Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

31.01.2015
sobota

Krasnogruda. Uroki pogranicza

31 stycznia 2015, sobota,
Krasnogruda

Krasnogruda, Dwór Miłosza, fot. Edwin Bendyk

Dziękuję za wszystkie komentarze do poprzedniego wpisu, jednocześnie przepraszam, że kilka musiało poczekać z odblokowaniem na mój powrót z urlopu. Wykorzystałem kilka dni zimowej kanikuły, by wyskoczyć do Krasnogrudy, gdzie ulokowali się Małgosia i Krzysztof Czyżewscy, współtwórcy „Pogranicza” i krasnogrudzkiego Międzynarodowego Centrum Dialogu.

Centrum ulokowało się w dawnym dworze należącym przed wojną do rodziny Czesława Miłosza. W dworze właśnie spotkaniem w kawiarni „Piosenka o porcelanie” rozpocząłem swój pobyt w „pograniczu” i na pograniczu – nieopodal przebiega granica z Litwą, a do Białorusi także niedaleko. Rozmawialiśmy o antropocenie i posthumanizmie, o zmianach społecznych dokonujących się m.in. pod wpływem rozwoju techniki.

Krasnogruda, spotkanie

Krasnogruda, spotkanie w Dworze, fot. Wiesław Szumiński

Mimo śniegu oraz późnej niedzielnej pory do Krasnogrudy przybyło sporo osób, również nowy burmistrz Sejn. Miałem podobne wrażenie jak w Słupsku – coś się w Polsce zmieniło w ostatnich latach, nawet pozornie „egzotyczne” i „ezoteryczne” tematy nie wywołują popłochu, przeciwnie – uczestnicy podejmują dyskusję, wprawnie operując nowymi pojęciami i wyobraźnią. W tym sensie czuć się można było w Krasnogrudzie nie jak na przysłowiowym końcu świata, lecz w jego środku. I zrozumieć, że prowincja w sensie geograficznym nie musi oznaczać prowincjonalizmu w sensie mentalnym.

Co najważniejsze, ten kontakt ze światem nie wynika jedynie z obecności w Sejnach i Krasnogrudzie takich ludzi jak Czyżewscy – przybyszów z oddali, którzy obrali to miejsce przed laty za cel swej mitycznej podróży na Wschód. Wspomniany burmistrz Sejn Arkadiusz Nowalski jest od pokoleń związany z Sejnami, pracownicy „Pogranicza” to także w większości ludzie stąd. Próbują łamać podział na centrum i peryferie.

Z jednej strony uczynili ze swego ośrodka miejsce, gdzie spotkać można takich ludzi jak Thomas Venclova, Timothy Snyder, Tony Judt, Zygmunt Bauman i Arvo Pärt. Z drugiej – pracują na co dzień z dziećmi i młodzieżą z Sejneńszczyzny w formule nowoczesnego ośrodka kultury oferującego wysokiej próby edukację artystyczną i kulturalną. I podobnie jak każdy ośrodek kultury „Pogranicze” walczy o przetrwanie, borykając się z zawsze zbyt małym budżetem.

W ubiegłym roku „Pogranicze” wraz ze swymi twórcami uzyskało ważny symbol uznania – Krzysztof Czyżewski został uhonorowany nagrodą Dana Davida, zwaną także izraelskim Noblem. Wyróżnienie to Krzysztof dzielił m.in. z Pierrem Norą i Marvinem Minskim.

Sejny, Pogranicze

Sejny, muzyka w „Pograniczu”; fot. Edwin Bendyk

Zimą Krasnogruda, choć przysypana śniegiem, nie traci energii – we dworze trwają warsztaty kolejnej grupy „Kronik sejneńskich”, w Sejnach w budynku dawnej jesziwy ostro ćwiczą młodzi muzycy. Kilka dni wystarczy, żeby podładować akumulatory, zwłaszcza gdy wieczorami można bez patrzenia na pędzący zegarek cieszyć się rozmową z Małgosią i Krzysztofem.

Sielanka? Nie, choć można by odnieść takie wrażenie – wyzwaniem jest przyszłość tych okolic. Jak wykorzystać nową energię, jaka ujawniła się podczas ostatnich wyborów – nowy burmistrz ma pełno dobrych pomysłów, lecz także odziedziczył po poprzedniku przykry spadek: gigantyczne zadłużenie, które blokuje możliwość działania.

Co więc można zrobić bez pieniędzy w miejscu, z którego młodzi ludzie raczej uciekają? Jak połączyć rozpoznawalną na świecie markę, jaką stało się „Pogranicze” i Krasnogruda, ze strategią rozwojową Sejn i okolic wykorzystującą inne lokalne zasoby?

Tu link do relacji ze spotkania w portalu „Niebywałe Suwałki”, a poniżej filmowa relacja ze spotkania:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 37

Dodaj komentarz »
  1. OK…

  2. Wszystkim malkontentom, którzy jołczeli pod poprzednim wpisem o innowacyjności dedykuję mój komentarz, który właśnie się tam ukazał.
    Wraz z radą – mniej blogowego narzekania a więcej aktualnych wiadomości. Oraz udzielenia pomocy tym, którzy coś robią. O ile ktoś ma po temu możiiwości i czas.

  3. Czy ktoś wie, czy „Polityka” już coś pisała o CEZAMACie?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. zza kałuży
    To nie ten wątek!

  6. @zza kaluzy: Czy chodzi i tego Skotnickiego ktory od lat pracuje we Francji? Czy tego Strojwasa ktory od lat pracuje w Carnegie Mellon University?

    Oni sa tak samo polskimi naukowcami jak Maria Curie. A ze wystepuja wPolsce? Ja tez wystepowalem. Po to tyzko zeby wykryc ze nie da sie

  7. @Andrzej Lewandowski
    Ja już pana znam. Pan najpierw strzela z biodra a potem się zastanawia.
    „Oni sa tak samo polskimi naukowcami jak Maria Curie.”
    Maria Curie nie kończyła studiów w Polsce tak jak obaj panowie.
    Maria Curie nie robiła doktoratu w Polsce tak jak prof. Skotnicki.
    Ilu stażystów z Polski miała M.C.? Ile wykładów (myślę o semestrach) dała, już pracując zagranicą, na PW? W ilu projektach pracowników PW brała udział jako konsultant? (po wyjeździe). W ilu organizowanych w Polsce konferencjach naukowych brała udział? (znowu, już po wyjeździe)
    Doskonale wiem, że pana nie przekonam. Pana nikt i nic nie przekona. Wyjdzie z tego tylko milionowa pierwsza blogowa przepychanka. Pan się tylko może przekonać sam albo wcale.
    Radzę dowiedzieć się co to jest CEZAMAT i jakim budżetem dysponuje.
    Radzę obejrzeć podlinkowane filmiki. Uwspółcześni pan swoje wiadomości.

    A że być może końcowy rezultat będzie tożsamy z pańskim „nie da się”?. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Ja tam wolę być optymistą. CEZAMAT do mnie nie dzwonił tak jak zadzwonił do prof. Skotnickiego. Do pana chyba też nie dzwonili? Widocznie wiedzą gdzie warto dzwonić… 😉

  8. „I podobnie jak każdy ośrodek kultury „Pogranicze” walczy o przetrwanie, borykając się z zawsze zbyt małym budżetem. ”
    Czy w Polsce można zatrudnić dzieci młodsze niż 16 lat?
    Jak łatwo byłoby zatrudnić młodzież starszą niż 16?
    Czy ktokolwiek (ma na myśli przedsiębiorstwo) byłoby zainteresowane inspekcją (w typie kontroli jakości), pod mikroskopem (albo niekoniecznie)? Kontrolą jakości typu prosty pomiar? Mikromierzem?
    Pomysł, który działa w USA. Są tu całe firmy (raczej firemki) które wynajmuje duży zakład produkcyjny w razie produkcyjnej „wpadki” jakościowej. Np. „na wczoraj” trzeba dokonać wizualnej inspekcji 100 tysięcy uszczelek, nakrętek, nalepek, itp. bo wiadomo, że maszyna uległa awarii i plus minus 500 sztuk będzie zepsutych. Inspekcja jest krytyczna bo część idzie w coś wielkiego a przynajmniej bardzo drogiego. Firma-producent sadza wtedy swoich pracowników i poleca im dwu a czasami i trzykrotnie sprawdzić 100 tysięcy elementów. Trwa to 24 godziny na dobę, na zmiany. Jak tylko można to ratuje się zlecając część takich inspekcji podwykonawcom.

    Robota jest zwykle czysta, bezpieczna i jedyne wymagane kwalifikacje to talenty ptaka: dobry wzrok, młode, niemęczące się szybko oczy, żywość umysłu pozwalająca na szybkie nauczenie się nowych kryteriów odrzuć/akceptuj. Firma często dostarczy swoje mikromierze i mikroskopy.
    Absolutnie krytyczny jest błyskawiczny czas reakcji, czas wykonania zlecenia, perfekcyjna jakość i niezawodny oraz szybki transport.

    Czy w Polsce ktoś zleca takie last minute inspections?

  9. @za kaluzy: Jak w piosence: Pan mowi tomejto, ja mowie tomato, Pan mowi potejto, ja mowie potato

    Maria Curie, nawet gdy Polski nie bylo na mapie. miala w swoim labooratorium pule miejsc dla doktorantow Polski. Gdy Polska na mapie sie pojawila, z jej inicjatywy zbudowano w Warszawie Instytut Radowy (dzis Instytut Onkologii). Niestety, nie mogla przyjac oferowanej pozycji dyrektora. Do powstania Instytutu przyczinila sie finansowo, miedzy innymi (oprocz datkow pienieznych) przez zorganizowanie zbiorki pieniedzy na gram radu, ktore to pieniedze uzbierala I rad do Instytutu przekazala (koszt na dzisiejsze pieniadze – okolo miliona dolarow). Seminariow nie dawala, bo wowczas w Polsce nie bardzo bylo gdzie. Radze poczytac jakas dokladniejsza biografie (Tak na marginesie – Instytut Radowy I rola MCS u utworzeniu tegoz nie doczekala sie nawet artykulu w Wikipedii)

    Jak zas idzie kto jest jakim uczonym – Polacy maja tendencje do pogladu ze jezeli zaplodnienie mialo miejsce na terenie Polski, uczony jest „uczonym polskim”. Tymczasem, jak dla mnie (I ogolu) uczony jest uczonym tego kraju ktoru zapewnil owemu uczonemu warunki do pracy I kariery. Tak zwami „uczeni polskiego pochodzenia” ktorzy zrobili blyskotliwe kariery w roznych krajach, raczej mieliby klopoty z podobnymi karierami loco Polska. W kazdym razie, jak – odpukac – dostane Nobla, to bedzie to nobel amerykanski a nie polski. A uczony amerykanski ktory zrobil doktorat w Polsce, a kariere za granica, jest w Poslce nikim. Nei ma bowiem nawet habilitacji, co mojemu znajomemu wytknieto na pewnym „naukowym” seminarium, a jego tytul profesorski nie ma belwederskiego namaszczenia

    Ja zas wystepowalem w pewnym miejscu jako „prof” z Ameryki. Dostawalem anonimowe e-majle „profesorem to ty moze jestes w Ameryce a tu jestes zwyklym g…” a w koncu zagrozono doniesieniem do Prokuratury o „uzurpacje tytulu”

    Zas jak idzie o to czy uzgodnimy poglady czy nie – raczej nie. Prosze to przyjac jako taki sam pewnik ze od czasu do czasu pada deszcz

  10. @za kaluzy: „Czy w Polsce ktoś zleca takie last minute inspections?”

    Zart taki?

  11. @Gospodarz: „Co więc można zrobić bez pieniędzy w miejscu, z którego młodzi ludzie raczej uciekają?”

    Czy nei bardziej byloby wlasciwe pytanie „co mozna zrobic aby byly pieniadze a mlodzi ludzie raczej nie uciekali?…

  12. A.L.
    Bez pieniędzy można tylko medytować.

  13. A.L.
    Racja: uczony jest uczonym tego kraju który zapewnił owemu uczonemu warunki do pracy i kariery, ergo Maria Curie była uczoną francuską a NIE polską, co oznacza, że żaden Polak czy Polka nigdy nie otrzymał prawdziwego Nobla. A co do habilitacji i nieuznawania w Polsce doktoratów z USA, UK czy Australii, to już pisałem o tym nie raz i nie dwa…

  14. zza kałuży
    Dziś jakość sprawdza się na każdym etapie procesu produkcji, a nie na jego końcu, jak to drzewiej bywało. A jeśli gdzieś trzeba trzeba dokonać wizualnej inspekcji 100 tysięcy uszczelek, nakrętek, nalepek, itp. to znaczy, że należy od nowa zaprojektować cały proces produkcji w danej firmie.

  15. AL:brawo=tylko co z tym Breslau;to nie ja wspomnialem o Zydach,co??????O Noble chodzilo:byli Niemcami czy,wg.Pana Zydami??Naciagam ,tylko widzi Pan ,tak udajesz sprawiedliwego,o Zydach Pan wspomnial!

  16. Szanowni komentujący, proszę o wpisy na temat – kolejne komentarze nie odnoszące się do tematu głównego tekstu będę kasował.

  17. Podoba mi się wątek poszukiwania tożsamości peryferiów. Medialne dyskusje wokół ‘rozwoju i innowacji’ poruszają się przeważnie od ściany do ściany między narracją klęski i narracją sukcesu, a obie te narracje poszukują sukcesu i klęski w tym, co jest modne i medialne. Ciągle słyszymy o ‘technologicznych start-upach’ i braku ‘polskiego Facebooka’ albo ‘polskiego Apple’a’. Oczekiwanie, że Polska będzie naśladować cudze sukcesy jest zarówno naiwne, jak i kłóci się z pojęciem ‘innowacyjności’. Jakbyśmy w jakiś cudowny sposób powtórzyli cudze osiągnięcia, to gdzie tu innowacja. Tymczasem polskie przedsiębiorstwa osiągają sukcesy w dziedzinach niszowych i względnie niemedialnych. Jakieś luksusowe jachty, jakieś meble, fotele do samochodów, firmy transportowe, gry komputerowe, wdrożenia informatyczne, kogo to obchodzi? Gdzie ten ‘polski Apple’ albo ‘polska Nokia’ albo chociaż ‘polskie Monsanto’? Gdzie te Noble i patenty? Mam wrażenie, że bardziej w dyskusjach chodzi o prestiż i uznanie niż sukces gospodarczy i społeczny.

  18. Edwin Bendyk
    To ja uniżenie proszę, ściskając czapkę w ręku i przestępując z głupią miną z nogi na nogę (jak to drzewiej zalecano petentom w Carskiej Rosji) o profilaktyczne zabanowanie mnie, tak samo jak to zrobili przed Panem, oczywiście w imię wolności, demokracji i swobody wypowiedzi, Hartman, Szostkiewicz czy Zagner, na wypadek, jeśli napiszę znów coś NPP czyli NiePoprawnegoPolitycznie.
    lech.keller@gmail.com

  19. @znafcafszystkiego: na razie wystarczy, żeby Pan pisał na temat. A wolności wypowiedzi nikt Panu nie ogranicza – może Pan założyć 100 własnych blogów, o dowolnych zagadnieniach. Jeżeli jednak przychodzi Pan do kogoś w gości, to należy liczyć się z reakcjami gospodarza.

  20. Edwin Bendyk
    W kwestii „technicznej” – ja do Pana bynajmniej nie przychodzę jako prywatny gość do pańskiego domu, a tylko korzystam z publicznego serwisu, prowadzonego przez Pana, dostępnego dla wszystkich, tak samo jak przychodzę do restauracji czy fryzjera, a więc usunąć mnie Pan może z tego blogu tylko wtedy, kiedy naruszam na nim prawo i też nie sam, a wzywając w tym celu odpowiednie służby państwowe, n.p. policję, jako że inaczej, to Pan może naruszyć prawo… Tak więc uprzedzam, że każdego, kto mnie samowolnie banuje i samowolnie usuwa moje wpisy, podam do prokuratury, za naruszanie mojego konstytucyjnego prawa do swobody głoszenia mych poglądów. A tak nawiasem, to w tej sprawie toczy się już urzędowe dochodzenie (numer akt PG II 1 Ko/1973/13).
    Może mnie Pan oczywiście w tym momencie „zbanować”, ale przypominam także, iż banowanie kogokolwiek jest cenzurą prewencyjną, a więc wyraźnie zakazaną przez Konstytucję RP. Artykuł 54 Konstytucji RP głosi bowiem wyraźnie:
    „- Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
    – Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.”
    Powyższy zapis dotyczy nie tylko organów państwowych ale także wszelakich redakcji oraz administratorów stron internetowych. Poza tym, to „zbanować” może Pan tylko mój aktualny nick, niemniej niech Pan robi co chce, ale niech Pan przy tym pamięta o konsekwencjach swych słów i czynów…
    lech.keller@gmail.com

  21. @znafcawazystkiegi: To bie jest blog publiczny. To jest blog prywatny Redaktora Bendyka i moze on ow blog moderowac wedle woli

  22. Andrzej Lewandowski
    Prywatny blog to jest blog z ograniczonym dostępem, n.p. taki, który prowadzi się dla rodziny i znajomych, a nie taki, który jest prowadzony przez redaktora znanego, powszechnie dostępnego tygodnika oraz jest dostępny dla każdego zainteresowanego tym bogiem na witrynie internetowej tegoż tygodnika.

  23. Andrzej Lewandowski
    Nie używaj nowomowy (newspeak) i nazywaj cenzurę – cenzurą!

  24. Oczywiście w 56499 miało być BLOGIEM! 😉

  25. A więc c e n z u r a ! 🙁

  26. Może jednak na razie nie ma tu tzw. m o d e r a c j i?

  27. @znafcafszystkiego: proszę umieścić swój komentarz o szkołach wyższych pod właściwym tekstem

  28. Edwin Bendyk
    Ja tylko odpowiedziałem na komentarze „zza kałuży” i „A.L.” na tym wątku. I gdzie Pan sugeruje umieszczenie mego komentarza?

  29. „Do Godpodarza” Przepraszam za zapoczatkowanie calego zamieszania. Niepotrzebnie odpowiedzialem @zza kalzy. To rzeczywiscie nie najlepsze miejsce na taka tematyke

  30. A.L. 1 lutego o godz. 3:55 56486
    „Zart taki?”
    Wydawało mi się, że takie zarabianie na kulturę miałoby sens. Nie proponowałem kopania rowów czy otwarcia lupanaru.

    Chyba że w Polsce „robiący w kulturze” przyzwyczajeni są do okradania pracującego podatnika. Polskiego lub unijnego. Słyszałem, że w Polsce ssanie unijnego cyca to cały zawód. Niektórzy wyspecjalizowali się w osobistym ssaniu a inni w (oczywiście odpłatnym) dopychaniu swoich zleceniodawców do cyca.

    Można też odmalować synagogę, kirkut posprzątać, macewy z chodnika zabrać i na kirkut zanieść. Festiwal muzyki klezmerskiej zorganizować. Kurs koszernego gotowania dla gospodyń wiejskich pastroić. Film o Polakach-antysemitach, uduchowionych Żydach i dobrych Niemcach (nie mylić z nazistami) nakręcić.

    Jakaś nagroda zawsze wpadnie. Niemiecka czy izraelska. Może nawet amerykańka? Alleluja i do przodu.

    Ponieważ jednak dwa razy z rzędu otrzymanie tej samej nagrody jest mało prawdopodobne, radziłbym wzięcie od pana Dana Davida nie tylko jego pieniędzy ale też przykładu.

    Jarmarki w miasteczkach trza robić. Karuzela, komedianci, baba z brodą, bracia syjamscy, połykacz ognia, rzucanie nożami doookoła Pięknej w Bikini, kiełbasa z rożna, wojskowa grochówka z kotła, stoisko z opłatkami i świętymi obrazkami, kuler z zimnym piwem. Strzelnica z misiem do wygrania.

    Strona nagrody Dana Davida mocno ściemnia na czym on kasę zrobił ale internety podpowiadają, że nie na wielkiej i ambitnej kulturze tylko na budkach ze zdjęciami. Wiecie państwo, babcia z wnuczkiem a wnuczek loda liże. Na molo. Dziewczyna na kolanach chłopaka a chłopak usiłuje ją na siłę pocałować. Dziewczyna się wyrywa ale się też śmieje. Cyk, pstryk, pstryk. Czery zdjęcia po kolei, jak dziewczyna się wierci i wyrywa chłopakowi. Na tych kolanach, w budce, za kotarą, przed pstryczkiem-elektryczkiem. Tu pięć złotych, tu popatrzeć a tu guzik nacisnąć. Można, a nawet należy się chichrać i gilgotać.

    Babci nie gilgotać ani z loda na babci spódnicę nie kapać. Bo nawet bacia nerwy swoje ma i ileż czasu może z wnuczkiem wytrzymać?

    Żołnierz na przepustce cztery fotki sobie cyknie. Matce da, matkę żołnierz szanuje.

    Pielęgniarka żołnierzowi do wojska swoje cztery zdjęcia wyśle.

    Dan David – na stronie Nagrody Dana Davida – wynalazł jakieś strasznie nowoczesne procesy technologiczne instantowej (to takie tradycyjne polskie słowo) fotografii. No po prostu drugi Polaroid wymyślił.

    Internety podpowiadają, że raczej za pieniądze wujka czy kuzyna franszyznę kupił w już istniejącej firmie. Znaczy się kiepełe to miał, ale nie do innowacyjnej technologii tylko do interesów. Znaczy do stawiania tych budek z kotarami w sklepach, na dworcach przy ubikacji i na lotniskach zaraz przy frytkarni.

    Nie zarobił na wieczornych pogaduszkach o wyplataniu cieniutkiej pajęczynki więzi społecznych w antropocenicznej atmosferze posthumanizmu.

    Jarmak. Kultura niska. Tam jest forsa. Dan David pokazał. Tylko odmałpować.

  31. @zza kaluzy: Tam nie ma forsy. To jest przekaldanei z jednej kieszeni do drugiej. Jak pojde do fryzjera I zaplace mu za usluge 100 zlotych, to Polska nei wzbogaci sie ani o zlotowke. Podobnie przy okazji karuzel I festynow. . Owszem, nastapi pzrelew pieneidzy z jednych kieszeni do drugich, ale niewiele wiecej. Ale w ten sposob dlugu miasta Sejny sie nei zlikwiduje.

    Pieniadze postaja tam gdzie cos sie robi z niczego. Rolnik hoduje ogorki, a potem je kisi. Potem wklada w woreczki, czy sloiki, polewa sosem I sprzedaje. Dochod ze spzredazy jes twiekszy niz koszt sloika I jego pracy. Niestety, w Polsce jest to nielegalne. Wedle obowiazujacego prawa, producent rolniczy nie ma prawa przetwarzac wytwarzanych przez siebie produktow. Moze je co najwyzej wyrzucic na kompost. Tak orzekl Sejm. W calej swojej neizglebionej madrosci. Moze I dobrze ze rolnicy ida na Warszawe?

    P.S> O ile wiem (moze sie myle) to jak zaplace fryzjerowi 100 zlotych, to ekonomisci zarejestruja „Polska wzbogacila sie o 100 zlotych” I zapisza ta stowe do PKB. Dlatego caly ten PKB to wydmuszka I oszustwo. Moze jakis ekonomista mnie zweryfikuje?

  32. A.L.
    1 lutego o godz. 23:18

    Ekonomistą nie jestem, ale coś mi się wydaje, że do PKB wchodzi jedynie to co się da OPODATKOWAĆ.
    Choć próby wliczenia hazardu, prostytucji, czy złodziejstwa, są czynione.

    Naprawisz sąsiadce żyrandol- nie ma PKB, jest sąsiedzka życzliwość jedynie.
    Zaprosisz sąsiada na grilla, też się nie liczy.
    Ale więzi społeczne są nieprzeliczalne jednostkowo na kasę, choć sporo dają…..

  33. @wiesiek59: „Naprawisz sąsiadce żyrandol- nie ma PKB, jest sąsiedzka życzliwość jedynie.”

    O ile sie orientuje, sasiadka otrzymala rownowartosc korzysci materialnej, wiec powinna zglosic to do odpowiedniego Uzredu I zaplacic podatek

  34. Z perspektywy tego fryzjera to odpusty były O.K. Podobnie jak jarmarki. Kiedyś nawet dawano przywile urządzania i jednych i drugich. Prawda, aby handlować trzeba mieć czym. Czym handluje takie Las Vegas, że do interesu nie dokłada? Pewnie z rzemiosła. Ze strony miasta: (Sejny, nie Las Vegas)

    „Dzięki dominikanom miasto rozwijało się jako miejsce odpustowe, ośrodek rzemiosł, handlu, oraz oświaty na wysokim poziomie”

    To może tych dominikanów znowu poprosić o radę? Im nie trzeba było tłumaczyć, że potrzebna jest produkcja, handel, oświata i dni targowe, czyli odpusty.

  35. @zza kaluzy: A to bylo, przepraszam, na jaki temat?…

  36. @zza kałuży: zostawiłem tylko część komentarza odnoszącą się do tekstu, resztę proszę publikować na własny rachunek gdzie indziej – nie widzę powodu, żeby Pan szydził z ludzi, których Pan nie zna dając upust swojej nienawiści i obsesjom

  37. Komuno wróć!
    Zaraz, zaraz, ona tu jest! Najlepiej się czuje pomiędzy opozycjonistami.

    Ciekawe, że inna Prawdziwa Polka z tego towarzystwa, ta robiąca w kulturze na odcinku muzycznym, też tak samo zareagowała na proste przypomnienie rodzinnej historii. Jej rodzina jak widać donosiła na moją rodzinę, opłaciło się, więc teraz to ja mam obsesje. Zbanujecie mnie towarzysze na wszystkich blogach to ja się zamienię w kagana-bis i poskaczemy sobie po adresach IP i po nickach.
    A poprzedni wpis oczywiście skopiowany przed wysłaniem, wiemy u kogo piszemy.

  38. A.L.
    Racja: realne pieniądze czyli realne wartości materialne powstają tylko z ludzkiej produktywnej pracy. Zresztą dawniej fizjokraci uważali, że powstają one tylko w rolnictwie, jako że rolnik sadzi nasiono a zbiera plony w postaci wielu nasion, ale dziś wiemy, że powstają one także w przemyśle (ang. manufacturing) oraz w budownictwie a nawet w usługach materialnych n.p. w transporcie.
    A co do liczenia PKB na tzw. Zachodzie, to uczono mnie o nim zresztą już na SGPiS-ie (moje pierwsze studia ekonomiczne) i do dziś zapamiętałem, jak to nieodżałowanej pamięci profesor Janusz Górski opowiadał nam anegdotkę o tym, jak to profesor ekonomii zmniejszył PKB Zjednoczonego Królestwa poślubiając swą gosposię, przez co przestał jej płacić pensję i tym samym zmniejszył PKB UK o kilkaset funtów rocznie (to było dość dawno temu) mimo że jego żona, czyli dawna gosposia, wciąż zajmowała się domem profesora – dalej ten dom sprzątała, dalej mu gotowała i dalej mu świadczyła usługi seksualne, tyle, że już poza rynkiem…

css.php