Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

29.11.2013
piątek

Okupacja kultury/Spisek kultury

29 listopada 2013, piątek,

Ważne instytucje kultury w Polsce – Stary Teatr w Krakowie i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie stały się tematem publicznego zainteresowania. Jego powodem jest zarówno program, jak i wewnętrzna sytuacja tych instytucji, czyli mówiąc wprost, konflikty między kierownictwem a pracownikami. Oba wymiary, wewnętrzny i zewnętrzny są ze sobą związany – po prostu w walce i napięciu wykuwa się model narodowej instytucji sztuki na nowe czasy, wszystko jest stało się przedmiotem sporu i negocjacji: od programu i kwestii wolności artysty przez sposób finansowania po stosunki pracy.

O Teatrze Starym pisano ostatnio sporo, nie będę powtarzał argumentów. Warto jednak nieco przypomnieć Zamek Ujazdowski, gdzie od dawna trwa konflikt między Fabio Cavalluccim, dyrektorem który objął Centrum po Wojciechu Krukowskim i pracownikami. Konflikt wszedł w nową fazę jesienią b.r., co Igor Stokfiszewski z Krytyki Politycznej postanowił wykorzystać do „uspołecznienia problemu” i wezwał, by na planowane 21 października spotkanie dyrekcji z pracownikami wybrali się także obywatele.

Apel został wysłuchany, obywatele ruszyli na okupację Zamku Ujazdowskiego, tylko z innego powodu – na wystawie „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” pokazano pracę „Adoracja Chrystusa”Jacka Markiewicza z 1993 r. Musiała czekać 20 lat, aż różańcowy aktyw poderwie się do działania i w sile kilkudziesięciu osób podejmie okupację Zamku, by bronić swojej wiary. Obawiam się jednak, że nie o takiej reakcji marzył Igor, uspołecznienie to jednak uspołecznienie, społeczeństwo jest zróżnicowane i gotowe do walki o różne dla niego ważne sprawy: od godności pracowniczej po uczucia religijne.

Rozmawiałem o tej sytuacji z (tzn. o konflikcie wewnętrznym, jeszcze przed okupacją różańcową) z Franco Berardim Bifo, członkiem nowopowstałej Rady Programowej CSW. Mówił, zastrzegając że nie zna szczegółów sytuacji wewnętrznej w Zamku o wyjątkowym okazji do tego, żeby wykorzystać ów wielowymiarowy konflikt do wypracowania nowej formuły instytucji sztuki na nowe czasy, tak by zarówno formami pracy artystycznej, jak i formą organizacyjną podejmować dialog z rzeczywistością, rzeczywistością naznaczoną dziś rozkładem kapitalizmu w jego neoliberalnym wydaniu. Ten właśnie rozkład wywołuje nowy rodzaj reakcji na komunikaty estetyczne – dzieła, które jeszcze dekadę-dwie temu nikogo nie wzruszały dziś mobilizują do działania i protestu nowe/ stare formy plemiennej wspólnotowości szukające sensu w dość fundamentalnym rozumieniu wiary czy ideologii. Jednocześnie jednak instytucja kultury jest miejscem pracy, gdzie odtwarzają się struktury i relacje, jakie podpowiada logika systemu gospodarczego.

Dobrze by się stało, gdyby CSW Zamek Ujazdowski stał się wielowymiarowym „laboratorium XXI wieku”. W sensie merytorycznym to się już dzieje, przed wakacjami miałem okazję uczestniczyć w projekcie „Laboratorium przyszłości” , podczas którego dyskutowaliśmy w gronie intelektualistów i artystów o nowych formach życia społecznego. Dobrze by się stało, rozmawialiśmy z Bifo, gdyby teraz ten dorobek intelektualny stał się podstawą wewnątrzinstytucjonalnych poszukiwań rozwiązań dla konfliktu – rozwiązania te mogą okazać się modelowymi na przyszłość, bo gotowych recept nie ma. Tylko takie podejście wymaga cierpliwości i otwartości wszystkich stron oraz inteligentnej moderacji. Zdaje się, że o dalszym przebiegu eksperymentu ma niebawem zadecydować minister kultury – kontekst, jaki przedstawiłem powyżej powoduje, że nie chodzi jedynie o decyzję personalną. Sprawa jest ciekawsza i poważniejsza.

Dyskutowaliśmy o tym podczas konferencji „Kultura i rozwój” jaka odbyła się w środę w Teatrze Studio, zastanawiając nad nowym ładem instytucjonalnym w kulturze i sztuce wobec nowych praktyk artystycznych i kulturalnych, nowych wyzwań stojących przed społeczeństwem. Kultura staje się dziś wielkim laboratorium społecznym, laboratorium przyszłości, przestrzenią kipiącą od twórczej energii wyrażającej się nie tylko w dziełach, lecz także właśnie formach organizacyjnych.  Dyskusję będziemy kontynuować 10 grudnia podczas sympozjum „Spisek kultury” jakie organizują z Fundacją Bęc Zmiana i Narodowym Centrum Kultury w Teatrze Studio. Zapraszam.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Pamiętam protesty sprzed ponad dekady. Więc to raczej nie neoliberalizm. To raczej kwestia „szczęścia” do nagłośnienia. Myślę, że się dużo nie pomylę, jeśli powiem, że w protestach biorą udział głównie ci, którzy wystaw sztuki współczesnej zwykle nie odwiedzają, a przeczytali o konkretnym dziele w gazecie, usłyszeli od znajomych, czy z ambony…

  2. Nacjonalizacja naszej prywatności
    Oczekiwanie na kolejny długi weekend staje się tematem rozmów, planów urlopowych, rezerwacji biletów lotniczych i „wycinkiem” z kalendarza, od weekendu do weekendu. Długie weekendy trwają 4 dni, ale mistrzowie celebracji długiego weekendu przedłużają go na cały tydzień, manipulując zwolnieniami lekarskimi lub uzupełniając go urlopem wypoczynkowym.
    Epoka postindustrialna zafundowała nam kilka socjalnych zdobyczy, takich jak długie weekendy, urlopy wypoczynkowe wpisane w umowę o pracę, powszechne ubezpieczenia medyczne i łazienki w domu.
    Te powszechnie dostępne zdobycze socjalne zawdzięczamy nieprawdopodobnemu rozwojowi technologii, a nie łaskowości polityków i właścicieli biznesów i banków.
    Sto lat temu tego typu „zbytki” socjalne były dostępne nielicznym wybrańcom narodu, a o dawaniu takich przywilejów pracownikom najemnym nikt nawet nie chciał słyszeć.
    Na początku naszego, XXI wieku, wszystkie te cywilizacyjne „zbytki”, o których dawniej nie można było nawet marzyć, stały się normą w wielu krajach świata.
    Ich realizację umożliwił nieprawdopodobny wzrost produkcji wszelakich dóbr, wynikający z rozwoju technologii i uzyskania dostępu do ogromnych zasobów energii. Wydawało się, że to koniec awantur społecznych. Wygoda i dobrobyt miał stworzyć świat ładu i stabilizacji. Nic bardziej mylnego. Dobrobyt zrodził bezrobocie i bezrobotnych, finansowanych z państwowej kasy. Dobrobyt rozleniwia i deprawuje teraz mieszczaństwo, które przejmuje od dawnych elit jej dawne choroby duszy. Mieszczaństwo cierpiące na chorobę nadmiaru wolnego czasu „rewolucjonizuje” się obyczajowo.
    O co i z czym walczą współcześni nam burzyciele ładu społecznego?
    Obecni „rewolucjoniści” się nudzą i podrzucają nam rewolucję obyczajową, którą również usiłują eksportować do krajów trzecich. Współcześni nam „rewolucjoniści” mają bardzo dużo wolnego czasu, najczęściej pozostają oni na utrzymaniu podatnika lub właściciela globalnych mediów i wymyślają nieprawopodobne brednie, narzucając nam za pomocą zakazów i nakazów „rewolucję” seksualną i moralną.
    My naród, pasieni jak gęsi przez telewizyjne i internetowe media, dostajemy codzienną porcję pouczeń i skarg na brak naszej tolerancji dla seksualnych ekscesów elit, które pragną te własne fanaberie usankcjonować prawnie. Nikt się narodu nie pyta, czy ta nowa rewolucyjna obyczajowość pasuje do naszych ludzkich norm.
    W Polsce rewolucjoniści tej tradycyjnej obyczajowości poszli nawet o jedną Tęczę za daleko. Normalny zjadacz chleba czuje się zupełnie wyalienowany, oglądając telewizyjnych celebrytów optujących za „rewolucją” obyczajową, która jest absolutmie obca dotychczasowemu modelowi rodziny.
    Mało tego, My naród, nie możemy tych praktyk i rewolucjonistów nazwać po imieniu, bo grożą nam sankcje karne, które wprowadzili ci ulepszacze moralności, aby bronić swych „rewolucyjnych zdobyczy”.
    Metody wprowadzania tej rewolucji seksualnej i moralnej oparte są na dobrych bolszewickich wzorach. Dawni rewolucjoniści za pomocą dekretów nacjonalizowali własność prywatną, a ci za pomocą dekretów nacjonalizują naszą prywatną obyczajowość i moralność. Parafrazując znane powiedzenie „władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”, możemy powiedzieć, że globalna władza demoralizuje nas globalnie.
    Prawdopodobnie za chwilę dowiemy się, że powiniśmy szukać wątroby po lewej stronie, jak bohater ze sztuki Moliera, który na zarzut Geronta, że szuka wątroby pacjenta po lewej stronie, odpowiada „myśmy to wszystko zmienili i teraz uprawiamy medycynę zupełnie nowym systemem”.
    Wprowadzanie nowego systemu obyczajowości za pomocą dekretów utrwalających „rewolucyjne” obyczaje przestaje być komedią ludzką. Galimatias obyczajowy i umysłowy wpisuje się w „cywilizację długich weekendów” w czasie których znudzeni oglądacze telewizji uczeni są tolerancji dla perwersji obyczajowych celebrytów. W Polsce te zmiany obyczajów seksualnych łączą się z okresem przystąpienia do UE.
    Wolność do seksualnych ekscesów może zostać jedyną „wolnością” jaką wywalczyli stoczniowcy gdańscy. Wolność seksualna to „czerwony sztandar” rewolucji genderowskiej, którą zamiast dobrobytu fundują nam globaliści.
    „Smutno mi Boże dla mnie na zachodzie rozlałeś tęczę blasków promienistych”. Ciekawe, co by Słowacki powiedział jakby zobaczył „tęczę” na placu Zbawiciela w Warszawie?

  3. tak długo, jak Polacy nie każą Izraelczykom słuchać ze sceny izraelskiego odpowiednika teatru narodowego, izraelskiego hymnu śpiewanego do melodii „Deutschland, Deutschland, uber alles…”, o żadnej okupacji nie może być mowy. Zakaz. To byłby faszyzm (mówinie o okupacji, a nie przerabianie izraelskiego hymnu, oczywiście ! ;-).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. zadyskutujecie się na śmierć… koniec końców będzie jak zwykle czyli po staremu.
    no i rozśmieszyło mnie dwukrotne zastosowanie kodów captcha, co wiadomo, że utrudniają dyskusję i życie człowiekowi… ale nie automatom. Ile trzeba mieć cierpliwości i tolerancji żeby wpisywać te durne frazy (tutaj aż dwa razy!). Ale może o to chodzi?

  6. To tarzeba aż Rady Programowej żeby wystawić dwa kible z kupą w środku?!

    A to Laboratoriu dla przyszłości złożonej z intelektualistów od wewnątrzinstytucjonalnychposzukiwańrozwiązańdlakonfliktuktóremogąbyćmodelowe..itd
    to czeka na kasę od ministra aby przetrwać ???!!!

  7. … a w tym wszystkim brak pytania systemowego: na cóz w stolicy TRZY instytucje zajmujące sie sztuka współczesna, wszystkie finansowane z udziałem budzetu centralnego? Zacheta – CSW – teraz jeszcze MSN… Największe zbioru ma łódzkie Muzeum Sztuki – jedynie współprowadzone przez Ministerstwo (jako jedyna instytucja w miescie), Dodajmy do tego dziesiątki instytutów sektorowych (wszystkie, poza Instytuten Ksiazki) – w stolicy. Oraz niemalo panstwowych instytucji filmowych (WFD i trzy Zespoly, Filmoteka), do tego PISF i NINa i NAC… Moje pytanie brzmi: dlaczego, jak w Niemczech, instytucje te nie są rozproszone? Ta centralizacja jest fatalna dla zrównoważonego rozwoju kraju.

css.php