Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

3.06.2015
środa

Bój o telewizję publiczną

3 czerwca 2015, środa,
I

fot. Zygmunt Januszewski PAT Prasowa Agencja Telewizyjna CC BY-SA 3.0

Farsa czy groteska? Trudno znaleźć właściwe słowa na trwający konkurs na stanowisko prezesa i członków zarządu Telewizji Polskiej.

Na wczorajszym posiedzeniu rada nadzorcza nie wyłoniła prezesa, zostawiając decyzję na kolejne posiedzenie. Powód? „Naciski grupy interesu”.

Przypomnijmy więc. Najpierw rada wyeliminowała na niejawnym etapie procedury m.in. Agnieszkę Odorowicz, Roberta Kozaka, Jacka Wekslera. Każda z tych osób to odrębna historia zawodowych osiągnięć i ideowych wyborów. Łatwość, z jaką zostały one przekreślone, zmusza do pytania, czy za decyzją stała niefrasobliwość, brak kompetencji czy po prostu zła wola. Decyzja zdumiewa tym bardziej, gdy popatrzy się, kto przeżył komisyjną selekcję.

Trudno się dziwić, że taka decyzja wywołała protest – pod listem otwartym zainicjowanym przez Obywateli Kultury podpisało się wiele osób, podobnie jak pod opublikowanym wczoraj listem do premier Ewy Kopacz.

Drugi list powstał, gdy komisja konkursowa zdecydowała się kontynuować farsę (albo groteskę) i zorganizowała tzw. jawne przesłuchania kandydatów. Szkoda jednak słów na opisywanie farsy (albo groteski). Nie chodzi też o walkę o stanowisko dla konkretnych osób, jak komentowali złośliwi, twierdząc, że środowisko ludzi kultury zmówiło się, by załatwić funkcję prezesa TVP Agnieszce Odorowicz kończącej właśnie pracę w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej.

Podpisałem się pod listami protestacyjnymi, podobnie zresztą jak wielu innych sygnatariuszy – z tego samego powodu, dla którego w 2009 r. stworzyliśmy Komitet Obywatelski Mediów Publicznych. Uznaliśmy wówczas, że czas skończyć z upolitycznieniem mediów publicznych. Przygotowaliśmy obywatelski projekt ustawy o mediach, który odsuwał partyjnych czynowników od kontroli nad mediami i przekazywał ją społeczeństwu.

Ten sposób podejścia do sprawy zyskał uznanie Kongresu Kultury Polskiej, niestety mimo obietnic ze strony polityków przepadł.

Pozostał wszakże ślad tego wysiłku w Pakcie dla Kultury – dokumencie, jaki w maju 2011 r. został podpisany przez rząd i ruch Obywatele Kultury. Jeden z punktów Paktu mówi o tym właśnie, że media publiczne mają być uspołecznione zgodnie z duchem projektu Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych.

Pakt ma moc prawną i większość jego postanowień jest realizowana. Pozostała kwestia mediów publicznych. Nasi politycy ciągle żyją w złudnej wierze, że kto ma władzę nad telewizją, ma klucz do politycznych sukcesów. Cóż, po pierwsze telewizja nigdy nie miała takiego wpływu na ludzkie decyzje. Tym bardziej nie ma go dzisiaj, gdy medialny krajobraz wzbogaciła oferta nowych mediów.

Trudno o lepszą ilustrację tej zmiany niż ostatnie wybory prezydenckie. Ma jednak telewizja publiczna ciągle wielkie znaczenie jako wehikuł powszechnego dostępu do kultury. To poza szkołą publiczną ostatni element nowoczesnej infrastruktury, zapewniający dostęp do wspólnych ram symbolicznych potencjalnie wszystkim członkom społeczeństwa.

Niestety, nasi politycy nigdy nie byli w stanie zrozumieć tego, co świetnie rozumieją Koreańczycy, Francuzi czy Brytyjczycy. W świecie coraz bardziej zindywidualizowanym i zróżnicowanym potrzebne są punkty odniesienia przypominające w sposób otwarty, wolny od ideologicznej i komercyjnej presji to, że jesteśmy razem, choć osobno zasiadamy przed odbiornikami, a postawą tej wspólnoty jest doświadczenie Teatru Telewizji, „Czasu honoru” i „Czterech pancernych”. To, co się dzieje teraz z TVP przy okazji konkursu na kierownicze stanowiska, trudno uznać za działanie w interesie publicznym.

To właśnie dlatego jako Obywatele Kultury zaapelowaliśmy do premier Ewy Kopacz, by zgodnie z duchem Paktu dla Kultury wykorzystała dostępne instrumenty prawne, by farsę (albo groteskę) powstrzymać i powrócić do poważnej debaty o mediach publicznych. Pacta sunt servanda.

Warto o tym pamiętać, zwłaszcza w czasie, gdy przy wyborczej urnie rozliczać się będziemy z politycznych obietnic i podjętych zobowiązań.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. „Ma jednak telewizja publiczna ciągle wielkie znaczenie jako wehikuł powszechnego dostępu do kultury.”

    Na podstawie oglądalności TVP Kultura widać jak Polacy rwą się do tego dostępu.

    Wszystko sprzedać. Życie nie znosi próżni. To o co Pan tak się martwi z powodzeniem będą robiły telewizje prywatne.
    To co dzieje z tym konkursem jest już dowodem na to jakimi naiwniakami Państwo jesteście. Pakt dla Kultury – naiwna wiara.

  2. A może by tak nie o telewizji, a o telewidzu? Np. W ogóle nie oglądam telewizji publicznej (ani moja rodzina), a bulę abonament. Czy to jest OK?

  3. Telewizja publiczna ,a w niej Ziemkiiewicz obok Mlynarskiej.Ja też nie oglądam i jest o key ,mam wolny wybór.A płaci babcia wychowana w uczciwości przez komuchów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @takei-butei
    Niestety rozumujesz błędnie, bo abonament płaci się za posiadanie odbiornika (radio / telewizor) zdolnego do odbioru sygnału.
    Oglądanie czy nieoglądanie telewizji publicznej nie ma tu nic do tego.
    Paradoksalnie, zdaje się, że jeśli posiadasz telewizor, ale nie masz do niego podłączonej anteny, to chyba nie musisz płacić, ale nie jestem do końca pewien.

    Przy okazji dodam, że popularny na forach okrzyk „zakodujcie TVP” nie ma szans na realizację, bo podejrzewam, że liczba abonentów zamknęłaby się pewnie w pięciu cyfrach w skali kraju.

    Poza tym obowiązek płacenia abonamentu wprowadza popieraną przeze mnie teorię Franka Zappy: mianowicie celem każdego rządu jest uczynienie każdego obywatela kryminalistą – taka demokracja à rebours.
    Znacznie prościej ścigać i karać za niepłacenie abonamentu niż zakodować sygnał i zdać się na wpływy tych płacących. Poza tym w takim rozwiązaniu („kryminalno-karnym”) wiele więcej osób znajdzie zatrudnienie.

  6. gww
    3 czerwca o godz. 11:15

    Mnie wychowywał tato nigdy nienależący do żadnej partii. Gdyby mnie wychowywały komuchy, to bym nie płacił abonamentu. A tak płacę, choć nie oglądam. Ot. Ale czy to jest OK, że muszę płacić za nic?

  7. Gostek Przelotem
    3 czerwca o godz. 12:03

    W takim razie to cwane jak cholera. Powinni zatem płacić wszyscy, ale tak nie jest. Cóż, jako idiota będę płacić. Może liczą na idiotów…

  8. ” bo abonament płaci się za posiadanie odbiornika (radio / telewizor) zdolnego do odbioru sygnału.” …to tak jakby wprowadzono abonament od żarówki wkręconej w żyrandol…w końcu to też urządzenie umożliwiające odbiór sygnału .

  9. Nie, nie wszyscy. Jeśli nie posiadasz w domu radia ani telewizora, nie musisz płacić.
    Z drugiej strony za radio w samochodzie też trzeba płacić abonament.

  10. Za komuchów jednak mniej kradli ,a pierwszy milion kazali ukraść po pogrzebie nieboszczki.No i KK miał większe poważanie i posłuch.W tedy taki Duda dostałby 18 milionów a nie tylko 8 ,oczywiście głosów.

  11. gww
    3 czerwca o godz. 13:52

    Mnie kler też nie wychowywał. A w pierwszej turze głosowałem na Ogórek…

  12. Gostek Przelotem
    3 czerwca o godz. 13:24

    Ale radio każdy ma w telefonie komórkowym, tak? A mało kto nie ma takiego telefonu.

  13. @Gostek Przelotem
    3 czerwca o godz. 12:03

    „…abonament płaci się za posiadanie odbiornika (radio / telewizor) zdolnego do odbioru sygnału.”

    Nawet ruska mafia wymyśla lepsze preteksty do okradania ludności (np. „ochronę”).

    Sens miałaby opłata na utrzymanie infrastruktury nadawczej, z której korzystają wszystkie stacje telewizyjne, oczywiście pod warunkiem, że TVP nie otrzyma z tej puli ani grosza. Tymczasem pieniądze kradzione obywatelom „za posiadanie odbiornika” trafiają do kieszeni świń z TVP, które rozdają je swoim zaprzyjaźnionym prostytutkom według stawek liczonych w dziesiątkach tysięcy za godzinę wystawiania sztucznych cycków w czasie największej oglądalności.

  14. Ten konkurs to taki sam cyrk jak konkurs na prezesa ZUSA-u.

  15. Zawsze lubilem Pana artykuly, ale ten mnie wylacznie rozdraznil. Przestal byc Pan merytoryczny, zaczal sie bawic w ozdobniki i wlasne dowartosciowywanie.

    Uzyl Pan co najmniej czterokrotnie frazy „farsa czy groteska” i nigdzie nie wytlumaczyl dlaczego Pan uwaza ze to rzeczywiscie jest farsa ewentualnie groteska. Nazywa Pan cos bez uzasadnienia, nadaje negatywne znaczenie bez proby nawet wykazania ze to co Pan pisze jest sluszne. Pewnie ma Pan racje, pewnie to jest farsa czy groteska, ale Pana artykul tego w zaden sposob nie wykazuje.
    No to co jest farsa?
    Co jest groteska?

  16. Dariusz
    W wielkim upriszczeniu: farsa to jest taka bardziej rozrywkowa, „lekka, łatwa i przyjemna (dla widzów)” groteska.

  17. Chwilowo KKRiT to dwóch ludzi PO/UW jeden PSL i dwóch SLD plus Klub Lewica.

    A PIS chce to

    „upolitycznic” ciekawe jak można bardziej niż jest.

  18. @Dariusz1234: przykro mi, że tym razem nie trafiłem w Pański gust. Jeśli usunie Pan nie odpowiadające Panu ozdobniki znajdzie Pan wszystkie argumenty merytoryczne (zawarte są w tekście oraz przytaczanych listach otwartych).

  19. Cały problem jest chyba skomplikowany. Trudno oprzeć się wrażeniu, że obywatelskie oburzenie wywołane przez procedurę wyłaniania prezesa TVP, grzeszy niejaką naiwnością (tzn. wydaje się zaangażowane w promocję jednej, w domyśle: najbardziej oczywistej kandydatury). Wiele wskazuje na to, że najbardziej eksponowana w dziennikarskich relacjach postać – Agnieszka Odorowicz – uważała się za niekwestionowaną faworytkę konkursu (a też za taką została uznana przez media oraz grono złożone z dyżurnych „osobistości kultury” – jak reklamowano, moim zdaniem niezbyt szczęśliwie, awangardę Oburzonych). Czy jednak rzeczywiście byłaby kandydatką najlepszą? Ogólniki, którymi ta menedżerka szafuje w wywiadach prasowych (mgliste odwołania do BBC), naprawdę wystarczą, żeby traktować ją poważnie? Według mnie warto najpierw dogłębnie przeanalizować 10 lat PISF-u, a dopiero potem w ciemno popierać kampanię na rzecz Odorowicz (mam bowiem wrażenie, iż cała ta obywatelska akcja stała się w gruncie rzeczy – bezwiednie, jak mniemam – taką właśnie kampanią). Tymczasem Odorowicz to postać nader problematyczna. Pod spodem załączam cytat z artykułu Jarosława Pietrzaka:

    „Dyrektor PISF Agnieszka Odorowicz dysponuje w nim władzą absolutną, podejmując decyzje de facto przesądzające o tym, który film powstanie, a który nie. Instytut zasięga opinii całej rzeszy ekspertów, ale dyrektor Instytutu może – i często to robi – podejmować decyzje według własnego widzimisię, zwykle na zasadzie wyboru grupy nacisku (ekonomicznej lub politycznej), której najbardziej opłaca jej się w danym momencie ulec, sprzeczne z opiniami ekspertów. Dyrektor ingerowała także na różne, formalne i nie, sposoby w sam proces wytwarzania ekspertyz. Taka koncentracja władzy w rękach jednej osoby powoduje, że jej decyzje kształtują artystyczny profil polskiego kina. Jednocześnie jednak PISFem kieruje osoba, która potrafi myśleć jedynie w kategoriach urzędniczych, administracyjnych. Stawki artystyczne, kulturalne, intelektualne są najzwyczajniej poza jej sposobem myślenia, a kina nie wymieniała nawet w pozycji „zainteresowania” w swoim CV, dopóki protekcja ówczesnego ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego nie podarowała jej Instytutu. Odorowicz rozumie takie rzeczy, jak podniesienie średniego budżetu produkcji filmu czy utrzymywanie stabilnej ilości filmów powstających każdego roku, alokowania środków, itd. Natomiast kwestie takie, jak wizje filmu jako sztuki, jego zaangażowanie w artystyczne, intelektualne, filozoficzne czy społeczne stawki i debaty, jakie się toczą w światowym kinie i innych obszarach kultury, są dla niej po prostu niezrozumiałe. Jednocześnie wie, że na kolejnych etapach swojej urzędniczej kariery jej dotychczasowa praca będzie oceniana według tych samych prawideł „kultury audytu”, które sama stosowała wobec twórców.

    Kluczową rolę w „kulturze audytu” odgrywają „rezultaty”. 10 lat istnienia PISF, który zwiększył ogólny budżet kinematografii, spowodowało znaczące podniesienie średniego budżetu polskiego filmu i redukcję ilości filmów po prostu żenująco źle zrobionych, na najbardziej elementarnym poziomie filmowego rzemiosła. Dyrektor PISF potrzebuje jednak także innej kategorii „rezultatów”, żeby wykazać swoje sukcesy w ustawowym obowiązku wspierania filmu jako sztuki. Najbardziej wymiernym „rezultatem” na tym polu byłaby obecność polskich filmów na znaczących festiwalach i ilość liczących się nagród. Nie rozumiejąc problematyki filmu jako sztuki, dyrektor Instytutu nie potrafi wygenerować takich mechanizmów oceny projektów, które w znaczący sposób zwiększyłyby ilość powstających w Polsce oryginalnych filmów wysokiej, „światowej” rangi artystycznej. Jej najskuteczniejszą jak dotąd strategią był reimport polskich filmowców, którzy odnieśli już sukces na Zachodzie i stworzenie im wyjątkowo dobrych warunków w Polsce. Mierząc najbardziej prestiżowymi międzynarodowymi nagrodami, najlepsze „rezultaty” na koncie PISF, to przede wszystkim właśnie filmy twórców reimportowanych (Skolimowski, Holland, Pawlikowski). Tylko że nie ma więcej kogo reimportować.”

  20. @Teodor Parnicki: Agnieszka Odorowicz była faworytką dla jednych, inni popierali Roberta Kozaka, jeszcze inni wyrażali uznanie dla Jacka Wekslera, generalnie chodzi o standardy. Wybór nie dotyczył jedynie funkcji prezesa lecz także członków zarządu, nikomu z tych osób nie dane było uczestniczyć dalej. W tym kontekście analiza dorobku A. Odorowicz jest ciekawa ale nie na miejscu, bo nie dotyczy tematu wpisu.

  21. Na szczęście nie mieszkam w Polsce, nie muszę więc płacić na TVP haraczu zwanego iście po orwellowsku „abonamentem”, nie mam też i nie chcę mieć TV Polonia, a więc nie moje to zmartwienia!

  22. Abonament trzeba płacić obowiązkowo , jeżeli chce sie mieć media publiczne , czy państwowe . Media publiczne są jedynym normalnym rozwiązaniem w obronie przed korporacyjną niewolą medialną. Media komercyjne są prywatnym podwórkiem właściciela. Ponieważ właściciele tych mediów , wielki biznnes, nie grzeszy moralnościa , ani nawet obowiązkową bezstronnością, to jedyna szansa przeżycia jest w media publicznych.

  23. woytek
    W UK nie ma abonamentu, a jest tam bardzo dobra telewizja publiczna (BBC).

css.php