Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

7.08.2013
środa

Deep pocket, czyli Jeff Bezos zostaje wydawcą Washington Post

7 sierpnia 2013, środa,

Niewyobrażalne staje się rzeczywistością. Legendarny dziennik „Washington Post” zmienia właściciela – kupuje go założyciel i szef Amazon.com, Jeff Bezos. Inwestycja ma charakter całkowicie prywatny, Bezos właściciel majątku o wartości 25 mld dolarów wyda na gazetę 250 mln dolarów. Nowy właściciel zapowiada z jednej strony zmiany niezbędne, by przynoszący straty i tracący czytelników tytuł odzyskał pozycję. Jednocześnie jednak zapewnia, że celem nadrzędnym jest utrzymanie najwyższej klasy dziennikarstwa, z którego Washington Post słynął – to w tej gazecie dziennikarze Bob Woodward i Carl Bernstein ujawnili aferę „Watergate” opierając się na informacjach źródła „Deep Throat”. Informacja o sprzedaży WP wstrząsnęła prasowym światem zaledwie kilka dni po tym, jak ukazała się wiadomość o sprzedaży innego wielkiego tytułu, The Boston Globe.

Być może Washington Post i Bostone Globe przetrwają zarządzane przez nowych właścicieli. Przez lata jednak, mimo że utrzymywały swój edycyjny poziom, traciły wpływy i czytelników. Boston Globe w 1993 r. wart był ponad miliard dolarów – za tyle kupił go wówczas wydawca New York Times. Wiek XXI to jednak już zjazd po równi pochyłej: systematyczny spadek wpływów reklamowych, odchodzenie czytelników do Internetu, pogarszające się w konsekwencji wyniki finansowe. Niestety, mimo stosowania ciekawych strategii cyfrowych i całkiem skutecznemu pozyskiwaniu czytelników w Internecie, wydawcy nie znaleźli sposobu na „monetyzację”. Cyfrowa kasa popłynęła gdzie indziej, do głównie do Google’a. Tylko nielicznym tytułom o globalnym zasięgu, jak New York Times (po ostrej walce o przeżycie), Financial Times, The Guardian udało się znaleźć sposób na życie w nowej rzeczywistości.

Trudniej jednak tytułom takim, jak Boston Globe czy Washington Post związanych silnie z czytelnikiem lokalnym. Podobnie, jak trudno znaleźć sposób na przeżycie tytułom z małych rynków wydawniczych, by wspomnieć dramatyczną sytuację prasy w Polsce. Źródła wielu niepowodzeń można upatrywać w błędnych strategiach biznesowych, w zbyt długim przekonaniu, że format jakim jest gazeta lub tygodnik to szczyt komunikacyjnej doskonałości, który raz wymyślony trwać musi wiecznie. Za to zadufanie zapłacił najwyższą cenę amerykański „Newsweek”. Choć jeszcze istnieje w cyfrowej postaci, praktycznie świat pogodził się z jego zniknięciem.

W Polsce dzienniki ledwo zipią, jeśli zaś chodzi o tygodniki można mieć wrażenie jakiegoś zdumiewającego rozkwitu, zwłaszcza na prawej stronie czytelniczych gustów. Tyle, że to ożywienie raczej o charakterze przedagonalnym, bo choć pokazuje że są jeszcze w Polsce ludzie chętni czytać, to jednak nie zmienia zasadniczego problemu, czyli malejącego strumienia pieniędzy od reklamodawców. A czytelnicy czytają tak długo, jak wydawcy utrzymują dyskontowe ceny, gdyby mieli płacić pełną cenę wynikającą z kosztów, szybko straciliby zapał do lektury.

Mądrale z Google podpowiadają, że trzeba poszukiwać nowych modeli biznesowych. Poszukiwania trwają, tyle tylko że cały czas nikt jeszcze, nie tylko w Polsce nie wymyślił (poza nielicznymi wspomnianymi przypadkami) modelu zapewniającego wystarczającą ilość pieniędzy na utrzymanie form dziennikarstwa, jakie wyróżniały dobrą prasę: reportaż, dziennikarstwo śledcze, dziennikarstwo specjalistyczne. W efekcie działy nauki na całym świecie w coraz większym stopniu obsługują freelancerzy, których innym źródłem dochodów są usługi PR dla firm technologicznych i farmaceutycznych. Luki tej nie zastąpią blogujący naukowcy, bo oczywiście kompetentnie napiszą o stanie badań, niechętnie jednak podzielą się informacjami o przekrętach, jakie występują także w środowisku naukowym. A to tylko przykład jednego z fragmentów rzeczywistości, który przestaje być poddawany kontroli czegoś, co zwało się jeszcze do niedawna „czwartą władzą”.

Media, w tym także prasa nigdy nie były doskonałe. Zazwyczaj źródłem wszystkich nieszczęść byli dziennikarze. Jak będzie wyglądał świat, gdy nie będzie już na kogo zrzucać odpowiedzialności? Optymiści mówią, że nawet jeśli upadną dzisiejsze instytucje medialne, to pozostanie robota dla dobrych dziennikarzy, którzy jak Kevin Sites będą działać solo obsługując swoich odbiorców przez Internet. Być może. Po sprzedaży Boston Globe i Washington Times hashtag #koniecprasydrukowanej nabrał bardziej złowieszczego znaczenia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Na pocieszenie można powiedzieć, że przed wynalezieniem druku też świat jakoś się kręcił.
    Tak więc jeżeli drukowane będą już tylko tapety na ścianach to może aż takiej tragedii nie będzie.
    Zresztą człowiek (jak pokazuje historia) jest zdolny do niejednej niespodzianki i już niedługo casus Washington Post pójdzie w zapomnienie.
    A swoją drogą nasi przyjaciele zza oceanu znowu wytyczają szlaki całej „postępowej ludzkości”.

  2. No świat z pewnością będzie inny. Ale czy tu zachodzi jakaś tragedia? W dawnych, pionierskich czasach prasa atakowała burmistrza nie dlatego że był burmistrz zły, ale dlatego że wydawca albo chciał zostać nowym burmistrzem, albo miał kasę i stać go było na „niezależne dziennikarstwo” które było niezależne tak długo jak długo nie wchodziło na pole interesów wydawcy. Prasa „niezależna” to rzecz która nie istnieje. To mit. 4-ta władza i jej kontrolna rola jest elementem amerykańskiego mitu.
    Obecny problem nie polega na tym że nie da się zapewnić finansowania – nastały czasy kiedy finansowanie jest łatwiejsze niż kiedykolwiek! Przecież najlepszą „niezależność” gwarantuje nie „niezależny kapitał” a kapitał rozproszony, zdywersyfikowany – a wydaje się że w internecie taka dywersyfikacja jest łatwiejsza niż kiedykolwiek. Osobiście odczytuje sytuację zupełnie inaczej niż Pan – podstawowymi problemami wg.mnie są dwie rzeczy:
    1. brak wiarygodnego dziennikarstwa
    2. zmiana zachowań konsumentów.

    Prawda bowiem jest chyba taka, że ludzie czytają wiele jak nigdy dotąd, ale nie czytają gazet. Gazet które straciły wiarygodność bo całymi latami, głosząc swoją „niezależność” i „obiektywność” dopuszczały sie jawnej manipulacji na tak prostackim poziomie że ludzie stracili do nich jakiekolwiek zaufanie. W tym sensie przykłady jakei Pan podaje z Polski – ledwo zipiąc dzienniki – są symptomatyczne – bo rynek w Polsce jest niemal zmonopolizowany przez gazetę która zwyczajnie stałą sie tubą propagandową dowynajęcia. I bardzo dobrze że ma kłopoty.
    Jednocześnie ludzie zwracają się do mediów społecznościowych. Ileż tam ciekawych ludzi, niezwykłych osobowości! Subskrybujemy w G+ wieleset osób, a każda z nich ma coś ciekawego do powiedzenia! Na tą stronę trafiłem właśnie z G+ gdzie zamieszcza także Pan – linki do wpisów na tym blogu – co pośrednio podbija poczytność Polityki. Chcąc konkurować z takim medium, gdzie mamy pełną interakcję z autorem, należałoby budować „interaktywne media”. Facebook powstał ze skrzyżowania portalu randkowego z motorem spamowym – być może przyszłość prasy to „interaktywne media społecznościowe” w których zatrudnieni dziennikarze będą pełnili rolę ciągłych moderatorów? Dobrze będą funkcjonować te z nich które zatrudnią ludzi na poziomie, z osobowością i wiedzą – zdolnych do generowania treści najwyższej jakości – w czasie rzeczywistym. Być może wszystko to będzie się odbywać „na platformie fb, g+” itp?
    Nowe media jako „Radio pisane”?

  3. „Tylko nielicznym tytułom o globalnym zasięgu, jak New York Times (po ostrej walce o przeżycie), Financial Times, The Guardian udało się znaleźć sposób na życie w nowej rzeczywistości.”

    Nie wiem jak inne z wymienionych tytułów, ale Guardian od kilku lat przynosi spore straty. Ciekawe czy długo uda im się utrzymać obecny model z całą treścią dostępną za darmo w internecie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @PM: Akurat wpływy z produktów cyfrowych są najszybciej rosnącym źródłem przychodów Guardiana i zmniejszają stratę, o której Pan/Pani wspomina. Dlatego piszę o Guardianie jako tytule, który najprawdopodobniej znalazł sposób na przejście cyfrowego muru i zachowanie swej specyfiki: http://www.theguardian.com/media/2013/jul/16/guardian-cuts-annual-losses-digital-revenues

  6. Trudno powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. Czas pokaże. Z jednej strony zapotrzebowanie na rzetelną pracę dziennikarską spada. Lepiej (będąc w mainstream) być spolegliwym korporacyjnym wzmacniaczem.
    Jeśli więc Washington Post drogą prywatnej fanaberii odzyska sprawność, to być może utrzymane będą wartości, które w komercyjnym świecie toną w bzdetach

  7. Nie siedzę tak bardzo w temacie ale chyba tak samo stało się z Huffington Post

  8. „Z jednej strony zapotrzebowanie na rzetelną pracę dziennikarską spada.”

    Nie wiem czy spada. Patrzac z mojej perspektywy,czyli kregow, w ktorych sie obracam, raczej nie. Problemem jest zalew dziennikarstwem byle jakim. Z przyczyn raczej malo dla mnie zrozumialycch, stawia sie na towar/dziennikarstwo kiepskiej jakosci – podobniez wolny rynek mial odsiac zlych i slabych a zostawic nam artykul najwyzszej jakosci. Stalo sie jednak odwrotnie. Co do polskiego dziennikarstwa zas – jest autentycznie kiepskie. Jesli dziennikarze, uznani czy uznajcy sie za specjalistow w danej dziedzinie maja problemy z podstawowymi faktami, trudno mowic o jakiejkowlwiek jakosci.

    Pozdrawiam

  9. Nie mówi się #koniecprasydrukowanej tylko #upadekprasypapierowej

  10. uważam, że kłopoty dzisiejszej prasy biorą się z dwóch powodów:
    – jeden to „modele biznesowe” choć od dawna wiadomo, że za co się ekonomiści nie wezmą to spie…ą (niektórzy tak „utytułowani” jak Rogoff czy MFW to aż zapomnieli liczyć w Excelu ): gazeta ma być tym czym była – rzetelnym przedstawianiem rzeczywistości i oczywiście kłopot z zdefiniowaniem co to jest rzetelność bo dla mnie to jest przedstawianie faktów tak, że „biały” i „czarny” je przeczyta i WYCIĄGNIE WŁASNE wnioski, opinie.
    – niestety ale przyczyną są też sami dziennikarze, którzy przejęli się tym, że ktoś ich określa „czwarta władza” i jeżeli się konsekwentnie wyciąga wnioski z takiego określenia, tym samym należy dodać, że „czwarta władza” ulega korupcji, korupcji przez reklamodawców, etc. Wybiórcza jest przykładem, kiedy „czwarta władza” się „dała kupić”: dziennikarstwo to nie biznes, to misja. Akurat też POLITYKA jest ślicznym przykładem „rękami” swoich „dziennikarzy” jak Rotkiewicz czy Zaleski, których „dziennikarstwo” właśnie pokazuje klasykę „korumpowania”. Bendykowi się udaje NORMALNE dziennikarstwo, Żakowskiemu też się udaje, Władyce i Janickiemu też a tym dwóm się „nie udaje”.
    Czy Bezos to Hajdarowicz? Nie mam pojęcia. Wiem tylko jedno, że geszefciarzowi, któremu się powiodło w uprawie bananów, nie miał pojęcia o prowadzeniu gazety czyli Rzepy.

  11. Perspektywa zagraniczna jest ciekawa i pouczająca. A w poniższym tekście uzupełnienie o wątki krajowe z tezą, że rolę dzienników opiniotwórczych zaczynają coraz bardziej przejmować pisma internetowe. http://forumodnowa.pl/index.php/teksty/22-inne/60-czy-wyczerpala-sie-formula-prasowych-gigantow

  12. Z tego co się orientuję (nie jestem jakimś ekspertem, ale mój tata pracuje w gazecie, więc staram się śledzić temat) to „The Guardian” nie do końca radzi sobie z dzisiejszą rzeczywistością. Przynosi straty, stawiając tym samym pod wątpliwość swoją przyszłość…

  13. Czekam na jakiś fajny artykuł od Pana w Polityce na temat przyszłości mediów.

    Jakiś czas temu napisał Pan (chyba bo nie jestem pewna 😉 ) świetny artykuł na temat tabloidyzacji mediów. Czekam na więcej!

    Pozdrawiam

css.php