Rząd ten sam ale nie taki sam

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

No to jest nowy rząd, co oczywiście wywołało falę komentarzy  – czas dołożyć swoje dwa grosze. Dla mnie ważnym kluczem do interpretacji decyzji Donalda Tuska jest nominacja Macieja Grabowskiego na stanowisko ministra środowiska. Macieja Grabowskiego znam od dawna, jeszcze z czasów współpracy z Instytutem Badań nad Gospodarką Rynkową i bardzo go cenię, jako fachowca i jako człowieka. Gdy został wiceministrem finansów cieszyłem się, bo właściwy człowiek trafił na właściwe miejsce. Teraz jednak, gdy został ministrem środowiska cieszę się mniej – zwłaszcza po krótkiej autoprezentacji, w której stwierdził, że jego priorytetem będzie przyspieszenie eksploatacji gazu łupkowego.

Tak oto w ciągu sześciu lat Ministerstwo  Środowiska zawiadywane przez prof. Macieja Nowickiego, niewątpliwego i uznawanego w świecie eksperta w sprawach środowiskowych stało się ministerstwem zasobów naturalnych, resortem gospodarczym zarządzanym przez ekonomistę, który za cel stawia sobie jak najszybszą eksploatację tych zasobów. Nowicki, Kraszewski, Korolec, Grabowski – znamienna ewolucja oczekiwań politycznego centrum wobec resortu potocznie ciągle zwanego „ministerstwem ochrony środowiska”. Nie mam romantycznego podejścia do zasobów naturalnych i środowiskowych, nie twierdzę więc też, że minister Grabowski sprowadzi na Polskę katastrofę ekologiczną, gdy mu się w końcu uda dobrać do gazu łupkowego (choć chyba jest już „po ptokach”, jeśli popatrzeć na analizy amerykańskie i odwracanie się, po pierwotnym entuzjazmie, kapitału od złóż łupkowych).

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Martwi mnie co innego. Wyraźnie widać, że stawiamy na impuls rozwojowy w oparciu o potencjalnie najłatwiejsze do zmobilizowania zasoby: kasa europejska i inwestycje infrastrukturalne (awans minister Bieńkowskiej) oraz zasoby naturalne (węgiel, gaz łupkowy). Niepokojąco to przypomina ekstensywny rozwój czasu późnego PRL – utrzymywanie konkurencyjności w oparciu o niskie koszty, a nie o wzrost innowacyjności. Czyżby premier po sześciu latach reformowania systemu badań i rozwoju odpuścił sobie i przestał wierzyć w Polską innowacyjność w innym wydaniu, niż (jak mówił nowy minister finansów w swojej autoprezentacji) innowacje w omijaniu podatków? Wiele na to wskazuje, skoro szefostwo resortów najważniejszych w długiej perspektywie rozwojowej, edukacji i nauki dostały osoby o bardzo słabej pozycji politycznej.

To nie jest rząd nowego rozdania, tylko kryzysowej konsolidacji. Szkoda.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj