Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

23.06.2013
niedziela

Miasta w Internecie, dyskusja o cyfrowej szkole

23 czerwca 2013, niedziela,

Cyfrowa szkoła była jednym z wiodących tematów tegorocznej, 17. już edycji konferencji Miasta w Internecie. Oczywiste wrażenie deja vu – po raz kolejny te same w wielu przypadkach osoby zastanawiały nad tymi samymi kwestiami, jak podczas nieskończonej liczby dyskusji sięgających wstecz lat jeszcze 80. Ile komputera w szkole i ile państwa w informatyzacji szkół? Po co i jak informatyzować? Na czym powinna polegać cyfrowa alfabetyzacja, jakie kompetencje budować? Życie jednak nie czeka na odpowiedź i informatyzacja szkół postępuje, mniej lub bardziej sensownie.

Niestety, mam wrażenie, że ciągle mniej sensownie, niż można by oczekiwać. Ciągle tkwimy w oparach cyfrowej gnozy i bajaniu o szkole bez kredy, nie dostrzegając że istotą cyfrowej zmiany nie jest możliwość zastąpienia podręczników papierowych multimedialnymi, zeszytów tabletami, a klasówek elektronicznymi quizami. Jak gdzie indziej upatruję szansy w cyfrowej rewolucji. Szkoła jest tylko jednym z miejsc edukacji młodych ludzi. Rodzina, kultura popularna, grupy rówieśnicze, różne formy edukacji nieformalnej uzupełniają misję realizowaną przez szkołę. Znaczenie edukacji pozaszkolnej w kształtowaniu kompetencji i umiejętności nieustannie rośnie. Niestety, te różne sfery socjalizacji i indywiduacji młodych ludzi nie tylko słabo się komunikują, lecz często są z sobą w opozycji.

Nowe technologie mogłyby być interfejsem łączącym te sfery, jednak bez kolonizacji jednej przez drugą. Nie chodzi o to, żeby szkoła zaczęła działać z logiką Facebooka, tak jak nie chodzi o to, żeby z logiką szkoły wkraczać w miejsca, gdzie młodzież samodzielnie organizuje swoje życie. Szkoła, zamiast uczestniczyć w pogoni w technologicznym wyścigu powinna skorzystać z jego efektów i stać się strażnikiem trwałych i niezmiennych kompetencji, redukując programowy bagaż do minimum umożliwiającego samodzielne i krytyczne uzupełnianie wiedzy w sferze pozaszkolnej. To minimum to zapewne kompetencje językowe – kształcenie pasji lektury i pisania, przy czym definicja alfabetyzacji powinna być rozszerzona o podstawy programowania.

Rzecz nie tyle w nauce konkretnego języka, co w uświadomieniu poprzez tę naukę znaczenia oprogramowania i sposobu jego oddziaływania na rzeczywistość. Dlatego też nauka programowania powinna być jak najbardziej urealniona i polegać np. na programowaniu robotów (pisałem o tym więcej przy okazji prezentacji idei First Lego League). Dalej matematyka, historia, przedmioty przyrodnicze uczone jednak nie przez akumulację faktów, lecz rozumienie procesów i umiejętność znajdowania faktów w repozytoriach. Znaczną część curriculum realizowanego dziś w klasie można spokojnie relegować do internetu, wykorzystując platformy takie, jak Khan Academy. Nauczyciel korzystający z podobnych platform mógłby więcej czasu poświęcić na eksperymenty czy zindywidualizowaną pracę z uczniami wymagającymi wsparcia.

Tak zorganizowana szkoła przestaje być miejscem tresury, tylko staje się środowiskiem wspólnego odkrywania wiedzy i kształtowania kompetencji, które nie oddziela się barierą od pozaszkolnego doświadczenie młodzieży. Przeciwnie, otwiera się na energię i naturalną dla młodych ludzi ciekawość świata. Tak pomyślana szkoła staje się otwartą, egalitarną przestrzenią rozwoju, w której maleje znaczenie tego co dzieje się w klasach, a rośnie znaczenie aktywności poza klasą – zarówno w samej szkole (koła zainteresowań, teatr, chór, sport), jak i poza szkołą, zarówno w tradycyjnych instytucjach (domy kultury), jak i nowych formach organizacji przestrzeni – medialabach, hackerspace’ach, etc. Ważne przy tym, żeby kreować jak najwięcej miejsc rzeczywistej autonomii, samoorganizacji i samorządności młodych. Obok każdego „orlika” z cieciem powinien stanąć otwarty trawiasty plac, gdzie w każdej chwili można przyjść pokopać w gałę; obok każdej pracowni komputerowej, jeśli są jeszcze potrzebne powinien powstać otwarty medialab, gdzie dzieciaki mogą eksperymentować z różnymi formami twórczej ekspresji.

Niewiele trzeba, żeby tak zrekonstruować przestrzeń edukacyjną, wszystkie jej elementy są gotowe, tyle tylko że w tej chwili nie komunikują się z sobą. Od tego jednak są technologie komunikacyjne, by zapewnić łączność i koordynację między sferami dotychczas  odseparowanymi. Jednocześnie jednak ta łączność może odbywać się na zasadzie równości i poszanowania specyfiki sfer. Nie trzeba z nauczyciela robić aktywisty organizacji pozarządowej, nie trzeba artysty zmuszać do bycia nauczycielem – wszyscy oni jednak mogą współdziałać tworząc złożone, dynamiczne środowisko rozwoju otwarte dla wszystkich, nie tylko dla uczniów w wieku szkolnym.

A jest dla kogo to robić – tydzień temu, na Piknik Naukowy na Stadionie Narodowym przybyło ponad 140 tys. uczestników. I tak wyrosła największa plenerowa impreza naukowa w Europie.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Zgadzam się z Autorem w 100%.

  2. Gospodarz: „przy czym definicja alfabetyzacji powinna być rozszerzona o podstawy programowania”

    Ja bym poszedl dalej.

    Biorac pod uwage waznosc telefonii dla rozwoju spolecznego, uczniowie powinni zapoznac sie z problematyka projektowania elektrycznego rownowaznika toru i spsobow likwidacji echa. Rozniez, biorac pod uwage znaczenie telefoni ikomorkowej, uczniowie posinni wiedziec jaka jest roznica miedzy kodowaniem CDMA i GMS. No i oczywiscie – swzczegolowe dzialanie algorytmu kompresji/dekompresji MP3

    Programowanie jest zajeciiem dosyc trudnym, i nei widze powodu dla ktorego pzrecietny zjadacz chleba mialby umiec programowac roboty. Natomiast chcialbym aby pzrecietny zjadacz chleba umial zrobic tabelke w edytorze tekstu i uzyc arkusza kalkulacyjnego do cegos bardziej skomplikowanego nie wklepanie danych.

    Zreszta, i to klepanie danych wydaje sie nie do przeskoczenia. Moj kuzynek, magister „znawstwa” z najlepszego polskiego uniwersytetu, od roku szukajacy pracy, dostal mala chalture. Wklepanie danych do EXCELA. W kolejnosci kolumn A, B, C, D. Pomylil sie i przestawil kolumny: A, C, B, D. Po trzech dniach zauwazyl. Zaklal, skasowall wszystko i zaczal od nowa. Nie wiedzial biedak, ze mozna przestawic kolumny.

    A tak na marginesie, jak juz zapoznajemy studentow ze szczegolami technologii, to dlaczego komputery maja byc uprzywilejowane? A gdzie wykres zelazo-wegiel?…

    Nie jestem pzreciwnikiem nauczanai komputerologii.le w zakresie i sposob daajcy wymierna korzysc pzrecietnemu czlowiekowi. Pzrez dostarczenie narzedi z ktorych bedzie korzystal. Pzrecietny czlowiek na pewno nie bedzie programowal w zadnym jezyku programwoania. O ile nie stanei sie zawodowcem lug hobbysta

    A tak zupelnie na marginesie, prasa doniosla ostatnio ze mauczanie informatyki odbywa sie metoda „suchego pedalazu” – na kartce, bez komputera. A uczniowie musza z pamieci odpowiedziec jakie klawisze tzreba naciskac aby zmienic cow w edytowanym tekscie. Obawiam sie ze programowanie w polskiej szkole tez bedzie tak wygladalo…

  3. Andrzej Lewandowski 24 czerwca o godz. 4:32
    Nie sądzi pan, że może nie mieć pojęcia o tym, co dzieje się w polskiej szkole?

    Żółwik na ekranie był świetną zabawką moich dzieci dwadzieścia pięć lat temu w Polsce. Kiedy były przedszkolu i w pierwszych latach w szkole. Ale panu trzeba napisać że to było Logo z MIT. Wtedy pan przyklęknie. Nie LEgo tylko LOgo.

    Z rozpadającego się wtedy ZSRR przywiozłem programowany transporter ni to kosmiczny ni to pancerny. Programować można było długość jednostkowego kroku i ilość stopni jednostkowego skrętu, ilość kroków, kąt skrętu, prędkość i kierunek jazdy, sygnały świetlne i dźwiękowe. Cała wycieczka studentów informatyki przez całą noc próbowała tak zaprogramować pojazd, aby przejechał przez pokój do krzesła pod przeciwległą ścianą, po kolei objechał każdą z nóg krzesła i wrócił do miejsca startu. Jadąc po linoleum, dywanie i parkiecie. Strzelaniem, buczeniem i miganiem obwieszczając po drodze cząstkowe sukcesy.
    Czternastoletni wtedy syn miał z tym robotem taką samą frajdę jak studenci. Niestety ojciec mu zabrał i rozłożył na części gdyż koniecznie chciał się dowiedzieć, jak robot był zbudowany.

    Już z USA posłałem moim dzieciom pierwsze (i drugie) Mindstorms.
    Łeee tam, jakieś klocki Lego, kto by się tym bawił…
    Znowu – bawili się „tym” i w „genialnym” MIT.

    Dziesięciolatek (czwarty syn) pierwsze co zrobił to wyłączył światło w pokoju i tak przeprogramował czujnik w zbudowanym przez siebie robocie, aby robot łaził za nim po pokoju podążając za plamą światła na podłodze z niesionej w ręku latarki. Chociaż w instrukcji było aby na białym papierze narysować ciemnym mazakiem linię, po której robot będzie się poruszał. Dziesięciolatek uważał, że linia na papierze to nudne, bo robot zawsze będzie po tej samej linii jechał i niczym się nie będzie różnił od staroświeckiej kolejki taty. A za plamą światła pójdzie wszedzie po mieszkaniu za nim jak pies, tyle, że bez smyczy.

    Itd., itp.
    Informatyki jest w szkole jak na lekarstwo. Wyrzucić religię do salek katechetycznych i jej czas przeznaczyć na przedmioty przyrodnicze, w tym na informatykę. W 2012 roku 0.6% polskich maturzystów zdawało informatykę na poziomie podstawowym a 0.5% na poziomie rozrzerzonym. Odpowiednio 2165 i 1634 osoby. Czy rzeczywiście tylko tylu Polsce potrzeba ludzi z jakim takim pojeciem o informatyce? A ilu z nich wyjedzie za granicę?
    Mniej religii w szkole a więcej informatyki powinno być hasłem.

  4. @zza kaluzy: Wie Pan, proponuje nie pouczac mnie o Papercie i LOGO. Ja ze swej strony chcialem dodac Allana Kay, entuzjaste „children computing”, tworce jezyka Smalltalk pomyslanego jako „jezyk dla dzieci”. Tymczasem zamiast dla dzieci, Smalltalk stal sie dominujacym jezykiem pzremyslowym pod koniec lat 90 i do mniej wiecej 2005 roku. Juz ja bym chcial widziec dziecko programujace w Smalltalku…

    Niestety, zarowno Papert jak i Kay pozostaja gleboko w zapomnieniu, a wszelkie eksperymenty dotyczace „children programming” i programowania w szkole sluza wylacznei do pisania dysertacji naukowych. Glownie na MIT. Jakos nie przypominam sobie aby amerykanskie szkoly masowo uczyly uczniow programowania – od tych najgorszych po te najlepsze. Lub masowo budowaly robociki MindStorm. Owszem, sa „kolka robotyzcne”. Sam sie opiekowalem takim pzrez pewien czas. Ale daleko temu do masowosci.

    Owszem, mozna nauczac programowania – tylko, tak jak z wizytami w pracy, trzeba miec dobrze zdefiniwoany cel dydaktyczny. Czego uczniowie mieliby sie dowiedziec programujac? Jak komputer jest zbudowany? No dobrze, ale dlaczago nie o tym jak telefon jest zbudowaby? Albo samochod? Ktos musi na te pytanai odpowiedziec: jak, po co i dlaczego? A nei dlatego ze „wicie, rozumicie, komputery to przyszlosc ludzkosci’

    LOGO wcale nie jest prostym jezykiem. Smalltalk jest skomplikwoany jak diabli. Ja osobiscie robilem rozne proby nauczania programowania elementarnego – od Lispu, pzrez Scheme, Python po Jave (zeby bylo smieszniej – uczylem Hindusow). Konkluzja – to jest dobre dla hobbystow. Pzrecietnemu czlowiekowi to na nic nie potrzebne. A i hobbysci maja czasem zainteresowanai dosyc plaskie.

    Natomiast zgadzam sie wzgledem opinii o wyniesieniu religii tam gdzie nalezy i zwiekszeniu ilosci pzredmiotow przyrodniczo/sciclych. Ale znow – z jasno okreslonym celem dydaktycznym. Obawiam sie jednak ze zadnej dyskusji o celach dydaktycznych nie bedzie. Bedzie za to „komputeryzacja na urra” . A czego naprawde potzreba? Nauczenia ludzi poslugiwania sie komputerem na codzien. Edytorem tekstowym i arkuszem kalkulacyjnym – to absolutne minimum

    Zas jak idzie o polska szkole – mam w rodzinie trzech nauczycieli na roznych poziomach. I bywam w Polsce 3 czy 4 razy w roku. Mam tez sporo znajomych na Politechnice. Moze nie perfekcyjnie, ale jednak wiem co w polskim nauczaniu sie dzieje. I nei sadze aby polskie szkolnictwo podstawowe i srednie bylo gotowe na jakakolwiek informatyzacje

    P.S. Najprostszy program w Javie piszacy cos na ekranie wyglada tak

    public class HelloWorld {

    public static void main(String[] args) {
    System.out.println(„Hello, World”);
    }

    }

    Zanim go zrosumieje, tzreba im wytlumaczyc co to jest „public”, co to jest „class”, co tpo jest „public static void main” i pare innych rzeczy. Pytanie: ile czasu to zajmie, no i po co? Niestety, programwoanei w DOWOLNYM jezyku ma dosyc wysoki, jak to sie mowi, „prog wejscia”. 20 lat temu to bylo zdecydowanie prosciej. Ale teraz mamy technologie jaka mamy TERAZ

  5. @Gospodarz: „Rzecz nie tyle w nauce konkretnego języka, co w uświadomieniu poprzez tę naukę znaczenia oprogramowania i sposobu jego oddziaływania na rzeczywistość. Dlatego też nauka programowania powinna być jak najbardziej urealniona i polegać np. na programowaniu robotów ”

    Niestety, do programowanai czegokolwiek potzrebny jest jezyk programowania. Robotow rowniez. Patrz artykul WIRED o jezykach programowania do zabawy z robotami MindStorm:

    The Best Programming Language for Lego Mindstorms, Hands Down

    http://www.wired.com/geekdad/2007/11/the-best-progra/

css.php