Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

28.11.2018
środa

Polityka jest kobietą. Stulecie praw wyborczych kobiet

28 listopada 2018, środa,

Kadr z filmu „Siłaczki” Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego

28 listopada 1918 r. kobiety w Polsce zyskały prawa wyborcze. Skorzystały z nich 26 stycznia podczas wyborów do Sejmu Ustawodawczego, podczas których wybrano osiem posłanek. 

Józef Piłsudski podpisał 28 listopada 1918 r. „Dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego”. Artykuł pierwszy stanowił, że wyborcą do Sejmu mógł być każdy obywatel państwa bez różnicy płci, który do dnia ogłoszenia wyborów ukończył 21 lat. Wcześniej, 7 listopada, równość polityczną kobiet i mężczyzn proklamował manifest Tymczasowego Rządu Ludowego Ignacego Daszyńskiego.

Polityka parasolek

Uznanie politycznej podmiotowości kobiet było zasługą ich determinacji i zaangażowania nie tylko w walkę o prawa dla swojej płci, ale w walkę polityczną w pełnym wymiarze. Kobiety czynem i obecnością w przestrzeni publicznej udowodniły, że są pełnoprawnymi obywatelkami, częstokroć o większych od mężczyzn kompetencjach. Przypomina o tym tekst „Droga kobiet do praw” w witrynie Kongresu Kobiet.

Warto tylko dodać, że to właśnie 28 listopada pojawił się tak ważny rekwizyt polskiej polityki – parasolki. Trzymane na mrozie przez Piłsudskiego sufrażystki stukały parasolkami w okiennicy willi Naczelnika, dając do zrozumienia, że nie odejdą, dopóki nie podpisze dekretu. Najważniejsza lekcja z tej historii podpowiada, że nawet najbardziej słuszne i należne prawa zdobywa się w politycznej walce, nie przychodzą same.

Podmiotowość bez ciała

To ważny przekaz na kolejne sto lat, kiedy mało kto, oprócz egzotycznego marginesu, podważa polityczne prawa kobiet. Czy jednak oznaczają one rzeczywistą równość płci? Nierówność ta wpisana jest choćby w prawa emerytalne, określające wiek emerytalny kobiet na 60 lat, mężczyzn na 65. Różnica wynikająca niby z troski, ma jednak nie tylko społeczno-ekonomiczne, ale i polityczne konsekwencje. Można ją bowiem próbować wykorzystać do czystek w instytucjach publicznych lub akademickich (przypomnijmy, że ustawa Gowina reformująca system nauki odwołuje się do ogólnych przepisów emerytalnych, co otwiera możliwość odsyłania na emeryturę 60-letnich pracownic nauki).

Największą różnicą formalną wynikającą z płci jest prawo kontroli własnego ciała, a więc możliwość pełnego korzystania ze swojej podmiotowości. Ustawa antyaborcyjna w połączeniu z praktykami medycznymi w Polsce niedotyczącymi tylko możliwości korzystania z dostępu do legalnej aborcji, ale także antykoncepcji czy sterylizacji czyni z kobiety przedmiot, którego obowiązkiem jest prokreacja. Odzyskanie kontroli nad własnymi ciałami jest warunkiem pełnej podmiotowości i równości, również w wymiarze politycznym. Oby walka o tę pełną podmiotowość nie trwała kolejnych stu lat.

Kryzys świata mężczyzn

Dokończenie emancypacyjnego projektu to ważne zadanie, bo jego stawką jest nie tylko podmiotowość kobiet, ale i przyszłość. Świat patriarchatu i męskiej dominacji wkracza w fazę terminalnego kryzysu. Wystarczy spojrzeć tylko na ogłoszony we wtorek 27 listopada raport UNEP „Emission Gap Report” analizujący, jak w rzeczywistości wygląda walka o ochronę klimatu. Okazuje się, że mimo obowiązującego od 2015 r. porozumienia paryskiego emisje gazów cieplarnianych ciągle rosną. Co gorsza, rosną także w krajach G20, a więc najbardziej zaawansowanych technologicznie i gospodarczo. Co jeszcze gorsze, jeśli obecny stan rzeczy się utrzyma, to emisje nawet w G20 będą rosły do 2030 r. A do tego czasu powinniśmy zredukować je o 55 proc., by ustabilizować wzrost temperatury na poziomie 1,5 st. C w stosunku do okresu przedprzemysłowego.

To tylko jeden, ale bardzo wymowny dowód na to, że dotychczasowy model prowadzenia polityki i gospodarowania światem wyczerpał się i trwanie przy nim grozi katastrofą. Zanim jednak dojdzie do katastrofy środowiskowej, spodziewać się można katastrofy politycznej, która nadejdzie wraz z radykalizacją polityki na skutek kryzysowych impulsów, rozwojem prawicowego populizmu i w dalszej konsekwencji reżimów neofaszystowskich.

Feminizacja przyszłości

Czy jest więc alternatywa? Wskazuje na nią Alain Touraine, nestor francuskiej socjologii, który napisał właśnie nową książkę, „Défense de la modernité”. W wywiadzie dla „NouvelObs” z nadzieją patrzy na rosnące zaangażowanie się w politykę kobiet, wskazując na wyniki ostatnich wyborów do Kongresu w USA. Touraine już ponad dekadę temu napisał rozprawę „Le monde des femmes” (Świat kobiet), opisując nadchodzącą nową zfeminizowaną kulturę, która będzie kształtować świat w przyszłości.

Podobne przesłanie zawiaduje pracami nad tegorocznym Forum Przyszłości Kultury, które odbędzie się 8-9 grudnia w Teatrze Powszechnym pod hasłem „Feminizm! Nie faszyzm”. Zapraszam do rozmowy o feminizacji kultury i polityki jako alternatywie dla świata, który właśnie się kończy. Świata ciągle kontrolowanego przez coraz bezradniejszych mężczyzn, którzy jednak do tej bezradności nie chcą się przyznać.

Wcześniej zapraszam na film „Siłaczki” Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php