Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

23.12.2018
niedziela

Tureckie kazanie, czyli korepetycje z historii

23 grudnia 2018, niedziela,

Wiktoria wiedeńska to ważny element polskiej mitologii historycznej budującej wizję Rzeczypospolitej jako przedmurza chrześcijaństwa. O ile wygrana bitwa pod Wiedniem jest historycznym faktem, cała reszta mitologii ma już znacznie mniej wspólnego z rzeczywistością.

Przypomnieli o tym niedawno Turcy w nocie dyplomatycznej w sprawie broszury „Poland, Place of Freedom”.

Nie o dyplomatycznym incydencie chcę jednak pisać, choć sam w sobie jest ciekawy – Polacy, Turcy i Węgrzy, bliscy sąsiedzi, na punkcie historii bardzo są uwrażliwieni. Na dodatek badania porównawcze pokazują, że społeczeństwa Polski i Turcji pałają największym deklarowanym zamiłowaniem do wojny w obronie za ojczyznę wśród społeczeństwa badanych w Global Value Survey (edycja 2012-14). Więc lepiej uważać i jednocześnie cieszyć się, że Turcy w odpowiedzi na afront przypomnieli, że relacje RP z Turcją przez większą część kilkusetletniej historii miały pokojowy i przyjacielski charakter.

Wielki step

Pamięć historyczna kształtowana przez Sienkiewicza, i to jeszcze przetrawionego przez Jerzego Hoffmana, żywi się raczej obrazem pana Wołodyjowskiego i Ketlinga wysadzających się w Kamieńcu, by nie musieć poddawać się tureckiemu najeźdźcy. Tymczasem prawdziwa historia jest o wiele bardziej złożona, a przez to ciekawsza – o czym przypomniał niedawno Adam Balcer w książce „Turcja, Wielki Step i Europa Środkowa”, wydanej elegancko przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie.

Adam Balcer, znawca tematyki Europy Środkowej, Wschodniej, Bałkanów i Turcji właśnie (elementem tego znawstwa jest znajomość języków regionu, z tureckim włącznie, co daje możliwość bezpośredniego wglądu w lokalne historie i narracje), po złożoności tematyki porusza się jak ryba w wodzie. Wielokulturowy, poparty wielojęzycznością słuch pozwala Balcerowi wychwycić podstawowe napięcie między rzeczywistości historyczną a instrumentalnymi interpretacjami historii podporządkowanymi aktualnym celom politycznym.

Pogranicze, nie przedmurze

Wyrazem tego napięcia jest koncepcja przedmurza chrześcijaństwa, wprzęgnięta w dzieło tworzenia ideologii narodowych w Polsce, na Węgrzech, w Chorwacji. Historycznie właściwsze jest jednak patrzenie na Europę Środkową jako pogranicze, otwartą przestrzeń mieszających się kultur, wpływów geopolitycznych i przemieszczających ludów. Wystarczy popatrzeć na historyczne stroje szlachty polskiej czy węgierskiej, jak ubierali się Kozacy. Tradycyjna staropolska kuchnia „kresowa” swą egzotycznością zaskoczyłaby nawet bywalców orientalnych restauracji.

Książka Balcera jest ożywczą interwencją w dyskusji o tożsamości, która rozpala zwłaszcza ugrupowania prawicowe w Europie Środkowej. Co jednak ciekawe, rozpala w różny sposób w zależności od kraju. Żeby zrozumieć, dlaczego chorwackim nacjonalistą może być muzułmanin, który na dodatek może pełnić dumną funkcję ministra kultury, trzeba sięgnąć po Balcera.

Tygiel

Książka jest bardzo gęsta, naszpikowana informacjami, o jakich nigdy na lekcjach historii nie mieliśmy okazji usłyszeć. Zachęcam autora do kontynuacji wysiłku – książkę warto byłoby opracować w wersji poszerzonej, wzbogaconej o pogłębione historie ludzi, by lepiej zrozumieć, jak myśleli Polacy, Ukraińcy, Turcy, Karaimowie, Żydzi, Tatarzy, Ormianie i dziesiątki innych nacji i etnosów zamieszkujących takie wielokulturowe tygle jak Lwów.

Lwów, przypomina Balcer, porównywany był do Wenecji, z tym że:

Odpowiednikiem morza za lwowską bramą miał być Wielki Step. Fundamentalne różnice między Lwowem a Wenecją polegały na tym, że w tym pierwszy  muzułmanie mogli się poruszać bez żadnych ograniczeń, a wpływ kultury islamskiej na sztukę, stroje, kuchnię, broń i język był znacznie większy. To oddziaływanie było tak silne, że Lwów nie był jedynie biernym odbiorcą materialnej kultury muzułmańskiej, ale stał się także jej współtwórcą. Historycy sztuki nazwali to zjawisko manufakturą lwowską.

Do lektury zatem, z filiżanką kawy w ręce, napojem, który w tej części świata zawdzięczamy pograniczu z Imperium Osmańskim.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php