Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

22.06.2013
sobota

Solidarność wg Baumana

22 czerwca 2013, sobota,

Współczesny świat nie jest gościnny dla solidarności, to najkrótsza konkluzja ze spotkania z Zygmuntem Baumanem. Nie chodziło o „Solidarność” historyczną, choć ta oczywiście też pojawiła się w opowieści. Socjolog mówił o rozwoju idei solidarności jako zasady organizacji życia społecznego, pokazując że była ona produktem pewnej epoki – produkowały ją niejako przy okazji fabryki i zakłady pracy skupiające wielkie rzesze ludzi. Oprócz towarów, wartości dodatkowej powstawała w nich także więź społeczna. Solidarność była efektem praktyki codziennego bycia razem. Jej skutkiem politycznym i społecznym stała się pewna wizja społeczeństwa opartego na zasadach redystrybucji, zinstytucjonalizowanej troski o najsłabszych, niezdolnych do pracy.

Ta wizja rozsypuje się coraz bardziej. Wyrażająca ją idea państwa społecznego (Bauman woli to określenie, niż pojęcie państwa dobrobytu) jest w stanie rozkładu ze względu na wiele przyczyn. Zasadnicza, to oddzielenie mocy od polityki i „kryzys agencji”, czyli możliwości suwerennego zbiorowego działania. Moc, czyli zdolność realizacji celów jest gdzie indziej (głównie w sferze gospodarki), niż polityka – czyli przestrzeń określania tego, co zrobione być powinno. Zmieniła się struktura społeczna i kontekst geopolityczny – nie istnieje już straszak komunizmu jako alternatywy temperującej zachłanność kapitalistów.

Co w takim razie z nowymi ruchami społecznymi, jak Occupy Wall Street? Co łączyło protestujących na Placu Tahrir, czy teraz na Placu Taksim, przecież wprost odwoływali się do idei solidarności. Problem  w tym, że te ruchy istnieją tak długo, jak długo nie próbują się instytucjonalizować. Amorficzność przesłania zróżnicowanie, które ujawnia się przy każdej próbie przejścia do realnego działania. A gdy pojawia się różnica, ginie solidarność, zaczyna walka polityczna. Solidarność z Placu Tahrir ginie tak samo, jak przepadła polska solidarność po 1989 r.

Zygmunt Bauman jak zwykle mówił precyzyjnie, jego pesymizm (lub może realizm) był do bólu logiczny, choć w wypowiedzi zabrakło odwołań do Richarda Sennetta i Manuela Castellsa. W ich analizach można dopatrzyć się nieco optymizmu. Pytanie o możliwość solidarności, czy szerzej – o możliwość suwerennego działania zbiorowego, które nie jest napędzane prostym grupowym interesem, które nie wynika z egoistycznej troski o siebie, lecz jest napędzane troską o innego wydaje się kluczowym zagadnieniem w czasach rosnących nierówności i rozpadu nowoczesnych instytucji nowoczesnego społeczeństwa. Kwestią tą zajmuję się w Europejskim Centrum Solidarności, a próbą odpowiedzi będzie ekspozycja pod roboczą nazwą „Solidarność. Przygody idei”. Już niebawem więcej szczegółów i zaproszenie do wspólnych poszukiwań.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Solidarność żyje i ma się coraz lepiej – daleko od państwa i jego wyznawców. I jak najdalej od Europejskich centrów tego i owego. Właśnie wróciłem z Grecji, gdzie poznawałem ludzi, którzy praktykują solidarność ‚no logo’ i na codzień. Od niech się będziemy uczyć i to oni pokazują drogę.
    Empatia, polityczne „no logo”, ciągłe przypominanie sobie, że celem jest dobro wspólne – wreszcie, zastąpienie ‚wartości pieniądza w czasie’ właśnie solidarnością w czasie i przestrzeni. To są bardzo proste rzeczy, niewymagające profesorskich głów.
    Jak mówi poeta „dla was to są igraszki, nam chodzi o życie.”

    PS: Ile pól captcha potrzeba, żeby wysłać jeden komentarz?

  2. O ile zasadniczo zgadzam się z diagnoza profesora Baumana ( że świat współczesny nie jest dobrym i zdrowym miejscem, co objawia się także w braku miejsca dla solidarności) o tyle reszta poglądów które Pan opisuje wydaje mi się uproszczona i przedstawiona ahistorycznie.

    Wydaje mi się że po pierwsze teza ta być może pasuje do konsumerycznych społeczeństw zachodu. Przecież w Azji kwitnie przemysł, nie święci robią garnki, lecz Chińczycy, i powstaje pytanie co z tezą że to obecność fabryk generuje tego typu potrzeby. Wydaje się to być nieprawdą, albo co najmniej prawda mniejszą – zlokalizowaną do kultury zachodu.

    Po drugie z faktu że pokojowe manifestacje jak OWS, stłumione brutalną siłą przez reżimowe władze, nie znalazły swojej politycznej reprezentacji, wskazuje tylko na chorobę ustroju a nie na jakikolwiek mechanizm deterministyczny związany z takim ruchem. Wiemy dosyć dobrze z historii że kiedy ustrój polityczny nie jest w stanie reprezentować potrzeb całkiem sporych grup społecznych prędzej czy później pojawia się poważny kryzys polityczny. Jest on tym bardziej krwawy im bardziej beznadziejny i pomijany jest głos mas. Pytanie jest nie takie czy, ale kiedy – za 100 czy za 10 lat – będziemy mieli z powodu pomijania nierówności społecznych w USA krwawe zamieszki.

  3. A według pana blogera, to z kim mógłbym się solidaryzować: z tymi, co z kbw, czy z tymi, co przeciw kbw?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. jest oczywiście przykre, że solidarność w ujęciu prof. Baumana ma dzisiaj takie a nie inne konotacje. Tym bardziej, że stoi za tym zarówno wiedza jak i doświadczenie prof. Baumana. Ja jednak też mam trochę nadziei a to głównie po lekturze Tony’ego Judt’a czy też po tych nielicznych zjawiskach społecznych (Oburzonych, Occupy, ACTA,). Tej nadziei jest „trochę” bo obserwuję w RP kompletną niechęć do kooperatywności, kompletny brak umiejętności osiągania kompromisu co jest uwarunkowane „genetycznie” a także co zostało wzmocnione nachalną propagandą „indywidualizmu”, „wolności” tudzież praktykami życia publicznego. Pożyjemy, zobaczymy??
    Prawdę powiedziawszy, nie za bardzo wierzę w sukces Pańskiego „projektu” w ECS. A dlaczego? A dlatego właśnie bo w ECS: „solidarność” się wystarczająco skompromitowała po 1989 (z niewielką pomocą p. L. Wałęsy i postsolidarnościowych elit).
    Ale oczywiście próbować trzeba. Trzymam palce.

  6. Bauman pozrywał komuś paznokcie po wykładzie o państwie społecznym?

    To oszalałe cmokierstwo wokół ubola jest policzkiem w twarz uczciwych ludzi.

  7. czy ktoś ma link do całego wystąpienia prof. Baumana ?
    Ludzi jego formatu jest coraz mniej i są odpychani na bok,
    tak jak było z panem Edelmanem

  8. Teorie prezentowane przez Baumana to utopie jak opium dla ludu teraz pracobiorców. Religie też obiecują krainę szczęśliwości po śmierci aby nadać sens życiu zwaną rajem. Rewolucyjne ruchy kończą się kiedy następuje podział łupów a większość ponownie sprowadzona do roli roboli jak przed rewolucją.Dlaczego własność nie jest kadencyjna aby każdy rewolucjonista miał władzę właścicielską a nie tylko erzac zwany kartką wyborczą.Przykład Wałęsy pokazuje ,że był marionetką na czas urządzania raju w Polsce po uważaniu elit.które dostąpiły do okrągłego stołu i trwają do dziś. Tak sobie myślę dlaczego związkowcy nie zakładają własnych firm z płacą 5.000 zł aby młodzi nie emigrowali do obcych tylko nadal wolą grzbiet burżuja skubiąc go strajkami z akcentami o prawach pracownika.

  9. Socjologowie opisują przemiany , a praktycznie niewiele się zmienia.

    Ostatnie 23 lata, które przeżyliśmy po polskiej „rewolucji” 1989 roku, potwierdzają moje wątpliwości w dobrą wolę ludzi uprawiających politykę. Zapału do przeprowadzania reform zgodnych z Gdańskimi Postulatami starczyło zaledwie na kilka miesięcy. Szybko zapomniano o tym, co miało być celem tych „rewolucyjnych” przemian i do gry przystąpiły ponadnarodowe korporacje, profesjonalnie zajmujące się „regulowaniem” demokracji. Nigdy nie przystąpiono nawet do próby realizowania utopii Postulatów Gdańskich. Bezwzględna presja globalnych organizacji finansowych wymusiła taką transformację, jakiej efekty widzimy dzisiaj.
    Jak to wygląda dzisiaj to wiemy, ale czy nic nie możemy zmienić ?
    Popatrzmy na polskich polityków. Kogo oni przypominają?
    Używając skojarzeń sportowych, politycy polscy przypominają pływaków ślizgający się na surfingowej desce.
    Surfing – to jest ślizg na przystosowanej do tego specjalnej desce, unoszonej przez czoło fali morskiej. Największy efekt widowiskowy osiąga się na przybrzeżnych falach oceanicznych.
    „Oceanem” dla polskich polityków jest globalna organizacja zwana Unią Europejską. Fale umożliwiającę ślizg, to dla polityków surfingowych stanowią fundusze rozdzielane przez tą globalną organizację. Polityk surfingowy tylko ślizga się na fali, publicznie deklarując „ciężką” pracę dla dobra ojczyzny.
    Do uprawiania politycznego surfingu wybrano kilkuset chętnych, którym „ocean” globalny mógł zaufać. Dla wszystkich chętnych nie starczyło miejsca na tych oceanicznych plażach.
    Tak to wygląda felietonowy skrót historii demokracji i próba opisania surfingowej polityki, uprawianej przez kraje małe i średnie.
    Oczekiwanie na nową falę, przez nowych surfingowców, będzie kolejnym nieszczęściem w okresie kryzysu ekonomicznego. Czas na zmianę dyscypliny sportowej uprawianej przez polskich polityków.
    Można przerzucić się ze ślizgania na bieganie lub podnoszenie ciężarów.
    Kojarzenie polityka z biegaczem na długich dystansach będzie polityków nobilitowało.

  10. Hasla odbudowy wspolnoty, obrony tozsamosci, solidaryzm spoleczny.
    Toz to paradoksalnie caly Kaczynski i PiS.
    Najbardziej lewicowa partia na polskiej scenie politycznej.

  11. @Falicz: hasła wspólnotowe są wspólne dla lewicy i konserwatystów, znaczą cokolwiek innego. PiS akurat zrobił najwięcej, żeby mechanizmy solidarności społecznej rozwalić: obniżenie podatku dochodowego, podatku spadkowego i podsycanie nieufności jako zasady życia społecznego. Hasłem KAczyńskiego było solidarne państwo, solidarnego społeczeństwa boi się jako ognia

css.php