Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

13.01.2014
poniedziałek

Internet. Czas się bać? O książce Wojciecha Orlińskiego

13 stycznia 2014, poniedziałek,

Opatrzyłem znakiem zapytania tytuł, pod jakim Wojciech Orliński wydał swą najnowszą książkę. Z WO straszyliśmy się wzajemnie w wakacje podczas festiwalu Transatlantyk w Poznaniu, gdzie mieliśmy okazję dyskutować po filmie „Google and the world brain”. Suma strachów złożyła się w końcu na książkę. Czego się jednak bać? Najkrótszej odpowiedzi udzielił nie Orliński, lecz Dave Eggers w swojej dystopijnej powieści „The Circle”. Opisuje w niej korporację „Circle” (bardzo podobna do Google), której celem jest domknięcie informacyjnego koła – gdy się domknie, żyć będziemy już na zawsze w świecie pełnej transparentności, zgodnie z zasadą: „Secrets are lies; Sharing is caring; Privacy is theft”.

Wojciech Orliński pokazuje, że do takiego „domknięcia” się nieustannie zbliżamy – np. decyzja prokuratury w Zielonej Górze o upublicznianiu wyroków sądowych w Internecie. Niby zwykła procedura, lecz ze względu na specyfikę medium zapomnieć od tego momentu możemy o instytucji zatarcia wyroku po odpowiednim czasie. Informacja nie zniknie z sieci, nawet jeśli zniknie z serwera urzędowego i zawsze już będzie chodzić za skazanym. WO opisuje więcej obszarów, w których straciliśmy „nowoczesną” niewinność i wkroczyliśmy  do cyfrowej dystopii, tracą nie tylko prywatność, lecz także pracę, wolność, kulturę i wiele innych praw.

Choć lubię się czasem dobrze przestraszyć, a wiele tematów analizowanych przez WO jest mi bliskich, to jednak mam z jego książką trochę problemów. Orliński występuje w niej w roli krytyka kultury, na co dzień zajmuje się opisywaniem świata pop-kultury, jest przy okazji znawcą prozy Stanisława Lema (który jak wiemy, wszystko już opisał i przewidział). Przystań tę jednak często w swej książce opuszcza i z krytyki kultury przechodzi do krytyki cyfrowego kapitalizmu. Tejże krytyki nie uprawia jednak z pozycji, jaką mu choćby dało tłumaczenie biografii Karola Marksa. To znaczy krytykuje kulturę kapitalizmu, lecz nie jego strukturę, w efekcie cała krytyka jest dość efektowna, lecz niestety nie odpowiada na podstawowe pytanie: jak zmienić świat. To znaczy odpowiada, potrzebna jest interwencja państwa przez regulację nowych monopoli, podobnie jak stało się pod koniec XIX wieku, gdy nadmiernie rozrosły się ówczesne monopole.

Jak jednak do takiej interwencji doprowadzić, skoro jest, jak opisuje sam Orliński, dokładnie na odwrót – państwo wspiera nowe monopole? Na dodatek, jak przekonuje WO, rozwój Internetu, wbrew utopijnym prognozom nie doprowadził do rozwoju nowych form podmiotowości politycznej, która byłaby źródłem legitymizacji nowych projektów mających na celu uporządkowanie dzikiej cyberprzestrzeni i poddanie jej społecznej kontroli. W pewnym stopniu odpowiedziałem na to pytanie w poprzednim wpisie, o artykułach Jewgenija Morozowa i Bartka Chacińskiego. Pisałem w nim o błędzie paralaksy – krytykujemy Internet i jego przejawy, zapominając że nie jest on przyczyną, lecz symptomem. Internet z jego „nową ekonomią” i cyfrową kulturą to epifenomen rozwoju neoliberalizmu, którego początków należy upatrywać w 1971 r., kiedy Richard Nixon uwolnił kurs dolara i dał przyzwolenie na deregulację rynków finansowych. Rozpoczęła się finacjaryzacja gospodarki i destrukcja struktur społeczeństwa przemysłowego. Na ile był to proces „naturalnej” ewolucji, a na ile cena jaką USA wystawiły za wojnę w Wietnamie niech się spierają historycy gospodarczy.

Faktem jest, że Internet pojawił się jako doskonała propozycja infrastruktury dla nowego, indywidualizującego się, globalizującego i poprzemysłowego społeczeństwa. Po czterech dekadach jego rozwoju wiadomo, że nie spełniło ono pierwotnych obietnic, że wszystkie łódki pójdą w górę – rozwarstwienie społeczno-ekonomiczne rośnie. Czy niezadowolenie z tego powodu będzie źródłem rewolucyjnych zrywów, które zaproponują nowy ład? Fala protestów oburzenia z 2011 skończyła się niczym. Albo więc niczego nie będzie i kółko się domknie, albo podobnie jak sto lat temu, źle patrzymy. Sto lat temu rewolucja, wbrew teorii wybuchła na peryferiach i choć szczęśliwie nie ogarnęła całego świata, to jednak miała na świat wpływ – państwo dobrobytu nie rozwinęłoby się tak dobrze, gdyby nie strach przed komunizmem. Nie prognozuję wybuchu komunistycznej cyber-rewolucji np. w Chinach, dopuszczam jedynie, o czym pisałem w poprzednim wpisie, że impulsem do rozwiązania „cyfrowego kryzysu” może być po prostu proces rozkładu neoliberalnego ładu i systemu geopolitycznego, wraz z jego infrastrukturą. Jak to mogłoby wyglądać? Pamiętam, jak bodaj w 2007 r. byłem w Paryżu na Google Day i nagle padło zasilanie elektryczne. Połączone siły woli Erica Schmidta i Marissy Mayer nie były w stanie uruchomić wspaniałych usług, bo zabrakło czynnika, o którym nawet Lenin wiedział, że jest nieodzowny – elektryczności.

Do książki Wojciecha Orlińskiego mam jeszcze kilka drobniejszych uwag. Pierwsza, to esencjalizm polegający na próbie udowodnienia, że „tradycyjna” popkultura społeczeństwa masowego to jeszcze kultura, kultura cyfrowa kulturą już nie jest nie tylko ze względu na kiczowatą pseudo-demokratyzację, lecz także modele biznesowe pozbawiające podstaw bytu rzeszę profesjonalnych wytwórców. Cóż, warto przypomnieć słowa Waltera Benjamina o kulturze masowej, czyli kulturze w czasach masowej reprodukcji dzieła. Czy straciły ważność jego ostrzeżenia przed estetyzacją życia i polityki? Czy w związku z tym rzeczywiście wiele tracimy tracąc pewne formy kultury na rzecz innych? Nawet tak szlachetne formy kultury jak książka wiążą się z mniej szlachetnymi momentami w historii. Ted Striphas w książce „Everyday Book Culture” przypomina, że w XVIII wieku zaczął upowszechniać się pewien szczególny zwyczaj wyrażania najwyższego uznania dla książki „anthropodermic bibliopegy”, czyli oprawianie woluminów w ludzką skórę. Zwyczaj przetrwał do II Wojny. Ebook przy licznych wadach ma tę zaletę, że oprawić się go nie da (chyba, że sam czytnik).

Uwaga kolejna, to fakt, że WO wyliczając wszystko to, co dzięki Internetowi straciliśmy popada czasami w sprzeczności. To prawda, że straciliśmy prywatność – podglądają nas służby publiczne i korporacyjne. Jeśli jednak odpowiedzią  z kolei na utratę kultury ze względu na piractwo mają być rozwiązania takie, jak ustawy SOPA i PIPA, to ich skuteczność miała polegać właśnie na zwiększeniu inwigilacji zachowań użytkowników cyfrowych dóbr kultury. Argumentem wielu protestujących przeciwko tym ustawom był właśni strach przed naruszeniem ich prywatności i wolności, nad czym też boleje WO, szczerości ich strachu nie da się łatwo umniejszyć stwierdzeniem, że za protestami stał Google i ska, więc i inni protestujący byli lobbystami cyfrowych korporacji.

Stąd już ostatnie zastrzeżenie do zbyt łatwego „załatwiania” oponentów – to ciekawa informacja, że centrum badawcze Lawrence’a Lessiga otrzymuje wsparcie od Google. To jednak zbyt mało, by ocenić jego dorobek intelektualny  i propozycje przedstawione w książkach, które pisał jeszcze zanim Google zaczął wspierać jego instytucję. No a zarzut (podany z Robertem Levinem), że wiceprezeską Creative Commons jest Esther Wojcicki, teściowa Sergeya Brina, współzałożyciela Google’a i wniosek o wzajemnych związkach między CC i Googlem? To jednak trochę, jak tropienie resortowych dzieci. Bardziej by mnie przekonało uzupełnienie analizy personalnej trochę mocniejszą analizą merytoryczną – samo stwierdzenie, że CC działa na rzecz osłabienia praw autorskich to dość mało, bo istnieje sporo analiz pokazujących, że zarówno CC, jak i inne formy wolnego licencjonowania mają sens jedynie wówczas, gdy system ochrony praw autorskich działa mocno i skutecznie.

Mam nadzieję, że Wojciech Orliński na tej książce nie poprzestanie. Czekam na prawdziwą krytykę cyfrowego kapitalizmu, taką z „lewej nogi”, a nie z sentymentalno-burżuazyjnych pozycji krytyka pop-kultury. Jak mawiał Lenin, rewolucji nie robi się w białych rękawiczkach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Panie Redaktorze, ostrożny byłbym ze stwierdzeniem, że „rozwarstwienie społeczno-ekonomiczne rośnie”.

    Ogólnie rzecz biorąc w skali globalnej różnica między bogatymi a biednymi zmalała. W Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat rozwarstwienie dochodów pozostaje na tym samym poziomie, wbrew temu co mówią politycy, ekonomiści czy profesorowie.

    Poniżej wskaźnik Giniego dla Polski: http://www.google.com/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_#!ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=si_pov_gini&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=region&idim=country:POL&ifdim=region&hl=pl&dl=pl&ind=false

  2. @czytelnik-z-warszawy: polecam lekturę raportu „The Economist” na temat nierówności w wymiarze globalnym: http://www.economist.com/node/21564414 Zmniejszył się poziom skrajnego ubóstwa na świecie ale zróżnicowanie zwiększyło się. Jeśli chodzi o Polskę, sprawa jest bardziej złożona – główny wpływ na zmianę mają dopłaty do rolnictwa i inwestycje z kasy UE dające zatrudnienie w budownictwie. Do wstąpienia do Unii, jak widać na załączonym obrazku nierówności w Polsce systematycznie rosły. Pozdrawiam

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Cóż, sensem egzystencji medialnej Wojciecha Orlińskiego jest to że pracując dla wielkich koncernów medialnych ( np. dla Agory) pełni w nich rolę kontestatora-rewolucjoinisty ( dawniej nazywano taką osobę – trefnisiem). Wolno mu ( do pewnego stopnia, z czego pan Wojciech zdaje sobie doskonale sprawę, zaś fakt że jego pracodawcy wiedzą że on sobie z tegi zdaje sprawę jest kluczowy dla zaufania jakim go obdarzają) krytykować układ świata z pozycji lewicowej byle „nie obrażał królowej”. Stąd nic dziwnego że jego analizy w istocie mijają się z sednem zagadnienia. No bo pomyślmy – co to za rzecznik cyfrowo wykluczonych, bojownik o prywatność, anty-neliberał, który jednocześnie jest honorowym prezesem i najważniejszym fanbojem ( może nawet jedynym prawdziwym) Apple w Polsce?

  5. Panie Redaktorze,

    poniżej przedstawiam źródło świadczące o malejącej rozpiętości dochodów mierzonej wskaźnikiem Giniego w skali globalnej

    Richard Freeman, professor of economics at Harvard University, noted that “the triumph of globalization and market capitalism has improved living standards for billions while concentrating billions among the few. _It has lowered inequality worldwide_ but raised inequality within most countries.”

    Malejący od roku 2000 wskaźnik rozpietości dochodów w skali globalnej przedstawia wykres zawarty na poniższej stronie. Naturalnie, sprawa jest złożona, dlatego polecam lekturę poniższej strony.
    http://www.conferenceboard.ca/hcp/hot-topics/worldinequality.aspx

  6. @czytelnik-z-warszawy: dziękuję za link i wczytuję się

  7. „Wojciech Orliński pokazuje, że do takiego „domknięcia” się nieustannie zbliżamy – np. decyzja prokuratury w Zielonej Górze o upublicznianiu wyroków sądowych w Internecie.”
    Wojciech Orliński niczego nie tylko nie pokazuje, ale też nie pamięta. Przypominam wobec tego choćby sprawę niesławnego ministra sprawiedliwości niejakiego Czumy, któremu ucieczkę do Polski przed amerykańskimi długami wyciągnięto tylko i wyłącznie dlatego, iż każdy mógł sobie pooglądać wyroki amerykańskiego sądu na amerykańskim internecie.

    Chyba, że Wojciech Orliński pisze tylko o „polskim intenecie”, co wcale nie jest takie rzadkie w Polsce, aby globalny twór traktować jak krajowy grajdoł. Moje najmłodsze dzieci mają ten sam problem – w 99% poprzestają na rezultatach wyszukiwania w języku polskim.

    „jak przekonuje WO, rozwój Internetu, wbrew utopijnym prognozom nie doprowadził do rozwoju nowych form podmiotowości politycznej”
    Powinien wobec tego porozmawiać z dziesiątkami amerykańskich komentatorów życia politycznego upatrujących znaczących powodów wygrania przez Obamę wyborów na pierwszą kadencję w niespotykanym wcześniej wykorzystaniu możliwości internetu.

  8. zza kałuży: zanim Pan zacznie insynuować niekompetencje Orlińskiego, może Pan przeczyta jego książkę a w swym komentarzu odniesie się do tekstu recenzji a nie książki, jakiej Pan nie zna.

  9. Świetnymi lekturami o fenomenie internetu są napisane przez St. Lema dwie książki pt „Tajemnica chińskiego pokoju” i „Bomba megabitowa”. Oprócz internetu Lem opisuje w nich pracę nad sztuczną inteligencją oraz rozwój techniki komputerowej jako takiej. Książki Lema z esejami są jednak dość trudne i na pewno większość po nie nie sięgnie. A to wielka szkoda. Sam je gorąco polecam.

  10. W sprawie „zza kaluzy” chcialem niesmialo zauwazyc ze ow nie odniosl sie do KSIAZKI Orlinskiego, a do dwoch cytatow podanych przez Pana Redaktora.

  11. @Andrzej Lewandowski: tylko, że ja nigdzie nie cytuję Orlińskiego, a jedynie podaję kilka przykładów – nie wiem, co daje prawo „zza kałuży”, by na tej podstawie stwierdzić np. , że „Orliński niczego nie pokazuje ani nie pamięta”. Akurat przytoczony przez „zza kałuży” przykład raczej potwierdza moją ocenę argumentów Orlińskiego.

  12. @gospodarz: „że ja nigdzie nie cytuję Orlińskiego”

    Rzeczywiscie, nie wiem skad mi sie to wzielo. Chyba mam pomrocznosc ciemna.

    Pzreczytalem pierwszy rozdzial Orlinskiego z Publio. Niestety, Publio nie chce wziac mojej amerykanskiej karty kredytowej, wiec ksiazke musze dostac innymi drogami.

    Ale wrazenia z lektury pierwszego roozdzialu sa mieszane. Po pierwsze, Orlinski ma racje. 100% a nawet 150% racji. Ale z drugiej strony… Jak sie paste do zebow wycisnelo z tubki, to nei da sie jej wcisnac z powrotem. Podobne narzekania byly jak wprowadzano kolej: ze od widoku lokomotyw krowy zaczna tracic mleko a ludzie beda masowo marli od dymu lokomotyw I straszliwego pedu pociagu.

    Co sie stalo to sie nie odstanie, a WIsly zatrzymac sie widelcem nei da. A widelec to jedyne narzedzie w reku Orlinskiego. Niewatpliwie, spoleczenstwo pzrezywa gleboka restruktuarlizacje; nei wiadomo jak to sie skonczy, ale nie da sie od tego uciec. Caly bol chyba polega na tym ze popzrednie przeobarazenia (wiek pary I elektrycznosci) dotykaly warstwy fizycznej, teraz dotykaja warstwy intelektualnej. Byc moze okaze sie ze prawa jednostki sa neistotne, byc moze zmienimy sie w wielkie mrowisko, byc moze wszystko powinno byc jawne a nic prywatne… Nie wiem. Ale (upzredzajac nieco lecture ksiazki ktorej nie mam) zapewne Orlinski tez nie wie. On teskni do starych dobrych czasow I utrzymania status quo. Niestety, przyszlosc nie bedzie sterowana pzrez Orlinskiego ani raczej przez nikogo z jego (a zarazem I mojego) pokolenia. Bedzie sterowana pzrez ludzi ktorzy maja inna ideologie I inne priorytety.

    Tak wiec, czy tzreba sie bac? Tak, Orlinski (I ja) mozemy I powinnismy sie bac. Ale ci 30 lat mlodsi wcale sie nie boja. Orlinski nei pisze do nich, pisze do swoich rowiesnikow

    To tak na podsatwie wstepu I pierwszego rozdzialu. Zobaczymy co dalej…

  13. @kass: ” Oprócz internetu Lem opisuje w nich pracę nad sztuczną inteligencją oraz rozwój techniki komputerowej jako takiej.”

    Neistety, jako specjalista I od techniki komputerowej I od sztucznej inteligencji, oraz jako milosnik Lema, stwierdzam z przykroscia ze w wiekszosci felietonow dotyczacych tych dwoch zagadnien Lem wypowiada sie z pozycji slabo poinformowanego I kiepsko rozumiejacego dyletanta.

    Niestety, od czasow Summa Technologiae rzeczywistosc przerosla Lema. Co nei zmienia faktu ze do dzis uwazam Summe za ksiazke genialna, ktora to genialnosc bynajmniej sie nei zdewaluwala. Summa to ciagle moja ulubiona I obowiazkowa lektura

  14. Nie znam książki Orlińskiego i pewnie nie poznam, bo to nie moja działka. Czytam jedynie felietony w GW, gdzie WO pomstuje na ustawę o usługach świadczonych drogą elektroniczną, która pozbawia korporacje odpowiedzialności, z czego logiczny, acz niepoprawny politycznie, wniosek byłby taki, że należy tą ustawę uchylić, czyli dokonać deregulacji. Wówczas korporacje internetowe podlegałyby zwykłym regulacjom i kwestie sporne rozstrzygałyby sądy, co jest akurat zgodne z filozofią wolnego rynku. Tylko tego nie może WO napisać, bo byłby w konflikcie z samym sobą.

css.php