Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

3.11.2013
niedziela

Cyfrowa demencja Manfreda Spitzera

3 listopada 2013, niedziela,

Tytuł mówi wiele, podtytuł jeszcze więcej: W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci. Manfred Spitzer, niemiecki psychiatra pobił tym samym Andrew Keena, który w swym „Kulcie amatora” sprzed kilku lat zastanawiał się tylko, „jak internet niszczy kulturę”. Niewiele mu z tych rozmyślań wyszło, poza tym że stał się celebrytą bawiącym do kotleta wykładami o nędzy cyfrowego świata. Książka Spitzera jest o wiele bardziej niebezpieczna – autor powołuje się na wyniki badań naukowych, by dowieść tytułowej tezy. I skutecznie miesza dobrą naukę z pseudonaukową manipulacją. 

„Cyfrowa demencja” stała się w Niemczech bsetsellerem – dobrze napisany katastroficzny triller, którego autorem jest znany uczony biegły w sztuce popularyzacji, z własnym programem telewizyjnym. Spitzer stawia dość prostą tezę – internet ogłupia, sprzyja otyłości i rozbija więzi społeczne. Nic nowego, gorzej, gdy poważny w sumie uczony popełnia klasyczny błąd i korelacje statystyczne bierze za związki przyczynowo skutkowe. Jeszcze gorzej, gdy manipuluje wynikami badań – przytacza np. wyniki badań przeprowadzonych w Rumunii:

Tamtejsze Ministerstwo Kultury rozprowadziło wśród rodzin gorzej sytuowanych mających dzieci w wieku szkolnym około trzydziestu pięciu tysięcy talonów o wartości dwustu euro uprawniających do kupna laptopa. Skutek eksperymentu był taki, że dzieci, które otrzymały laptopy, wprawdzie potrafiły obsługiwać je lepiej niż dzieci bez komputerów, ale zaczęły osiągać gorsze wyniki z matematyki, a laptopów używały głównie do gier.

Prawda, tylko niepełna (omawiałem te wyniki na łamach „Polityki”) – wniosek z badań był taki, że efekt wykorzystania komputerów zależał od kapitału kulturowego rodziców. Kompetentni, lepiej wykształceni rodzice potrafili tak poprowadzić dzieci, że skorzystały z komputerów. Dzieci pozostawione sobie nie wiedziały, do czego służy technologia. Takich przykładów jest więcej, np. gdy Spizter wini sieci społecznościowe za niszczenie więzi społecznych. Najwyraźniej zapomniał, co piał jego niemiecki kolega-socjolog Ulrich Beck już w latach 80. XX wieku, na długo przed Facebookiem – przemiana więzi to wynik zmiany strukturalnej, indywidualizacji która zaczęła się wraz z końcem epoki przemysłowej. Facebook zagospodarował jedynie rosnącą niszę popytu na komunikację. Poza tym, jak pokazuje wiele badań już współczesnych, relacje w Facebooku pokrywają się z relacjami w świecie realnym i akurat widać (przynajmniej w Polsce) pozytywną korelację między liczbą relacji realnych a aktywnością na FB.

Gdy Spitzer pisze o młodzieńcu z byłego NRD, który zabił człowieka bez żadnego powodu, podaje że wcześniej grał w bezmyślne gry-strzelanki ociekające przemocą. Zastanawia się, co by było, gdyby zamiast nich poszedł pograć w piłkę? Cóż, mógłby np. stać się członkiem grupy neonazistowskiej, futbol dobrze sprzyja tworzeniu takich więzi (przynajmniej w byłym NRD). Przy okazji, choć o tym Spitzer pisze, to jednak nie bierze tego za podstawową przyczynę – ów młodociany morderca żył w fatalnych warunkach socjalnych. Czy te warunki wywołał internet?

Dyrdymały miesza Spitzer z niezwykle ciekawymi informacjami z pola neurofizjologii, wiele jego krytyk jest jak najbardziej słusznych – choćby fascynacja technologiczną modernizacją szkół w ramach „doganiania rzeczywistości”. W pełni zgadzam się z jego negatywną oceną tablic multimedialnych wprowadzanych za ciężkie pieniądze do klas bez większego sensu i pożytku. Szkoda tylko jednak, gdy Spitzer krytykuje edukacyjne walory technologii cyfrowych, nie odwołuje się do klasycznych już prac Alana Kaya, twórcy współczesnego graficznego interfejsu (ten zaś powstał inspirowany programem konstruktywizmu pedagogicznego i koncepcjami Jerome’a Brunera). Znalazłby w nich wiele odpowiedzi na swoje uproszczenia.

To mogłaby być dobra książka, wyszedł strasznie narcystyczny pamflet na nowe technologie z rozczulającym zakończeniem w postaci praktycznych porad, co robić, by nie dać się cyfrowej demencji: więcej ruchu na świeżym powietrzu, zdrowe odżywianie, pomaganie innym, słuchanie muzyki i śpiewanie, kontakt z naturą, na koniec rada podstawowa, aż ją przytoczę:

Unikajmy cyfrowych mediów. Jak wielokrotnie wykazałem w niniejszej książce, są one rzeczywiście przyczyną otyłości, wpływają negatywnie na stan umysłowy, prowadzą do wzrostu agresji, samotności, rozwoju chorób i niezadowolenia z życia. Ograniczmy czas, który dzieci poświęcają na obsługę nowoczesnych mediów. Badania potwierdzają, że jest to jedyny sposób przynoszący pozytywne efekty. Każdy dzień spędzony przez dziecko bez tych urządzeń to uratowany czas.

Mein Gott, Herr Professor, zanim zacznie się Pan powoływać z taką pewnością na wyniki badań, proponuję sięgnąć do raportu „L’enfant et les écrans” kolegów uczonych z Francuskiej Akademii, którzy przeprowadzili metaanalizę badań na temat wpływu technologii cyfrowych na dzieci i młodzież. Uzyskali bardziej złożony i subtelny obraz.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. Opinie Spitzera na temat technologii cyfrowych przypominają platońską krytykę pisma i krytykę druku wyrażaną przez Michała Montaigne. Pismo i druk zniszczyły wcześniejsze cywilizacje, wiec technologie cyfrowe też zniszczą obecną, ale to oznacza tylko tyle, że powstanie nowa obecnie z trudem wyobrażalna. Niektórzy , w tym Spitzer, jej się boją i z wielu punktów widzenia mają rację. Oni są adresatami jego książki – dobrze się sprzedała, więc on odniósł sukces. Ta książka nie zatrzyma przecież rozwoju cywilizacji cyfrowej.

  2. Gratuluję felietonu i komentarza pani Elżbiety.

  3. Gospodarz: Keen…”poza tym że stał się celebrytą bawiącym do kotleta wykładami o nędzy cyfrowego świata”

    Zawsze cenilem blogi Pana Redaktora za merytoryczne podejscie. Niestety, ze smutkiem zauwazam ze schodzi Pan redactor w strone wykladow do kotleta. Keen zasluguje na merytoryczna dyskusje, a nie uwagi jak powyzej. Ale coz… Krytykujac internet krytykuja Panska ulubiona zabawke… Nalezy sie odpor!

    Niestety, ksizaki Spitzera nie czytalem, bo tu gdzie jestem, nie jest ona dostepna. Nie bede sie wiec na jaj temat wypowiadal. W zamian proponute esej Nicholasa Carra „Is Google making us stupid”. Carr udziela dosyc zdecydowanej odpowiedzi, ze I owszem. Esej mozna pzreczytac tutaj

    http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2008/07/is-google-making-us-stupid/306868/

    Esej rozwinal sie do posataci ksiazki: The Shallows: What the Internet Is Doing to Our Brains ktora polecam wszystkim majacym watpliiwosci co do zbawczej roli internet. Jak rozniez tym nie majacym watpliwosci. Dodatkowo, w charakterze zachety dodam ze Carr nie wykonywal badan ani w Rumunii ani w Bulgarii. Ani nawet w Polsce

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Andrzeju książka Carra jest znana i o ile pamietam pan Bendyk kilka razy nawet sie na nia powoływał w swoich artykułach. To co pan przeoczył i sprawia, że kontekst jest ważny to to co napisał Pan Bendyk o tzw. zapleczu kulturowym rodziny, a co było tak naprawdę zmienną determinującą to jak dzieci korzystają z Internetu. Jeden wpis wczesniej jest o Bourdieu, prosze choćby skrótowo sobie poczytać o jego koncepcji kapitału kulturowego, a wtedy jaśniejszym będzie, że Internet jest po prostu kolejnym narędziem z którego można korzystać w różny sposób w zależności od kompetencji wyniesionych z zupełnie innych dziedzin. Co do Carra to też sa tezy z którymi tam się nie mozna zgodzić bo wszystko ma swoje ale.. np. Carr mówi, że coraz ciężej nam skupić uwagę, ale z drugiej strony najbardziej zaawnsowani użytkownicy Internetu to także ci którzy konsumuja najwięcej kultury w jej tradycyjnej formie (książki, film, etc)

  6. @chmuraster: „To co pan przeoczył”

    Ja niczego nie przeoczylem. Ja nie komentowalem ksiazki Spitzera, ja tylko komentowalem SPOSOB krytykowania ksiazki Spitzera.

    Oczywiscie, kazdy ma prawo do krytyki, I ja tego nie kwestionuje. Wyrazilem tylko moje rozczarowanei sposobem krytyki, tak Spitzera jak I Keena. W szczegolnosci, slabo merytoryczny uwazam zarzut ze pzremyslenia Spitzera nie sa wiele warte bo dotycza Rumunii.

    Zas jak idzie o Carra, to przytaczam podsumowanie jego eseju:

    „Thesis: As the Internet becomes our primary source of information, it is affecting our ability to read books and other long narratives. This process of rewiring our brains carries the danger of flattening human experience even as it offers the benefits of knowledge efficiency and immediacy.”

    Z czym sie calkiem zgadzam. Na jednym ze znanych mi uniwersytetow jest forum dla potencjalnych studentow. Temat Numer Jeden to problem z „reading comprehension test”, czyli mowiac po ludzku, czytaniem tekstu ze zrozumieniem. Mlodzi ludzie uwazaja ze to jest podstawowa przeszkoda w dostaniu sie na studia.

    Podobne doswiadczenai mam z mlodymi inzynierami I studentami. O ile sa sprawni w goglowaniu, o tyle zupelnie nie sa sprawni w agregacji informacji, selekcji informacji, krytucznym mysleniu I wyciaganiu wnioskow. W druga strone – pisemne raporty studenckie przypominaja teksty wysylane SMSem, od czasu do czasu okraszone doslownymi cytatami z Wikipedii. Proba wymuszenia oceny owych cytatow konczy sie szkalnym wzrokiem.

    Internet ZMIENIA nasz mozg, czy chcemy czy nie. A niekorzystne trendy zauwazyl na przykald Steve Jobs. Wiadomo ze na zebraniach w Apple nie mozna przedsatwiac prezentacji w stylu Power Pointa – Jobs uwazal bowiem ze takie prezentacje uniemozliwiaja jakakolwiek dyskusje i zglebienie istoty problem. I mial racje.

    Studenci nei rozumieje juz wykladow prowadzonych w normalny, akademicki sposob – jako dialog miedzy wykladowca a studentami. Musza miec wszystko spisane w punkatch I dostarczone elektronicznie lub co najmniej na papierze. Co jest pomiedzy punktami, ani ich nie interesuje, ani nei sa w stanie tego wchlonac. Co mnie troche przeraza, biorac pod uwage ze to przyszli inzynierowie. Coz, widac spoleczenstwo pokazane w filmie Idiocracy zisci sie naprawde….

  7. Żeby dyskusje nie przebiegały w całkowitej separacji podrzucam trop: http://osswiata.pl/zylinska/2013/11/06/manfred-spitzer-w-bydgoszczy/
    oraz
    http://osswiata.pl/zylinska/2013/10/18/cyfrowa-demencja-manfred-spitzer/
    Ukłony dla red. Bendyka za nieustające zainteresowanie dla edukacji 🙂 Bardzo to pomaga nauczycielom myślącym…

  8. Z blogu Oś świata – dr M.Żylińska pisze:
    „Informacja dotycząca „Neurodydaktyki”
    Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z granatowym profilem twarzy. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.”

    A my tu drugi dzień na Intel Education Summit debatujemy o przedsiębiorczości… Po wczorajszym doniesieniu GW i informacji jw. wydaje mi się, że to nie przedsiębiorczości nam w Polsce brakuje, tylko…. Tak, uczciwości.

    Czy polska szkoła uczy uczciwości?

    http://www.wydawnictwoumk.pl/prod_74250_Neurodydaktyka._Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

  9. Z badaniami nad rozdawnictwem laptopów w Rumunii to już nie jest nawet „prawda, tylko niepełna”, ale prosta nieprawda i przeinaczenie tak, by pasowały pod założoną przez Spitzera tezę.

    „ZACZĘŁY osiągać gorsze wyniki” jest po prostu wyssane z palca, ale doskonale manipuluje czytelnikiem, by uznał korelację za przyczynowość. To badanie Ofera Malamuda nie dotyczyło historii edukacyjnej obdarowywanych laptopami dzieci, ale ujemnej korelacji wyników szkolnych z faktem przyznania laptopa (a rozdawano je jedynie rodzinom, żyjącym w skrajnej nędzy i porównywano z dziećmi z rodzin, które na darmowego laptopa już były zbyt dobrze sytuowane). Nikt nie badał, jakie wyniki szkolne te same dzieci uzyskiwały przed obdarowaniem ich laptopami — „zaczęły” jest więc zupełnie nieuprawnione.

    Równie dobrze można by stwierdzić, że „gorzej zaczęły się uczyć dzieci z rodzin, którym właśnie przyznano zapomogi socjalne” i wyciągać z tego wnioski, że pomoc socjalna prowadzi do demencji.

  10. @Ksawery Stojda: „„ZACZĘŁY osiągać gorsze wyniki”

    Bylbym zobowiazany gdyby zechcial Pan pokazac cytat z oryginalnego artykulu zawierajacy slowa „zaczely osiagac gorsze wyniki”. Dla wygody, link ponizej

    http://www.voxeu.org/article/effect-home-computer-use-children-s-outcomes

    Byc moze czegos nei dopatrzylem

  11. @ Andrzej Lewandowski

    „ZACZĘŁY” jest cytatem z książki M.Spitzera (przytoczonym powyżej w recenzji naszego Gospodarza), a nie z pracy. O.Malamuda.
    Właśnie o to chodzi, że w oryginalnej pracy niczego takiego Pan nie znajdzie i nie da się tam tego znaleźć, bo dopisał to dopiero M.Spitzer, wprowadzając w błąd czytelnika swojej książki, manipulując tym sens badania, na które się powoływał.

    „ZACZĘŁY” jest przeinaczeniem, oznaczającym wbrew prawdzie, że rzekomo badano zmiany następujące w jakichś dzieciach, porównując ich wyniki przed i po rozdaniu im komputerów.

    Badanie w rzeczywistości dotyczyło czegoś całkiem innego: porównywano ze sobą wyniki szkolne zupełnie różnych dzieci, różniących się zamożnością ich rodzin, z których część najbiedniejszych objęta byłem programem rozdawnictwa talonów na komputery, a trochę zamożniejsi talonów nie dostali.

  12. @Ksawery Stojda: „„ZACZĘŁY” jest cytatem z książki M.Spitzera (przytoczonym powyżej w recenzji naszego Gospodarza), ”

    Chaial Pan zapewne powiedziec: Z POLSKIEGO TLUMACZANIA ksiazki Spitzera. Niestety, bede musial siegnac do oryginalu. Nie sadze aby Spitzer dokonal swiadomie manipulacji…

  13. Ja będę się bronił, że byłem idiotą znacznie wcześniej
    http://recenzjeksiazek.natemat.pl/81759,ludzie-to-idioci

  14. Witam
    Przez wiele lat byłem pod wrażeniem artykułów i książek Edwina B. Imponował mi szeroką wiedzą, oczytaniem, elokwencją i jak mi się wydawało własnym stylem. Jego fascynacja przemianami cywilizacyjnymi i rozwojem nauki robiła wrażenie. Przy bezkrytycznym czytaniu tworzyła klub fanów.
    W moim przypadku było tak do czasu, gdy odkryłem, że bardzo umiejętnie przeplata teksty zaczerpnięte z różnych źródeł, by oczarować czytelników błyskotliwymi treściami. Kiedy zaczął pisać teksty o końcu humanizmu, który zakończył się w czasach Oświęcimia i o rychłym skrzyżowaniu człowieka i maszyny zrezygnowałem z czytania artykułów w Polityce.
    Drugim powodem było kilka lat temu nasze osobiste spotkanie na ogólnopolskiej konferencji i możliwość zadania pytania co myśli o narastającym zjawisku uzależnienia od komputera i Internetu? W odpowiedzi usłyszałem, że przesadą jest mówić o czymś czego prawie nie ma. Ponieważ ta tematyka zajmuje się od lat i takie pytanie zadawałem wielu znanym osobom pomyślałem sobie: niestety kolejny przypadek człowieka, który nie zdaje sobie sprawy jak mocno wsiąkł w kulturę mas-mediów i powszechnego zachwytu nowoczesnymi technologiami.
    Dlatego nie dziwi mnie taki wpis na temat książki wybitnego specjalisty. Próba ośmieszenia jej przez podanie kilku wybiórczych wyrwanych z całości fragmentów czy zdań ośmiesza Autora takiego wpisu.
    Najtrudniej zrozumieć jest proste sprawy i przyznać im racje.
    Manfred Spitzer na ponad 340 stronach swojej książki w bardzo konkretnych, popartych wieloma światowymi badaniami, wieloma publikacjami, na wielu konkretnych przykładach zbiera bardzo konkretne dowody na to, że dzieci i młodzież (bo o nich głównie chodzi w tej książce) są narażone masowo na cyfrową demencję. Dzieli się swoimi przemyśleniami i wnioskami, by przestrzec przed tym, co widzi jako lekarz, naukowiec, ojciec szóstki dzieci – zdając sobie sprawę, że spotka go taki odbiór jak na przykład Redaktora Edwina B. zafascynowanego rozwojem znaczeniem ICT.
    Przeczytałem tę książkę uważnie i nie twierdzę, że jest bez błędów, ale jej zasadnicze przesłanie jest znane od czasów, gdy Kimberly Young jako pierwsza odważyła się na badania zjawiska uzależnienia od komputera i Internetu. Też został powszechnie skrytykowana, a dziś jest powszechnie ceniona i znana z wielu badań i leczenia uzależnionych.
    Panie Redaktorze proszę mi wybaczyć szczerość, ale czy Pan chce czy nie, to na szczęście jest coraz więcej osób, które myślą refleksyjnie i widzą, że cyfrowa demencja w naszych rodzinach i szkołach, to codzienność, której należy przeciwdziałać.
    Zachęcam i Pana, do takiej odważnej refleksji dotyczącej wpływu ICT na kondycję własną i polskiego społeczeństwa.
    Pozdrawiam
    PS Zainteresowanym polecam inne, ciekawsze opinie książki „Cyfrowa demencja” dostępne w Internecie.

  15. @Paweł: dzięki za obszerny komentarz, żałuję że straciłem Czytelnika – proszę wszakże nie przypisywać mi poglądów, jakich nie prezentuję. Nie jestem entuzjastą ICT, nie wiem gdzie Pan to wyczytał, chyba że nie do końca zrozumiał Pan to, co piszę – bo gdy piszę o końcu humanizmu, to nie z zachwytem, tylko o końcu pewnej formacji kulturowej. Przy okazji, to spostrzeżenie nie jest moim wymysłem, podpisuje się pod nim kilka ważnych dla humanistyki nazwisk, zawsze je przytaczam (jeśli uznaje Pan moje odwołania do Sloterdijka i jego analiz końca humanizmu jako wyraz zachwytu dla ICT to gratuluję). I z tego właśnie względu ICT jest groźniejsze, niż bajdurzenie o cyfrowej demencji (tu polecam tekst Pinkera polemizujący z Carrem, człowiekiem który inspiruje Spitzera http://www.edge.org/3rd_culture/pinker10/pinker10_index.html ). Nie będę namawiał do ponownej, uważniejszej lektury moich tekstów – polecam wszakże poczytać wspomnianego Sloterdijka, Stieglera, Pinkera, Latoura, Kaya. Zobaczy Pan, na czym polega problem ze Spitzerem. Po prostu ośmiesza poważną krytykę technologii. Pozdrawiam

  16. @Pawel: jeszcze jedno – czy mógłby Pan przypomnieć, kiedy i gdzie pisałem o humanizmie który zakończył się w czasach Oświęcimia? Najprawdopodobniej cierpię na cyfrową demencję i nie mogę sobie przypomnieć. Dziękuję za pomoc.

  17. „kiedy i gdzie pisałem o humanizmie który zakończył się w czasach Oświęcimia? Najprawdopodobniej cierpię na cyfrową demencję i nie mogę sobie przypomnieć. Dziękuję za pomoc.”
    Było to 2-3 lata temu w Polityce. Z przykrością stwierdzam, że w Pana artykułach i książkach brakuje mi humanizmu, a w tym artykule napisał Pan o tym wprost. Cóż ma Pan prawo do takiego spostrzegania świata współczesnego. Dla mnie jednak wspomniany Oświęcim i inne tragiczne miejsca tamtego czasu, to właśnie kapitalny przykład na to, że humanizm zwyciężył czego przykładem są wielcy ludzie, którzy mimo strasznych warunków wykazali się bohaterstwem i świętością: Maksymilian Kolbe, Witold Pilecki, Jerzy Bielecki, Wanda Półtawska i wielu innych.
    Pisze Pan o końcu humanizmu w sensie końca pewnej formacji kulturowej – oryginalne ujęcie, które u mnie budzi niepokój. Ale to już temat rzeka…
    Błędnie Pan odczytał to, co napisałem – humanizmu nie łączyłem z zachwytem ICT.
    Dziękuję za podany link, poleconych innych Autorów. Poczytam w wolnym czasie.

    Zaskoczył mnie Pan pisząc, że nie jest entuzjastą ICT?
    Od kiedy?
    Mam wrażenie, że nie zdaje sobie Pan sprawy jak są odbierane czasem Pana teksty. Jest Pan autorytetem dla wielu czytelników zajmujących się wykorzystaniem ICT, a także dla wielu zwykłych użytkowników ICT. Niektórzy moi znajomi kupują Politykę głównie po to, by przeczytać Pana nowy artykuł. Na wieść o kolejnej książce biegną szybko kupić ją w księgarni – jak pisałem ma Pan duży klub fanów. 🙂
    Gratuluję lecz to nie zwalnia z szerszego myślenia w kontekście dostrzegania świata wartości nieprzemijalnych, o których pisze m.in. M. Spitzer w Podsumowaniu swej książki (str. 280-284), z którego wybrał Pan kilka linijek i skomentował zaleceniem zapoznania z „metaanalizą Francuskiej Akademii”. Czyżby nie czytał Pan „Cyfrowej demencji” i przeoczył setki przypisów na stronach 287-333?
    Czyżby powoływanie się w każdym rozdziale przez Spitzera na wile badań z wielu krajów świata, na grupach badanych liczących przynajmniej po kilka tysięcy umknęło Pana uwadze?
    Myślę, że inaczej niż Spitzer postrzega Pan współczesny świat i stąd tak wielkie niezrozumienie głównego przesłania tej książki.
    Zgadzam się z Manfredem Spitzerem, że „każdy dzień spędzony przez dziecko bez tych urządzeń to uratowany czas.” Podobnie jak On mam kilkoro dzieci i widzę jak wspaniale jest żyć bez telewizora, który jak wiadomo od lat jest złodziejem czasu i prawie bez komputera, Internetu, iPada, komórki czy innych gadżetów, które zniewalają i niszczą dobre relacje rodzinne, dobroć, życzliwość, przyjaźń, prawdziwą miłość. Wolimy spędzać czas wspólnie na wycieczkach, spacerach, wyjściach do muzeum, teatru, kina, grając w gry planszowe, rozwiązując krzyżówki, majsterkując itp.
    Pozdrawiam serdecznie

  18. Zwracam honor – znalazłem ten Pana tekst z 2010 r.
    http://www.polityka.pl/nauka/komputeryiinternet/1508060,1,powazne-minusy-informatyzacji.read , z którego może wynikać, że nie jest Pan tak do końca zafascynowany i zachwycony komputerami w szkole – mimo Pana stwierdzenia, że:
    „Przecież nie trzeba nikogo przekonywać, że w społeczeństwie informacyjnym komputer jest kluczem do sukcesu.”
    Czyżby nie znał Pan anegdoty o niedoszłym sprzątaczu z Microsoft, który zrobił fortunę bez komputera. 🙂
    Lubi Pan dyplomatycznie dogodzić czytelnikom za i przeciw – M. Spitzer jest dla mnie bardziej klarowny i zdecydowany (choć wyraźnie zaznacza, że nie jest przeciwnikiem mądrego korzystania z komputera). Macie więc sporo wspólnego ze sobą i jakby zebrać razem wszystkie badania, to pewnie okazało by się, że cyfrowa demencja to fakt niepodważalny dla obu Panów. 🙂

  19. @Paweł: Dziękuję za odpowiedź, prosiłbym jednak bardzo o dokładniejszą referencję do tego Oświęcimia, bo jedyną jaką ja znalazłem w swoich tekstach odnosi się do zupełnie innego, humanistycznego kontekstu.

    „Z tekstu „komputer ogłupia” wyciągnął Pan zdanie, które pracuje z kolejnym:
    Przecież nie trzeba nikogo przekonywać, że w społeczeństwie informacyjnym komputer jest kluczem do sukcesu. Obserwację tę potwierdzają liczne badania naukowe. Choćby polska „Diagnoza społeczna” realizowana pod kierownictwem prof. Janusza Czapińskiego od lat pokazuje, że osoby biegle posługujące się komputerami i korzystające z Internetu lepiej zarabiają, częściej awansują i mają większą szansę znalezienia pracy.” Jak Pan widzi, robię to co Spitzer – odwołuję się do dużych, uznanych badań. Jeśli ich wyniki nie odpowiadają, to raczej krytykować należy Czapińskiego i zespół.
    A ostatni akapit tego tekstu pokazuje dokładnie, na czym polega moje krytyczne podejście – ICT mnie fascynują jako temat, który wart jest krytycznej analizy, a więc dostrzegania aspektów dobrych, jak i złych. Tych jest wiele i piszę o nich już w pierwszej swojej książce, Zatrutej studni.
    Moje główne zastrzeżenie do Spitzera, że manipuluje badaniami – podałem kilka przykładów, które w moich oczach dyskredytują człowieka przekonującego, że książka jest wyrazem wiedzy naukowej, a nie publicystycznym pamfletem.
    Zasadnicza różnica w spojrzeniu na problem polega zapewne na tym, że Spitzer jest psychiatrą, a mnie interesuje podejście socjologiczne i kulturoznawcze.
    W końcu, jeśli chodzi o humanizm – powtarzam, że moje obserwacje dotyczące końca humanizmu nie są odosobnione i mam zacnych kolegów, przywoływałem ich. Pytanie dla mnie istotne, czy jesteśmy w stanie uczłowieczyć posthumanizm nie marnując jego emancypacyjnego potencjału, czy będzie miał on wyraz antyludzki?
    I w końcu już zupełnie – nawet jeśli humanizm się nie skończył, to skończyła się zdolność wychwytywania ironii w tekstach. I to mnie martwi najbardziej. Pozdrawiam

  20. „Pytanie dla mnie istotne, czy jesteśmy w stanie uczłowieczyć posthumanizm nie marnując jego emancypacyjnego potencjału, czy będzie miał on wyraz antyludzki?”
    Tak to jest bardzo ważne pytanie i częściowo odpowiada na nie książka „Cyfrowa demencja” napisana przez psychiatrę, neurobiologa, psychologa, doktora nauk medycznych i filozofii Manfreda Spitzera. Jeśli jej przesłanie mimo przytoczonych setek badań jest błędne, to należy się cieszyć. Z własnych badań i obserwacji, a także obfitej literatury zagranicznej i polskiej (np. Nesssia Laniado, Gianfilippo Pietra „Gry komputerowe, Internet i telewizja”,
    Parry Aftab „Internet a dzieci. Uzależnienia i inne niebezpieczeństwa”, Mark Griffiths „Gry i hazard – uzależnienia dzieci w okresie dorastania”,
    Maria Braun-Gałkowska, Iwona Ulfik-Jaworska „Zabawa w zabijanie”, Paulina Chocholska, Małgorzata Osipczuk „Uzależnienie od komputera i internetu u dzieci i młodzieży”)
    i udziału w corocznych konferencjach międzynarodowych „Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w Internecie” – myślę, że Spitzer słusznie radzi, by wrócić na ile to możliwe do troski o prawidłowy rozwój mózgu naszych dzieci i młodzieży poprzez pokazanie innego świata niż głownie wirtualny, bo do nich należy ich i także nasza przyszłość.

    Jeśli, jak Pan napisał „skończyła się zdolność wychwytywania ironii w tekstach”, to jest to w dużym stopniu efekt korzystania z Internetu (fora, czaty, blogi, photoblogi, Facebook, twitter). Język nie ćwiczony staje się ubogi. Na szczęście są środowiska, w których umiłowanie języka polskiego nie zanika, a kontakt z mas-mediami z radością jest ograniczany do niezbędnego minimum (jest np. coraz więcej osób, które rezygnują z telefonów komórkowych, które przeszkadzają im w normalnym życiu).
    Pozdrawiam serdecznie

  21. Badania z Rumunii nie pokazują nic nowego. Biblioteki pełne książek odwiedzane są przez nielicznych. Tak samo jak ubogacające życie intelektualne strony.

  22. @Paweł: dzięki za wskazania literaturowe, dorzuciłbym klasykę „Normalne i patologiczne” Cangulihema. Nigdy nie kwestionowałem patologii związanych z korzystaniem z nowych mediów, za podobnie patologiczne zachowania uważano impulsywną lekturę (vide Don Kichot). I chyba na konferencji, o której Pan wspominał, też tak mówiłem. Daleko jednak od patologii do normy, bo ta jest kategorią kulturową i społeczną, a nie psychologiczną czy psychiatryczną. Problem ze Spizterem polega na tym, że cytuje setki badań, część w sposób zmanipulowany, by potwierdzić swą tezę – dlatego przeciwstawiłem francuską metaanalizę, bo tam z analizy różnorodnych badań wynika mniej jednoznaczny obraz.
    Jeśli chodzi o korzystanie z Twittera i komunikatorów, badania przeprowadzone w obszarze anglofońskim pokazują, że jest pozytywna korelacja korzystania z kompetencjami literackimi. Cóż, Szekspir pisał: Zwięzłość jest duszą mądrości.

    Przy okazji, polecam tekst który już pewno Pan pominął zniechęcony do lektury moich prac. To ilustracja, jak rozumiem krytykę współczesnej technicznej cywilizacji:

    http://archiwum.polityka.pl/art/pozegnanie-czlowieka-czytajacego,435184.html

    Pozdrawiam,
    EB

  23. Witam !

    Manipuluje to autor powyższego tekstu wyciągając jedno z badań i próbuje na takiej postawie coś tam „udowadniać” (zresztą w audycji prof.odpowiedział na podobny zarzut redaktora) .

    I to tak właśnie jest z „młodymi” znajdą podobny materiał i dla nich to podstawa do wyrobienia sobie poglądu na określony temat – nawet w googolu nie chce się troszkę poszukać ( tak na marginesie to jakieś minimum wiedzy należny mieć aby cokolwiek znaleźć ).

    Do odsłuchu audycja z prof. 26.11.2013 Trójka Polskie Radio
    Komputery w szkołach? „Dla dzieci są szkodliwe”
    http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/986884,Komputery-w-szkolach-Dla-dzieci-sa-szkodliwe-

    Każdemu proponuje zapoznać się z całą pozycja profesora oraz z szeregiem publikacji , badań i artykułów
    Prof. Dr. med. Dr. phil. Manfred SpitzerKlinik für Psychiatrie und Psychotherapie III (Ulm)
    http://www.uniklinik-ulm.de/struktur/kliniken/psychiatrie-und-psychotherapie/klinik-fuer-psychiatrie-und-psychotherapie-iii-ulm/home/personen/prof-dr-dr-manfred-spitzer.html

    Pozdrawiam.

  24. @krzysztof siekański: dziękuję za komentarz, choć złośliwość nie pozwala Panu przeczytać go ze zrozumieniem i odnieść się do zarzutów merytorycznych (jak choćby prac Becka o indywidualizacji i rozpadzie więzi oraz innych badań naukowych, jakie Spitzer pomija, żeby nie mieć problemu ze swoimi tezami). Ale jasne, zachęcam do lektury książki Profesora, a także innych jego prac – jak piszę w swoim wpisie, jest uznanym psychiatrą i na pewno ma wiele do powiedzenia w tym zakresie. Zachęcam również do lektury prac naukowych, które Profesor Spitzer dyskretnie pomija. Niektóre wspominam. A opinie niech każdy wyrabia sobie sam. Pozdrawiam

  25. Pod tym adresem toczy się ciekawa dyskusja nie tylko o „Cyfrowej demencji” http://osswiata.pl/zylinska/
    Zwrócono m.in. uwagę, że Autor w swoim przesłaniu książkowym „Spitzer pisze o dzieciach i wpływie nowych technologii na dopiero kształtujące się mózgi. Aby mogły być kiedyś takie jak my, aby umiały nawiązywać relacje międzyludzkie, rozwiązywać konflikty itd., muszą najpierw spędzić odpowiednio dużo czasu bawiąc się z innymi dziećmi, a nie w samotności przed takim czy innym ekranem. Bez tzw. podwórkowej socjalizacji, dzieci będą miały inną strukturę mózgów i wiele wskazuje na to, że gorszą.(…)
    cała lista badań to u Spitzera tylko dodatek do głównego wątku, w którym szczegółowo i pięknie wyjaśnia zasady pracy mózgu. To niewątpliwie największy atut książki i choć sama wiem już trochę na ten temat, to znów znalazłam u Spitzera wiele nowego! Zadziwia mnie fakt, iż można zupełnie pominąć to, co stanowi istotę „Cyfrowej demencji”, a skupić się na jednym z wielu badań, które są tylko dodatkim i właśnie na nim oprzeć dyskusję na temat książki. To problem polegający na tym, że widzi się jedno drzewo, a nie można dostrzec lasu, w którym stoi.

  26. @Paweł: szanowny Panie, w tej chwili zachował się Pan jak klasyczny trol – proszę najpierw odpowiedzieć na moją odpowiedzieć do Pańskiego wcześniejszego komentarza i nie stosować metod, jakie stosuje Spitzer, czyli manipulować.

  27. Witam
    Wow, ktoś chce mnie obrazić nazywając bez uzasadnienia trolem. Jak na Redaktora uznanych czasopism i pisarza zachował się Pan bardzo emocjonalnie i mało kulturalnie.
    Na czym polega moje zachowanie „jak klasyczny troll” (nie trol)? http://pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie
    Proszę mi wybaczyć, ale takich argumentów używają właśnie trolle, gdy nie mają konkretnych argumentów.
    Proszę mi też wybaczyć, ale czy muszę odpowiadać na każdy Pana wpis?
    Przeczytałem to, co mogłem (artykuł jest odpłatny, więc tylko fragment odczytałem zza informacji o konieczności opłaty), przyjąłem do wiadomości Pana odpowiedź i nie wiem na co miałem odpisać? (pytań nie było).
    Natomiast Pan pominął wiele wątków i pytań, które poruszyłem w swoich wcześniejszych wpisach – zwłaszcza tych niewygodnych.
    Zaproponowałem zajrzenie na blog Pani dr Marzeny Żylińskiej, gdzie toczy się ciekawa wymiana zdań na tematy związane z opisywaną tu książką „Cyfrowa demencja”. Myślę, że warto poznać zdanie innych. Jeśli to Pan uważa za trollowanie, to jeszcze raz przepraszam.
    Na koniec o Pana z uporem powtarzanym zarzucie manipulacji skierowanym pod adresem prof. M. Spitzera.
    Moim i wielu innych osób zdaniem taki zarzut, oparty na jednym przykładzie Rumunii przy setkach innych badań wykorzystanych przez prof. M. Spitzera (46 stron przypisów i bibliografii) jest prawie żadnym argumentem i właśnie rodzajem manipulacji – niestety także z Pana strony.
    Tym bardziej, że Profesor jest aktualnie w Polsce, udziela wywiadów dostępnych w sieci i odpowiedział wyraźnie na ten zarzut.
    Może poda Pan nam czytelnikom inne badania oprócz tego jednego, które jak Pan napisał „częściowo zmanipulował”:
    „Problem ze Spizterem polega na tym, że cytuje setki badań, część w sposób zmanipulowany, by potwierdzić swą tezę”.
    To poważny zarzut pod adresem Prof. M. Spitzera.
    Reasumując: dziękuję za możliwości polemiki na Pana blogu i proszę nie argumentować „trolowaniem” bez uzasadnienia oraz nie powtarzać jak mantra o manipulacji, gdyż książka nie jest pracą badawczą (krytycy mylnie tak ją traktują), która jak niektórzy argumentują, nie może zawierać błędów i co najważniejsze przypadek rumuński nie ma żadnego znaczenie wobec głównego przesłania „Cyfrowej demencji”.
    Pozdrawiam serdecznie licząc na konkretną i życzliwą odpowiedź.

    PS Miałem wczoraj konferencję, na której rozmawialiśmy z uczestnikami bardzo szeroko o tym, co jest napisane w „Cyfrowej demencji”. Nauczyciele biją na alarm widząc jakie spustoszenie w głowach czynią TV, komputery, komórki, a zwłaszcza Internet.

  28. @Paweł: Szanowny Panie, człowiek o Pańskiej wrażliwości językowej powinien umieć odróżnić „zachował się Pan jak trol” a „jest Pan trolem”. A teraz uzasadnienie, dlaczego uważam że zachował się Pan jak trol. W swoim wpisie nie podaję jedynie przypadku rumuńskiego, lecz także kwestie brania korelacji statystycznych za związki przyczynowo-skutkowe plus kilka innych konkretnych zarzutów. Główny to ten i stąd zarzut manipulacji – prof. Spitzer przytacza tylko badania potwierdzające jego tezę – to nie jest podejście naukowe, jako kontrprzykład podałem metaanalizę powstała pod auspicjami Francuskiej Akademii Nauk, jak również badania kwestionujące tezy prof. Spiztera, o korelacjach między korzystaniem z Facebookiem a rozkładem więzi społecznej. Pisałem też, że wiele zjawisk, jakie zauważa prof. Spitzer i przypisuje komputerom były opisywane przez socjologów na długo przed internetem. To tyle – zarzut trolowania odnosi się do tego, że dostrzega Pan jedynie badania rumuńskie jako jedyny mój zarzut wobec prof. Spitzera i nieustannie go przywołuje jako odosobniony nie biorąc pod uwagę pozostałej argumentacji. Poza tym nie kwestionuję kompetencji Profesora jako psychiatry, problem w tym że obserwacje i patologie na poziomie jednostkowym nie oznaczają patologii o wymiarze społecznym lub kulturowym, choć rzecz jasna tak stać się może i dlatego, nie wiem czy Pan zauważył, zgadzam się z jego krytyką wprowadzania nowych technologii w obecnym wydaniu do szkół – bo to jest uprawomocnianie patologii. To chyba Pan ma problem, że wyczytał w moim wpisie tylko jedno, nie dostrzegając reszty argumentów. Przy okazji też w komentarzach odsyłałem do tekstu Stevena Pinkera, niekiepski uczony, który inaczej niż prof. Spitzer interpretuje te same obserwacje szczegółowe. Pozdrawiam,

  29. Szanowny Panie Redaktorze
    Cieszę się, że znaleźliśmy wspólny temat opisany przez Profesora – „krytyka wprowadzania nowych technologii w obecnym wydaniu do szkół – bo to jest uprawomocnianie patologii”.
    Pewnie byłoby więcej i w rezultacie doszlibyśmy do głównego przesłania tej mądrej i odważnej książki . Zapewne zna Pan poniższy tekst recenzji dostępny na wielu stronach księgarń polecających tę książkę:
    „Bestseller na liście czasopisma „Spiegel” w kategorii książek popularnonaukowych.
    Życie bez komputera, smartfona czy internetu obecnie jest już niemożliwe. Dzieci i młodzież spędzają dziś w świecie cyfrowych mediów ponad dwa razy więcej czasu niż w szkole. Skutkami są zakłócenia rozwoju mowy, problemy z nauką i koncentracją, stres, depresja i narastająca gotowość do stosowania przemocy fizycznej.
    Cyfrowa demencja to określenie, którego przed kilku laty użyli południowokoreańscy lekarze do opisania symptomów chorobowych – zarówno psychicznych, jak i fizycznych – będących skutkiem niekontrolowanego korzystania z mediów cyfrowych. Renomowany niemiecki psychiatra i neurobiolog, Manfred Spitzer, daje w swojej książce szczegółowy wgląd w istotę i przyczyny tego zjawiska. Naukowiec z całą stanowczością wzywa rodziców do ograniczenia czasu poświęcanego przez dzieci na cyfrową rozrywkę, aby uchronić je przez popadnięciem w cyfrową demencję.”
    Mam nadzieję, że zgadza się Pan z tym opisem. Jest to wiec książka popularnonaukowa , a nie praca badawcza, w której Autor wzywa „rodziców do ograniczenia czasu poświęcanego przez dzieci na cyfrową rozrywkę, aby uchronić je przez popadnięciem w cyfrową demencję.”
    I na tym można by skończyć, gdyż takie jest zasadnicze przesłanie tej książki.

    W naszej polemice doszliśmy do trochę zabawnej sytuacji, w której moim zdaniem Pan odwraca rolę tłumacząc mi co napisał. To jest Pana blog, to Pan napisał co napisał i nie ma potrzeby tego powtarzać. Natomiast moim prawem jest w komentarzu zwrócić uwagę na to, co uwypuklił Pan w swojej niepochlebnej recenzji książki. Stąd zwracam uwagę na krytykę jednostkowego badania rumuńskiego opisanego przez Pana w odniesieniu do książki zawierającej nawiązanie do setek badań. Wspomina Pan o Facebooku w odniesieniu do Spizter, który wini sieci społecznościowe za niszczenie więzi społecznych podając wyniki nieznanych badań („wielu badań”) pokazujące pozytywną korelację między liczbą relacji realnych a aktywnością na FB w Polsce. Mogę na to napisać również ogólnie, że znam badania pokazujące wręcz przeciwną korelacje.
    Pan zastanawianie się co byłoby, gdyby… młodzieniec z byłego NRD poszedł pograć w piłkę? I sugeruje Pan, że Spitzer „jednak nie bierze tego za podstawową przyczynę – ów młodociany morderca żył w fatalnych warunkach socjalnych.” Czytając ten fragment książki nie znalazłem potwierdzenia Pana tezy, że nie wziął tego pod uwagę – przecież pisze o tym i stąd jako czytelnicy książki wiemy w jakich warunkach żył. Czy musiał brać jako podstawową i czy Pana sugestia przyczyny jest słuszna? 

    Owszem proponuje Pan M. Spitzerowi, czytelnikom swego bloga i mi w komentarzach lekturę innych badań lecz to słaby argument, bo czytelnik książki nie zna tych badań i może potraktować to jako manipulację w określonym celu – co niektórzy napisali tu w komentarzach. Najbardziej świadczyć może o tym sposób w jaki dobiera Pan słowa do mocnego wyrażenia swej opinii: Książka Spitzera jest o wiele bardziej niebezpieczna; skutecznie miesza dobrą naukę z pseudonaukową manipulacją; dobrze napisany katastroficzny triller, Prawda, tylko niepełna; Jeszcze gorzej, gdy manipuluje wynikami badań; Dyrdymały miesza Spitzer; To mogłaby być dobra książka, wyszedł strasznie narcystyczny pamflet na nowe technologie z rozczulającym zakończeniem; itp.
    Mein Gott, Herr Redakto, zanim zacznie się Pan krytykować z taką pewnością książkę „Cyfrowa demencja” i jej Autora, proponuję sięgnąć do literatury, którą Panu zaproponowałem w jednym z wcześniejszych wpisów. Dodam jeszcze jedną „Uwolnić się z sieci” – Kimberly Young, Patrice Klausing OSF, w której autorki patrzą na człowieka całościowo jako istotę fizyczną, psychiczną i duchową.
    Pozdrawiam serdecznie życząc dobrego weekendu

  30. @Paweł: Danke, na zakończenie wymiany, ponieważ już Pan zapomina, to co było napisane wcześniej (podawałem, jakie badania pokazują pozytywną korelację między korzystaniem z internetu i facebooka a jakością relacji, ale proszę zgłosić się do prof. Spitzera, on jest specjalistą od pamięci) dwa linki:
    http://www.forbes.com/sites/daviddisalvo/2013/07/09/how-to-make-worldwide-brain-news-no-news-and-little-brain-required/

    Drugi, ciekawy pokazuje inne przykłady manipulacji prof. Spitzera, polegających na selektywnym doborze materiału, żeby potwierdzić swoje tezy – np. wykorzystanie pierwszych badań Roberta Krauta ale pominięcie kolejnych w których sam unieważnił wyniki z pierwszych:

    http://www.netkwesties.nl/624/manfred-spitzer-citeert-selectief.htm

    Na tym kończę wymianę, pozdrawiam

css.php