Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka Antymatrix - blog Edwina Bendyka

15.02.2014
sobota

Byliśmy głupi czy zdrada klerków? Dyskusja po wywiadzie z Marcinem Królem

15 lutego 2014, sobota,

Opublikowany w ub. tygodniu w „Wyborczej” wywiad z prof. Marcinem Królem „Byliśmy głupi” wywołał, czego można się było spodziewać, gorącą dyskusję. Marcin Król zbiera cięgi z lewa, z prawa i ze środka. Filip Memches w „Rzeczpospolitej zarzuca Królowi „konserwatywny nihilizm”:

Marcin Król prezentuje postawę, którą można by określić mianem konserwatywnego nihilizmu. W XX wieku przyjmowali ją rozmaici intelektualiści rozczarowani liberalną demokracją i bojący się widma rządów motłochu, rozwścieczonego dystynkcją elit i przedmiotowym traktowaniem przez nie plebsu. Pogarda dla pospólstwa towarzyszyła też przed rewolucją 1789 roku francuskiej arystokracji, która chciała zachować swoje przywileje. Jak wiemy, marnie na tym wyszła.

Konserwatywny nihilizm obciążony jest bowiem pychą. Wynika ona z przeświadczenia o tym, że ostatnie zdanie musi zawsze należeć do oświeconego inteligenta. Ale mam dla Marcina Króla dobrą nowinę: ostatnie zdanie nie należy do niego. Można się o tym dowiedzieć w końcowej scenie „Nie-boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego, kiedy konający rewolucjonista Pankracy woła: „Galilaee, vicisti!”. I nie przekreślą tego skandale obyczajowe wśród księży.

Można więc tak, ale można też skrytykować krytykę Króla w sposób, jaki dziś zaproponował w „Wyborczej” prof. Andrzej Jajszczyk, szef Narodowego Centrum Nauki. On z kolei zarzuca Królowi utopizm oraz złe rozpoznanie sytuacji, bo choć nie jest w Polsce doskonale, to jednak nie jest tak źle, jak pisze o tym Marcin Król. I w zasadzie, to na co najbardziej Marcin Król narzeka, czyli schamienie społeczeństwa i jakości debaty publicznej nie jest wynikiem głupoty intelektualistów w czasie transformacji, tylko skutkiem swoistej „zdrady klerków”: przecież nikt im nie bronił pilnować jakości oferty studiów humanistycznych, humaniści jednak obudzili się dopiero wówczas, gdy sami poczuli zagrożenie brakiem chętnych na swe nauczanie. 

Wywiad z Marcinem Królem spełnił więc swoje zadanie, bo wywołał dyskusję, która pokazuje, że nie sposób dokonać spójnej diagnozy polskiej rzeczywistości. Sytuacja podobna, jak dyskusja wokół Łodzi, jaka wybuchła po tekście Michała Matysa: jest Łódź miastem upadku, czy nadziei? Jeśli popatrzeć na wykluczonych, katastrofa. Jeśli popatrzeć na inwestycje, inicjatywy społeczne, dzieje się. Podobnie Bydgoszcz: miasto bydgoskiej rezygnacji, czy olbrzymiego potencjału którego symbolem jest Pesa?

Każdy fragmentaryczny obraz jest prawdziwy – oczywiście, można uspokajać się statystykami i mówić, jak prof. Jajszczyk, że nierówności w Polsce maleją. Ale warto podrążyć dlaczego, skoro do 2004 r. byliśmy w Europie krajem o najwyższej dynamice wzrostu tych nierówności? Czy nie jest aby tak, że po akcesji do Unii kasa dla rolników i na infrastrukturę (zatrudnienie dla robotników o niskich kwalifikacjach) podciągnęła najgorzej usytuowanych. Czy to jest jednak zmiana strukturalna, czy chwilowy paliatyw?

Bo patrząc na perspektywy, jeśli rząd zakłada, że w 2023 r. nakłady na badania i rozwój osiągną 2% PKB, to mówi kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, realnie ocenia potencjał naszego systemu naukowo-technicznego, więcej kasy nie wchłonie, ma już problem teraz z wypasioną infrastrukturą, po której często hula wiatr. Ten realizm jest jednak przyznaniem się, że wieloletnie reformowanie systemu naukowo-innowacyjnego w Polsce nie przyniosło skutków, klerkowie okazali się silniejsi. W rezultacie w 2023 r. już naprawdę będziemy mogli powiedzieć, nie tylko że byliśmy, lecz że jesteśmy głupi (Koreańczycy policzyli, że przy swej, podobnej zresztą do polskiej, sytuacji demograficznej, jeśli chcą dalej się rozwijać, by wyrównać poziom życia z czołówką, muszą przeznaczać już teraz na B+R 5% PKB).

Profesor Jajszczyk pisze:

To, co najbardziej zabolało mnie w wywiadzie, to kapitulacja intelektualisty wobec diagnozowanych (niekiedy, moim zdaniem, błędnie) problemów. Czyż propozycja przebudowy świata z jednoczesnym przyznaniem się, że nie ma się na to pomysłu, nie jest taką kapitulacją? Marcin Król nie musi się zresztą specjalnie tłumaczyć – zasłużył się Polsce, gdy było to najbardziej potrzebne. Niestety, jego obecne zachowanie ilustruje postawę znacznej części środowiska intelektualnego skupionego głównie na wyższych uczelniach. Profesorowie-celebryci wypowiadają się często i chętnie na wiele tematów, ale brak im rygoru intelektualnego, by trafnie wskazywać zagrożenia i jednocześnie praktycznie się im przeciwstawiać. Swobodnie poruszają się po modnych tematach, mając o nich nikłe pojęcie. Zamiast pracowicie studiować źródła i stawiać śmiałe hipotezy, konfrontując je z najtęższymi umysłami świata, swoje kariery budują na publikowaniu felietonów bądź pisaniu po polsku książek, które mało kto czyta. Są skrajnymi indywidualistami, rzadko potrafią działać razem czy sensownie odnosić się do głębszych prac swoich koleżanek i kolegów.

Cóż, dość trafnie – rzeczywiście, brakuje jak powietrza dobrej krytyki naszego polskiego kapitalizmu i transformacji (rozumiem krytykę w sensie naukowym). To się zmienia, pojawia się coraz więcej ciekawych publikacji pozwalających zrozumieć co się rzeczywiście stało, jak kapitalna książka „Kapitalizm po polsku” prof. Krzysztofa Jasieckiego. Bez dobrego zrozumienia mechanizmów, struktur działania i determinant rozwoju nie mamy szansy na remontowanie polskiego domu. Bo będzie tak, jak przy reformowaniu szkolnictwa – nowy system z gimnazjami miał sprzyjać równości, przesuwając próg selekcji na czas po gimnazjum. Stało się inaczej, próg selekcji i segregacji obniżył się na koniec szkoły podstawowej. I choć póki co same gimnazja podnoszą jeszcze wszystko łódki, to jednak nie podnoszą ich równo, co już determinuje przyszły wzrost nierówności dochodowych.

Bez dobrej krytycznej refleksji słuszna w założeniach polityka reformatorska często w dziwny sposób staje się narzędziem umożliwiającym przejmowanie zasobów publicznych przez bardziej kompetentnych i silniejszych: przejmowanie systemu edukacji przez klasę średnią, system wspierania budownictwa mieszkaniowego pomagający najbardziej deweloperom, komercjalizacji służby zdrowia która najmniej służy pacjentom. Nawet jednak dobra krytyka nie gwarantuje skutecznego działania – to wymaga obok wiedzy chęci i zdolności do mobilizacji społecznej. O tym więcej pisałem w „Buncie Sieci”.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. W tym kraju zasadniczo trudno o dobrą dyskusję gdyż bardzo szybko odzywają się nienawistnicy, hejterzy i wszelkiej maści „nawiedzeni”, potem do nich dołączają „oświeceni” propagatorzy sukcesu i obszarnicy a’la pan aktor Żebrowski a na koniec głos zabierają sędziwi mędrcy – skrajni pesymiści jak prof. Król. I nie ma w tym żadnego dialogu, wyważenia, tylko powstaje błocko i breja w której dobrze pływa się jedynie mediom podnieconym wzrostem słupków oglądalności. Ale trzeba przyznać, że schamienie narodu jest wielkie. Wystarczy pojeździć sobie tramwajami przez kilka godzin po sporych miastach, na przykład. No ale cóż zrobić 🙂 Pozdrawiam.

  2. Można to ująć tak:

    Rząd wyżywi się sam…….
    Tyle że MĄDRY rząd się samoogranicza, głupi jest zachłanny do granic nieprzyzwoitości.
    Instynkt walki o byt jest jednym z najsilniejszych.
    Wystarczy że powstanie masa krytyczna biednych, czy głodnych, by niepowstrzymana eksplozja nastąpiła samoistnie.
    Pretekst się zawsze znajdzie.

    Instynkt przetrwania nakazuje elitom niedopuszczanie do takich sytuacji. Nieczęsto da się zagłodzić własny naród bezkarnie.
    Wentylem bezpieczeństwa dla Polaków jest wyjazd.
    Tyle że pozbywamy się w ten sposób energicznych, wykształconych, w wieku największej produktywności.
    W długiej perspektywie popełniamy samobójstwo jako naród.
    Niestety, perspektywa myślenia polityków nie przekracza jednej kadencji…..

    Podobno suma operacji giełdowych codziennie przekracza pięć bilionów. Ile z tej kwoty tyczy gospodarki realnej, dającej zatrudnienie?
    A tylko ta kwota wpływa na popyt i poziom życia ludzi.
    Reszta to spekulacje, mogące ten poziom jedynie obniżyć.

    Szybki zysk, to gospodarka rabunkowa zasobami.
    Kilkudziesięciu co najmniej przywódców świata tak postępuje.
    Dochody na konta własne, z eksploatacji własnego kraju.
    własnym obywatelom, niewiele…..
    Neoniewolnictwo, neoliberalizm…..

    Tak mniej więcej można by myśl Profesora jako laik zrozumieć.

  3. No ale co sie zmieniło? Ano „restrukturyzacje” i „prywatyzacje” dotarły do szkół wyższych. O ile jeszcze 3 lata temu generalnie pojawiały się nowe szkoły i nowe etaty, a uczelnie państwowe zaczynały mieć problemy – bo wobec braku wykładowców – trzeba było jakoś rozwiązać problemem „profesora zatrudnionego na 20 uczelniach po 1 godzinie na każdej” ( słynna „uchwała UJ” o zakazie wielokrotnych etatów), tak teraz zaczyna panom profesorom zaglądać w oczy widmo bezrobocia i pracy w warunkach w jakich pracuje reszta Polaków. Ponad etat, nieraz prawie 2 razy, nie w tym co sie chce i lubi, nie uprawiając hobby, ale zwyczajnie – przynosząc PRACODAWCY zyski- za kiepską pensję, przy 15% bezrobociu. Jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia a ludzie tacy jak Król są najlepszym dowodem upadku elit w tym kraju, skoro ich punkt widzenia jest bardziej subiektywny niż punkt widzenia robotnika, który zdawał sobie sprawę z „kosztów transformacji” nawet jeśli nie trafił na bruk.
    Zarazem Król spostrzegł sie poniewczasie, że neoliberalizm zaczyna być kompromitującym dla wykształconego człowieka poglądem. Być może spostrzegł także, że neoliberalizm ( nadal rządzący w ekonomii zwłaszcza w Polskich finansach) zaczyna nastawać na jego stanowisko pracy ( tzw. niż). Wcześniej kiedy likwidowano stanowiska pracy ludzi różnego autoramentu, niekoniecznie tych najniżej wykształconych, ale zawsze związanych z przemysłem – ludzie jak Król przedstawiali to jako „konieczność dziejową”. Ich wywiady aż kipiały od mądrego przekonywania że nie ma alternatywy i konieczne jest by KTOŚ INNY NIŻ ONI poniósł koszty transformacji.

    Panowie profesorowie – to dzięki Waszemu doradztwu i brakowi dyskusji – a wszczynanie dyskusji to wasza społeczna rola – doprowadziliście do sytuacji w której KONIECZNOŚCIĄ dziejową jest w wielkim zakresie – likwidacja ambitnego szkolnictwa wyższego w tym kraju. Owszem – konieczne jets kształcenie dużej liczby pracowników najemnych na potrzeby pracodawców, zwłaszcza zagranicznych korporacji – ale od nich na R&D nie zobaczycie ani złotówki.
    BTW. warto porównać z raportem Polska 2050. jak na razie realizujemy wariant pesymistyczny: http://fiksacie.wordpress.com/2014/01/09/raport-polska-2050-tekst-dla-pauzy/

    Pozwolę sobie zwrócić uwagę na to co w swojej autobiografii napisał profesor Modzelewski. A napisał,że o ile niedouczony lub wynajęty dziennikarz mógł pisać że „nie ma alternatyw dla Planu Balcerowicza” o tyle przedstawiciel środowiska profesjonalnego przedstawiając publicznie taki pogląd zwyczajnie kłamał i uprawiał propagandę prorządową, która za pomocą socjotechniki manipulowała przekonaniami społecznymi w interesie – kogo? W jaką rolę wepchnięto śp. Tadeusza Mazowieckiego skoro – jak wynika z słów Modzelewskiego – ani trochę nie rozumiał co robi Kuczyński z Balcerowiczem, a na dodatek był przez nich okłamywany? Jak można mówić o „sukcesie” jeśli wskaźniki takie jak bezrobocie czy stopa życiowa odbiegły od planowanych 5-krotnie? Jak można było w Polsce wdrażać programy które podobnie katastrofalne skutki przynosiły w krajach z rozwiniętym rynkiem kapitalistycznym – jak Chile? Nawet komuniści mieli lepszych ekonomistów, a przynajmniej takich którzy – można to śmiało powiedzieć – zabiegali o dobrostan społeczny. Balcerowicz się do tego nie zniżał. Kuczyński cieszył sie jak dziecko z upadającego przemysłu – a na dodatek z pogarda odnosił sie o związków zawodowych. I jest to kompromitacja. Właściwie osoby publicznie kłamiące w tamtych czasach – powinny obecnie wycofać sie z polityki i po prostu zniknąć z przestrzeni publicznej. Lepper wydaje się przy tych ludziach kimś uczciwszym ( zabiegał o to co deklarował) o szerszych horyzontach intelektualnych – bo miał odwagę wyglądać przez okno..

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Bendyk dlaczego stosuje Pan cenzure????Czytam posty w 3 krajach i tylko czesc tzw.dziennikarzy z Polityki stosuje cenzure.

  6. @kakaz: „BTW. warto porównać z raportem Polska 2050. jak na razie realizujemy wariant pesymistyczny: http://fiksacie.wordpress.com/2014/01/09/raport-polska-2050-tekst-dla-pauzy/

    To jest pustoslowie czystej wody.

    Widialem popzredni raport: Polska 2000. W tym samym tonie. Prawie kalka.

    I co? Guano. Raporty latwo sie pisze

  7. @Wieseik59: „Instynkt przetrwania nakazuje elitom niedopuszczanie do takich sytuacji. Nieczęsto da się zagłodzić własny naród bezkarnie.
    Wentylem bezpieczeństwa dla Polaków jest wyjazd”

    Bredzi Pan. Polacy by chcieli aby JUZ, ZARAZ bylo tak jak w Niemczech albo I w Anglii. Tylko nie pamietaja ze tamci pracowali na swoj dobrobyt troche dluzej niz Polska. A Rzad z ….. nei wytrzepie. Rzad moze podzielic to co obywatele wytworza. A obywatelom jakos sie do tego wytwarzania nie spieszy.

    Jak Pan taki madry, to neich Pan powie gdzie sa te pieniaadze ktore Rzad ukradl obywatelom. GZDIE JEST TEN SLOIK?

  8. @kakaz: ” Kuczyński cieszył sie jak dziecko z upadającego przemysłu ”

    Slusznie. Polska elektronika powinan sie rozwijac dalej produkcja lamp elektronowych w czasach gdy wszyscy produkowali uklady scalone VLSI. Polska powinna dalej produkowac drukarki komputerowe o wadze pol tony. Polska dalej powinna produkowac klona PC o nazwie Mazovia ktory kosztowal 5 razy tyle co sprowadzony z Hong Kongu. Zakaldy Radiowe Kasprzaka dalej powinny produkowalc Walkmana wielkosci cegly z wkaldem dewizowym 50 dolarow. Pzremysl tekstylny w Lodzi dalej powinien produkwoac perkal an 19 wiecznych maszynach. Dalej powinien istniec „instytut naukowy” zatrudniajacy 1500 osob I publikujacy jedna prace rocznie. Dalej powinan istniec Centrala Handlu Zagranicznego zatrudniajaca 1000 osob, ktore jedyna rola bylo sprowadzanie zgnilych pomarancz na swieta.

    Polski pzremysl byl konkurencyjny, ale w ramach RWPG. Po otwarciu granic mial cene zlomu. Byly dwie alternatywy: Porzucic albo spzredac po cenie zlomu. Sprzedano po cenie zlomu. Chwala Balcerowiczowi, bo chociaz troche sie zwrocilo.

    A Pan ma jakies alternatywy, Panei kakaz? Oprocz powrotu Komuny oczywiscie? I oprocz alternatywy „zabrac bogatym”

  9. @Andrzej Lewandowski, W pełni popieram Pański pogląd na decyzje polityczne podejmowane w Polsce okresie transformacji. Skoro nasz przemysł jest niekonkurencyjny to się go „all together” pozbywamy. Jak moje ubranie jest niewygodne i niemodne to wyrzucam je na śmieci i zasuwam na golasa. Wszyscy tak przecież robią. Jak Koreańczycy się zorientowali, że mają niekonkurencyjny przemysł to tereny przemysłowe zaorali i zajeli się wyłącznie uprawą ryżu. Jak Japończycy po przegranej wojnie dowiedzieli się, że ich elektronika jest przestarzała to zamkneli swoje zakłady przemysłowe i skupili się na rybołówstwie. Historia dostarcza nam mnóstwo przykładów takich decyzji politycznych podejmowanych przez suwerenne kraje.

  10. @Jarek: ” Jak Japończycy po przegranej wojnie dowiedzieli się, że ich elektronika jest przestarzała to zamkneli swoje zakłady przemysłowe i skupili się na rybołówstwie”

    Doceniam Panska ironie. Tylko… czy ma Pan prosta recepte na przeksztalcenie Zakladow Wytworczych Lamp Elektronowych im. Rozy Luksemburg w fabryke ukladow scalonych?

    Owszem, wygodnie jest sie powolywac na przykald Japonii – jak to z kraju rybolowczego stali sie elektroniczna potega. Tylko… Ile czasu im to zajelo? Ile kosztowalo I kto im pomogl finansowo? I ile wyrzeczen poniesli zwykli, szarzy obywatele aby to sie stalo? I ile wyrzeczen ponoosza dalej aby utrzymac ten poziom?

    Jakos nie spotkalem Japonczyka ktorego glownym mottem zyciowym byloby MNIE SIE NALEZY, a jak nie dostane to wyemigruje na Zachod. A pracowalem z Japonczykami dosyc dlugo.

    Jezeli cos jest w stanie dostatecznego zapuszczenia technologicznego, to na ogol bardziej oplaca sie zburzyc do fundamentow niz remontowac. Zwlaszcza ze mury fabryki lamp elektronowych nijak sie nie nadaja na fabryke polprzewodnikow.

    Nijak sie nei nadaja pracownicy, zalepiajacy plastrem fotokomorki sluz do „clean room” zeby nei tzreba bylo czekac na otwarcie drzwi czy w tymze „clean room” palacy peta schowanego w rekawie.

    Kto mialby finansowac I z czego owe lampy elektronowe, poltonowe drukarki I inne „produkty” bedace technologicznei I mentalnie 20 czy 30 lat do tylu? Rzad? Podatnik? I kto by te produkty kupil?

    Slucham upzrejmie Panskiej odpowiedzi. Moze ma Pan magiczna recepte. Taka jak Pan Prezes na milliard zlotych.

  11. @Jarek: Panu Jarkowi, znawcy Japonii, dedykuje nastepuajcy tekst:

    „Reconstruction of the Japanese radio industry after the war was rapid because
    the occupation force needed to restore communications and radio in order to carry
    out occupation policies. People were eager to have radio sets as a medium of information
    and entertainment. At the end of 1945, the occupation force gave orders for
    the production of four million radio sets, thus inaugurating the radio boom..”
    ..
    „The occupation force pressed for the reconstruction of the communications network,
    with technical staff members instructing the Japanese in advanced communications
    technology and statistical quality control..”

    Czy Pan wie co to byly „occupation force”?

    Caly tekst:

    http://ieeeghn.org/wiki/images/c/c2/Takahashi,_Japanese_Electronics_after_WWII.pdf

    Prosze spbie odpowiedziec na pytanie „ile czasu yo zajelo”

  12. @Andrzej Lewandowski Mówimy o zdarzeniach przeszłych. Pańskie żądanie przedstawienia alternatywnych propozycji jest tak naprawdę zawoalowanym stwierdzeniem, że decyzje Balcerowicza, Kuczyńskiego czy Syryjczyka były jedynymi możliwymi do podjęcia. Oznaczałoby to, że ówcześni decydenci nie mieli żadnej alternatywy. Czy zatem można w ogóle mówić o pdejmowaniu przez nich decyzji? Proszę wybaczyć, ale to jest bardzo marksistowsko-leninowskie podejście do zagadnień społecznych. W sumie to jest to kolejne wcielenie dialektyki materialistycznej. Świat podlega ukierunkowanej ewolucji, a grupa oświeconych poznała nieuchronne prawa rozwojowe rządzące tą ewolucją. Tylko, że w wydaniu komunistycznym celem do którego zmierzał świat była powszechna równość, a w wydaniu neoliberalnym a la polonaise jest to niczym nieskrępowany wolny rynek. Tak jak komuniści wiedzieli, że należy zniszczyć prywatny sektor wytwórczy bo jest on reliktem przeszłości, tak Balcerowicz wiedział, że trzeba zniszczyć sektor państwowy bo jest on reliktem przeszłości. Pytanie o koszty społeczne nie padało, bo cel najwyższy uświęcał wszelkie koszty i niedogodności. Mnie ten dogmatyzm zdumiewał i wiąże go z tym, że ludzie, których myślenie ukształtował marksizm mieli po prostu naturalną skłonność do przyjmowania takich quasi religijnych dogmatów ideologicznych.

  13. @Andrzej Lewandowski, Dziękuję za link do ciekawego źródła. To, że boom na produkcję radiodbiorników na rynku japońskim rozpoczął się dzięki decyzjom okupujących Japonię Amerykanów świadczy jedynie o tym, że amerykański okupant może podejmować lepsze decyzje gospodarcze niż suwerenny polski rząd. Nie wiem czy o to Panu akurat chodziło z tą Japonią ? Ja bym sie tak daleko w krytyce naszych polityków nie posuwał!
    Przy okazji proszę zwrócić uwagę na paragraf na stronie 40 tego opracowania, w którym autor łączy oryginalne japońskie rozwiązania technologiczne z lat 30 i 40 dwudziestego wieku z sukcesem przemysłu elektronicznego po II wojnie. Teza przywołanego przez Pana opracowania jest dosyć jednoznaczna, bardziej opłaca się rozwijać własny rodzimy przemysł niż przekształcać swój kraj w rynek zbytu dla obcych firm. Nawet gdy w punkcie startowym nasz przemysł jest, jak to miało miejsce w Japonii w roku 1945, opóźniony technologicznie o dziesięć lat.

  14. @Jarek: ” bardziej opłaca się rozwijać własny rodzimy przemysł ”

    Prosze Pana, Pan uprawia myslenie magiczne, tak jak wiekszosc Polakow.

    JA, jako inzynier elektronik, mniej wiecej wiem w jakim stanie byl polski pzremysl elektroniczny. Lampy elektronowe, pare nedznych tranzystorow I kopia mikroprocesora 8080 Intela. 8 bitowego, w czasie gdy swiat byl juz 16 bitowy.

    W 1989 roku zneisiono embargo ne elektronike. Polski przemysl stracil klientow. W co I dlaczego polski podatnik mialby inwestwoac? Kto by te polskei produkty kupil, skoro bez problem I tanio mozna bylo kupic lepsze?

    Konsorcjum CEMI po prostu zbankrutowalo. Archiwum prasowe tutaj:

    http://www.archiwum.wyborcza.pl/archiwum/tag/cemi

    Fragment z owego archiwum:

    ” Przyczyną bankructwa Naukowo-Produkcyjnego Centrum Półprzewodników , Cemi ‚ był efekt domina. Kiedy w 1990 r. otwarto granice, do kraju napłynęły setki tysięcy tanich i markowych telewizorów, magnetofonów i aparatów radiowych. Polskie fabryki elektroniczne w ciągu kilku miesięcy wstrzymały produkcję. Cemi , które dostarczało im diod, tranzystorów i układów scalonych”

    Gdy CEMI upadlo, byl ozadluzone cos na pol biliona zlotych. Nei pamietam dokladnej liczby. Polecam archiwum

    To obywatele woleli kupowac japonskie telewizory I koreanskei walkmany. Podobnie jak mieli wieksze upodobania do dzinsow Levis niz do dzinsow Szarik

  15. @A.L. „” Przyczyną bankructwa Naukowo-Produkcyjnego Centrum Półprzewodników , Cemi ‘ był efekt domina. Kiedy w 1990 r. otwarto granice, do kraju napłynęły setki tysięcy tanich i markowych telewizorów, magnetofonów i aparatów radiowych. Polskie fabryki elektroniczne w ciągu kilku miesięcy wstrzymały produkcję. Cemi , które dostarczało im diod, tranzystorów i układów scalonych”” – owszem to święta prawda. Pokazuję to skalę niekompetencji naszej ekipy rządzącej. Ba – w moim mniemaniu można mówić o takiej czy innej formie działania wbrew interesom państwa. No chyba że od razu przyjmiemy że ludzie jak Kuczyński czy Balcerowicz zwyczajnie nie byli w stanie, z powodów intelektualnych, przewidzieć skutków swoich działań. Wiele krajów w podobnej sytuacji prowadziło wojny – przełamanie barier celnych Chin, Japonii, i innych pomniejszych zdobyczy w Azji, przez rozmaitych Brytyjczyków czy amerykanów to karty z historii imperialistycznych podbojów. Częścią kary nałożonej na Niemcy po I Wojnie Światowej było całkowite otwarcie rynku na towary z krajów Ententy – była to kara szczególnie dotkliwa i to ona właśnie była bezpośrednim powodem katastrofalnego stanu społecznego w Niemczech który dał napęd ideologii faszystowskiej. Które NIEPODLEGŁE państwo w jakimkolwiek okresie historii pozwoliło na takie otwarcie gospodarcze granic dla ruchu handlowego że w konsekwencji doprowadziło to do całkowitego upadku rodzimego przemysłu. Ma Pan 5000 lat znanej historii. Proszę podać jeden przykład. Hm?

css.php