieleniem miało być korporatystyczne, katolickie państwo narodu polskiego pod władzą PiS. Nie musimy wszczynać insurekcji, mamy urny wyborcze, by ocalić republikę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php