Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

14.03.2016
poniedziałek

Bunt mas, dyktatura obciachu czy koniec kultury?

14 marca 2016, poniedziałek,
Slajd1

Fotografia z dokumentacji badań nad praktykami kulturalnymi Polaków

Zapowiada się kolejny rekord. Zgodnie z najnowszymi badaniami Biblioteki Narodowej w ubiegłym roku przeczytanie przynajmniej jednej książki zadeklarowało 37 proc. Polaków.

To najniższy wynik w historii badań czytelnictwa. Pełny raport BN wkrótce, ale już w poprzedniej edycji (kiedy wydawało się, że coś drgnęło i trend spadku czytelnictwa się odwrócił – zaobserwowano wówczas dwupunktowy wzrost do 41,7 proc. deklarujących lekturę przynajmniej jednej książki) słabe czytelnictwo szło w parze z niskimi zakupami książek i beznadziejnym stanem bibliotek domowych. W 80 proc. domów biblioteka nie przekracza trzech półek, w 16 proc. nie miało książek w ogóle.

Czytanie nie jest ulubionym zajęciem Polaków, zresztą inne formy uczestnictwa, od teatru po kino, też nas nie wyróżniają na korzyść. Przeciwnie, autorzy cyklicznie realizowanych europejskich badań porównawczych analizujących, jak mieszkańcy krajów europejskich korzystają z kultury, stwierdzili wprost i po imieniu: w Polsce i na Węgrzech nastąpił największy spadek intensywności uczestnictwa w okresie między badaniami (między 2007 a 2013 rokiem). Praktyką różnicującą w Polsce nie jest już książka czy teatr, nawet kino. Synonim kultury masowej jest u nas rozrywką klasy średniej, lud do kina nie chodzi.

Co z tego wynika? Co z Narodowym Programem Rozwoju Czytelnictwa i zaplanowanymi setkami milionów na wspieranie kultury czytania? Jedna ścieżka analizy może podążać za logiką moralnej paniki: obserwujemy upadek kultury i proletaryzację społeczeństwa. Rzecz bowiem nie tylko w tym, że nie lubimy czytać. Większy problem polega na tym, że można w Polsce być wysokim urzędnikiem, pracownikiem nowoczesnego przedsiębiorstwa, ba, akademikiem – i nie czytać książek. To oznacza, że związane z lekturą kompetencje, jak zdolność do krytycznego myślenia, koncentracji intelektualnej, abstrakcyjnego myślenia, nie są potrzebne. Kompetencje te albo struktura społeczna zaspokaja siłami wąskiej elity albo deleguje na zewnątrz.

W tym kontekście musi niepokoić, że trend spadku czytelnictwa idzie na przekór innym trendom, które powinny być pozytywnie skorelowane: przybywa ludzi z wyższym wykształceniem, rośnie w strukturze zawodowej udział pracowników tzw. klasy kreatywnej, w Warszawie to już ok. 50 proc. zatrudnionych. Na czym polegają zadania większości z nich, skoro nie muszą czytać, by móc pracować?

Ponarzekaliśmy, dla równowagi więc inny trop. Czytelnictwo, zwłaszcza książek i prasy, to kwintesencja nowoczesnej kultury burżuazyjnej. W Polsce nigdy takiej kultury nie wypracowaliśmy, nigdy nie byliśmy nowocześni, nie mieliśmy burżuazji ani mieszczaństwa, warstwą modernizacyjną była inteligencja, i to ona też próbowała kształtować nasz nowoczesny wzór kultury i uczestnictwa w kulturze będący imitacją nowoczesnych form praktykowanych na Zachodzie. Mimo starań, nawet wspieranych aparatem opresyjnego państwa autorytarnego w czasach PRL, praktyki te nie zdołały się zakorzenić, bo nie powstały materialne i strukturalne podstawy ich odtwarzania.

Kultura w swym podstawowym wymiarze służy nadawaniu sensu i znaczenia doświadczeniom codziennej egzystencji, jest wehikułem tworzenia i przekazywania społecznej wiedzy oraz platformą wspólnotowej komunikacji. Kultura służy także uzasadnianiu i wytwarzania społecznych hierarchii. Formy kultury i uczestnictwa nie są abstrakcyjnymi wzorami, lecz muszą odpowiadać na te właśnie potrzeby.

Być może więc Polacy do komunikowania się, bycia razem, sensownego i dobrego życia nie potrzebują tego samego co np. Francuzi? Rzeczywiście, zarówno badania socjologiczne, jak i etnograficzne pokazują, że aktywność kulturalna w narodzie kwitnie, tylko wiele jej form nie mieści się w znormalizowanych kwestionariuszach.

Polecam badania „Praktyki kulturalne Polaków” i studia etnograficzne Tomasza Rakowskiego. Oczywiście materiałów jest znacznie więcej. Wynika z nich, że nie tylko nie zdążyliśmy być nowocześni, ale też już nie będziemy. Kulturę mieszczańsko-burżuazyjną możemy odtworzyć na zasadzie kultu cargo, zmuszając przedstawicieli nowej elity pieniądza, by męczyli się w operze, bo w podobny sposób spędzają czas przedstawiciele elity we Francji lub Niemczech. Nie liczmy jednak, że ich męczarnie przełożą się na wzory naśladowane przez resztę struktury społecznej. Już w 2008 r. podczas konferencji kulturoznawczej w Elblągu pod znamiennym tytułem „Moda na obciach” obecni badacze stwierdzili, że nastąpiła w Polsce głęboka przemiana kulturowa. Dalsze badania potwierdziły, że kultura z hierarchii przekształciła się w federację subkultur, z których każda posługuje się własnymi kryteriami wartości i obciachu.

Dla jednych obciachem jest disco polo, dla innych opera. Kiedyś wszyscy (no, prawie) wiedzieli i uznawali, nawet jeśli do opery nie chodzili, że jest wyższą formą uczestnictwa, którą należy chwalić, a disco polo raczej się wstydzić. Możemy pomstować, biadać nad upadkiem autorytetów, gadać o promowaniu snobizmu kulturowego i wydawać dowolne ilości pieniędzy na promowanie nowoczesnych form uczestnictwa w kulturze, nic lub niewiele z tego jednak nie będzie. Potrzebny jest inny model kultury, model polegający na spotkaniu subkultur. Model inteligencki, polegający na transmisji wzorów „z góry”, wyczerpał się. Pięknym jego zwieńczeniem była inscenizacja „Dziadów” przez Michała Zadarę, najpiękniejsze epitafium dla kultury inteligenckiej w Polsce. Oto najważniejszy tekst tej kultury został przedstawiony w najdoskonalszy z możliwych sposobów, z wiernością do ostatniego przecinka. Co więcej? Co dalej? Tej opowieści już koniec.

Na czym miałby polegać model spotkania subkultur? Na uznaniu, że w każdej z subkultur mogą być praktykowane ciekawe i ważne formy nadawania sensu życiu, bycia razem, ekspresji estetycznej. O ile sama ekspresja nie musi się podobać, to podstawą spotkania powinno i może być to, co wcześniejsze i wspólne: chęć bycia i wyrażania się przez kulturę. Odsyłam do prac Tomasza Rakowskiego, dobrze ilustrują możliwość (ale i złożoność) takiego spotkania.

Dobrą okazją do rozmowy o końcu nowoczesnej kultury będzie debata organizowana w Muzeum Sztuki Nowoczesnej wokół wydanej przez Fundację Bęc Zmiana książki „Koniec kultury – koniec Europy”. Zapraszam 24 marca o godz. 17.30.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php