Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

24.12.2016
sobota

Religia, kultura, postęp

24 grudnia 2016, sobota,
15697719_10154833974131740_966917095397704908_n

fot. z Facebooka Agaty Czarnackiej

„Wiek XXI będzie religijny lub go nie będzie” – miał powiedzieć André Malraux. W pismach Malraux trudno znaleźć takie stwierdzenie, stało się jednak jednym z najsilniejszych „memów” organizujących myślenie o epoce, jaką rozpoczął zamach na World Trade Center 11 września 2001 r.

Francuski myśliciel na pewno jednak wielokrotnie powtarzał, że głównym problemem XXI stulecia będzie religia i problem „reintegracji bogów”.

Religia to „opium mas” i produkt niedojrzałego rozumu. Nie zniknęła, jak zapowiadali najbardziej radykalni filozofowie oświecenia, z przestrzeni publicznej i ludzkiego doświadczenia. Terry Eagleton, brytyjski marksista, w książce „Culture and the Death of God” pokazuje, że w istocie jednak problemem Wieku Światła nie była sama wiara i religia, ale pozycja Kościoła i religijnych hierarchii w organizacji życia społeczno-politycznego. Pomysł na eliminację religii jako faktu społecznego, o czym do dziś marzą radykalni ateiści z Richardem Dawkinsem na czele, od początku był w swym racjonalistycznym zapale irracjonalny.

Eagleton, którego nie można podejrzewać o szczególne religijne powołanie, jednak należy do tych marksistów, których wspomina papież Franciszek, gdy mówi o komunistach bliskich ducha ewangelii. We wspomnianej książce pokazuje, jak próby wyeliminowania sacrum i zastąpienia doświadczenia religijnego np. kulturą powodowały odradzanie sacrum w najbardziej zwyrodniałych postaciach religii narodu – nacjonalizmu oraz totalitaryzmów. Nie udało się więc obalić ani Boga, ani religii. Czy to oznacza, że uznać należy koniec oświecenia, a wraz z nim takich, wydawałoby się uniwersalnych, zdobyczy jak liberalna demokracja, oparta na uznaniu uniwersalności praw człowieka?

Kryzys, być może nawet zmierzch, liberalnej demokracji wielu jej przeciwników wita ze zdumiewającą schadenfreude. Oto kończy się z hukiem projekt lewicowo-liberalnej międzynarodówki, nasila się kulturowa kontrrewolucja przywracająca należne miejsce w sferze publicznej tradycyjnym wartościom i religii. Najbardziej zagorzali snują wizję Nowego Średniowiecza, w którym źródłem legitymizacji ładu społeczno-politycznego będzie sacrum, a nie autonomiczny proces polityczny organizujący wspólnotę wolnych ludzi.

Vincent Delecroix, autor wydanej właśnie książki „Apocalypse Du Politique” ostrzega przed tym triumfalizmem, bo jest wbrew nie tylko duchowi oświecenia, ale także istocie religii monoteistycznych.

Francuski filozof przypomina, że skutkiem upowszechnienia się monoteizmów była możliwość desakralizacji polityki. Ta, autonomizując się, umożliwiła tworzenie różnorodnej wspólnoty politycznej uzasadniającej samą siebie w procesie nieustannego sporu, polemiki, dyskusji, a nie w transcendencji. Religia uwolniona od obowiązku angażowania się w bieżący proces polityczny nie stała się jednak jedynie ornamentem, lecz zewnętrznym, transcendentalnym punktem odniesienia, przypominającym, jak bardzo świat ludzi i rzeczy odbiega od idealnego ładu Bożego, opartego, jak w ewangelii, na równości i sprawiedliwości.

Terry Eagleton podobnie patrzy na rolę religii we współczesnym świecie, znajdując w jej przesłaniu rewolucyjne wezwanie:

What it adds to common-or-garden morality is not some supernatural support, but the grossly inconvenient news that our forms of life must undergo radical dissolution if they are to be reborn as just and compassionate communities. The sign of that dissolution is a solidarity with the poor and powerless. It is here that a new configuration of faith, culture and politics might be born.

Jeśli rację miał Malraux, to pomysł reintegracji bogów w wersji proponowanej przez Eagletona i Delecroix (nazwijmy go Nowym Oświeceniem) jest o wiele ciekawszy od propozycji Nowego Średniowiecza forsowanej przez współczesnych grabarzy oświecenia. Nie oznacza on bowiem konieczności uwierzenia w owych bogów pod groźbą eliminacji ze wspólnoty, tylko uznanie, że należą do imaginarium społecznego, dostępnego dla wszystkich poprzez kulturę, a dla wielu ważnego w wymiarze doświadczenia religijnego.

To tak, żeby było o czym myśleć podczas świąt. Drodzy Czytelnicy, życzę Wam wszystkiego dobrego!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php