23.02.2015
poniedziałek

50 twarzy „Idy”

23 lutego 2015, poniedziałek,
4764440136_3f75b62db4_b

Oskary, fot. Prayitno, CC BY 2.0

Oscar dla „Idy”, brawa dla twórców filmu! Nie wiem, czy to dobry film, bo przyznam szczerze – jeszcze go nie oglądałem. Uczynię to na pewno teraz, po oskarowej ceremonii, wolny od patriotycznego wzmożenia zobowiązującego do zachwytów.

Niezależnie od przyszłych wrażeń cieszę się z sukcesu polskiej kinematografii, bo ma się rzeczywiście coraz lepiej. Już nie tylko robi filmy, i to filmy, na które chodzi coraz więcej publiczności, ale także zaczyna na nowo być dostrzegana na światowych salonach.

Nawet jednak sukces „Idy” nie przesłoni faktu, że frekwencyjnym rekordem wszech czasów w polskich kinach jest „50 twarzy Greya”. W Pabianicach wszystkie bilety w weekend otwarcia były wyprzedane, w Słupcy w kinie Sokolnia w ciągu trzech dni film obejrzało 1866 osób, podobne raporty napływają z całej Polski. Co jednak ma wspólnego „50 twarzy” z „Idą”? Nic. A jednak.

Polska kinematografia zaczęła swój marsz do wczorajszego Oscara w 2005 r., kiedy powołano do życia Polski Instytut Sztuki Filmowej. Branża zyskała systemowe wsparcie na rynku, który jest zbyt mały, by zapewnić organiczny rozwój przemysłu producenckiego. Zaczęło przybywać nie tylko nowych filmów, co ważniejsze – zaczęła rosnąć sprzedaż biletów. Poprawiła się podaż, poprawił się popyt, ogólnie – kulturalny rozkwit. Jeśli jednak wczytać się w wyniki badań socjologicznych, takich jak Diagnoza Społeczna, to pojawi się problem. Z nich bowiem wynikało, że wraz ze wzrostem liczby sprzedanych biletów maleje liczba osób chodzących do kina. Czyli mniej chodzi częściej. Z innych badań wynikało, że kino stało się „praktyką kulturową determinowaną klasowo”. Prościej – wiele osób w Polsce rezygnuje z kina nie dlatego, że ich nie stać lub oglądają przez internet, tylko dlatego, że brakuje im kompetencji, by zrozumieć współczesny hollywoodzki film akcji. Kino hollywoodzkie, synonim masowości – to w Polsce domena klasy średniej.

Podobnie z innymi praktykami kulturowymi: czytelnictwo, teatr wygląda mizernie, Eurostat w raporcie z 2013 r. stwierdza, że w Polsce i na Węgrzech nastąpił największy spadek intensywności uczestnictwa w kulturze w okresie od poprzednich badań (czyli od 2007 r.). W tym samym czasie powstały dziesiątki nowych obiektów: fantastyczne sale koncertowe w Szczecinie, Olsztynie, Gorzowie, Wrocławiu, Katowicach. Przybywa sal wystawowych. Tylko się cieszyć, że ruszając w Szczecinie trasą ekspresową S3, co godzina można zatrzymać się na koncert muzyki poważnej.

To jednak „50 twarzy Greya” wywołuje masowe wzmożenie kulturalne. A i tak większość widzów, jakby się im przyjrzeć, to zapewne przedstawiciele klasy średniej. Z badań nad polską kulturą, jakie niebawem powinny się ukazać, wynika wyraźnie, że kultura ludu polskiego to kultura festynu, prostych wspólnotowych doznań fundowanych przez władzę publiczną lub sponsorów.

Nie piszę tego, żeby lamentować – ciągle jeszcze nie rozumiemy zachodzących przemian w polskiej kulturze. Na ile są wyrazem procesu demodernizacji społeczeństwa, które nigdy pełnej modernizacji nie przeżyło, tak jak choćby Czesi? A na ile wyrazem uniwersalnego trendu rozpadu nowoczesnej, hierarchicznej kultury do kultury pokawałkowanej, tworzącej federację różnych subkultur, w których każdy uczestniczy, jak mu się podoba, na ile nie ma kompetencji, potrzeb i zasobów. Jest tylko jeden problem. Kilka dni temu w Wielkiej Brytanii ukazał się raport Warwick Commission „Enriching Britain: Culture, Creativity and Growth”. Brytyjczycy mają podobny jak my problem pogłębiającego się klasowego podziału społeczeństwa, co najlepiej widać właśnie w kulturze. Maleje uczestnictwo przedstawicieli tzw. klas ludowych w aktywnych formach, takich jak taniec. Coraz mniej osób wywodzących się z klas niższych robi kariery w narodowej kulturze.

Zdaniem autorów „Warwick Report” to problem nie tylko etyczny, w którym ujawnia się fakt, że brytyjskie społeczeństwo w coraz mniejszym stopniu jest społeczeństwem równych szans. To po prostu poważny problem rozwojowy – bez włączenia do kultury jak najszerszych rzesz społecznych nie ma co liczyć na wzrost potencjału kreatywnego i innowacyjnego, a one tylko mogą być podstawą gospodarczej konkurencyjności.

Wracając do „Idy” – chciałbym, żeby sukces tego filmu stał się okazją do podobnej dyskusji o kulturze, jaką toczą obecnie Brytyjczycy i Francuzi dostrzegający, że powszechne i aktywne uczestnictwo w kulturze to nie tylko kwestia indywidualnego rozwoju, lecz zależy od niego także jakość demokracji i sprawność gospodarki.

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Gospodarzu.

    Kino Sokolnia jest w Słupcy :-)

  2. Swietnie , ze jest Oskar.
    Ciekawe czy film by go otrzymal gdyby postac pani prokurator byla pokazana w sposob blizszy prawdzie.

    „Luna Brystygierowa, skomplikowana…postac z filmu „Ida”.

    Od grudnia 1944 pracowała w Resorcie Bezpieczeństwa Publicznego na stanowiskach kierownika sekcji, kierownika wydziału, a następnie dyrektorka Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Charakterystyczny jest typ instrukcji wydawany przez nią funkcjonariuszom na odprawach: „W istocie cała polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunistycznemu i właściwie nie ma szans na jej reedukację. Pozostaje więc jej zlikwidowanie. Ponieważ jednak nie można zrobić błędu, jaki uczyniono w Rosji po rewolucji w 1917, eksterminując inteligencję i w ten sposób opóźniając rozwój gospodarczy kraju, należy wytworzyć taki system nacisków i terroru, aby przedstawiciele inteligencji nie ważyli się być czynni politycznie”. Więzieniem, w którym pracowała Brystiger było praskie „Toledo”. Nadzorowała ona pierwszy etap śledztwa: osobiście katowała zatrzymanych, miała własne wyrafinowane metody znęcania się nad nimi (np. biła pejczem mężczyzn po genitaliach i przycinała je szufladą)…”

  3. Hmm, stare porzekadło mówi, że – za przeproszeniem – „z gówna bicza nie ukręcisz”… A jednak! Wszakże pod warunkiem, że będzie to żydowski bicz na Polaków.

    W mechanizmie przyznawania nagród typu Oscar itp., widzę pewne podobieństwo do kreacji polityków z różnych szemranych indywiduów, przedstawionej w filmie Marcela Łozińskiego pt. „Jak to się robi” – tam również, z tego samego materiału można ukręcić bohatera, medialnie nobliwego gościa w białym kołnierzyku (przylegającym do notorycznie brudnej szyi).

    PS. Zwiedzając USA pojechałem raz do Hollywood. Szok i przerażenie, ale zarazem lekcja realizmu, pokazująca, że to, co widzimy w relacjach mainstreamu, ten cały hollywoodzki blichtr, ta pompa i bogactwo, to zwykły spektakl mamiący nic niepodejrzewającą globalną gawiedź – wystarczy podnieść czerwony dywan, żeby zobaczyć popękany chodnik, albo odejść kilka metrów od tego żałosnego widowiska, żeby znaleźć się w scenerii znanej z filmów Jima Jarmuscha.

  4. Drobdzy komentatorzy,
    Czy zdajecie sobie sprawe ze Oscara dostaje sie za jakosc zrobionego filmu a nie za jego zbieznosc z prawda historyczna?
    Slowo „fabularny” powinno wam dac do myslenia zanim zamiescicie kolejne przemyslenia

  5. Czy to jest zbyt wymagające dla Pana, żeby poprawnie napisać nazwę miasta w którym jest kino Sokolnia? Na pewno nie jest to Słupsk. Nie skomentuje nawiązania do filmu którego się nie oglądało i karkołomnego powiązania go z amerykańskim gniotem. Rozumiem że blogerzy chcą być wnikliwi i dostrzegać to czego inni nie widzą, ale na boga,
    mętność kałuży nie zwiastuje jej głębi. To pudelek czy polityka?

  6. Szanowni komentatorzy, wiem, że pewne środowiska żółć – uwaga, kandydat na najbardziej polskie słowo – zalewa falami wysokości tsunami, ale kilka uściśleń osoby, która film oglądała jeszcze na początku zeszłego roku i uważa, że:
    1) Postać Pani prokurator, która zagrała Pani Agata Kulesza, to Helena Wolińska, tak zwana „krwawa Wanda” – polecam hasło na Wiki.
    2) Film nie jest o tym jak to Polacy mordowali Żydów, bo na logikę biorąc, gdyby tak było, to tytułowa Ida nie miałaby prawa przeżyć.
    3) Film nie jest też usprawiedliwieniem jakimkolwiek, niczego takiego nie zobaczyłam w nim.

    To może o czym jest ten film?

    Jest o niejednoznaczności podejmowanych decyzji moralnych, zarówno po stronie Polaków jak i Żydów, a właściwie o wyborach ludzi, konsekwencjach tych wyborów i o tym, że wybory te mogą być diametralnie różne. Film o wahaniu ludzkim, i wielkiej rozpaczy. To zobaczyłam w tym filmie, może nie najlepszym jaki w życiu widziałam, ale na pewno godnym polecenia. Tylko szkoda, że Państwo nie macie teraz już szansy obejrzeć go takim neutralnym okiem, po tym całym zamieszaniu i wszystkich nagrodach mimo wszystko, nie jest to to samo świeże, nieskażone opinią patrzenie.

    Jeśli chodzi o tekst Pana Edwina Bendyka, to mam takie nieodparte wrażenie, że jeśli chodzi o udział Polaków w tak zwanej wyższej kulturze, to argumentacja z grubsza jest taka: „muszę mieć samochód, żeby podjechać pod księgarnię i kupić sobie książkę, więc na pytanie, dlaczego nie czytamy? Odpowiedź brzmi, bo nie mam samochodu”

  7. Dodam od siebie dwa spostrzeżenia. Po pierwsze spada ilość osób chodzących do kina, bo coraz mniej osób na nie stać. Klasa średnia albo topnieje, albo jej status spada do klasy niższej. A jak wiadomo jednym z filarów rozwoju kraju jest jak największa klasa średnia. Po drugie – wspomniane badania i doświadczenia z UK. Tak się składa, iż jednym z problemów coraz mniejszej partycypacji ludności niemiejskiej w kulturze jest to, iż większość środków wspierających kulturę jest dystrybuowanych centralnie. Mało co idzie na prowincję. Pisałem o tym ostatnio w kontekście rozwoju przemysłów kreatywnych w UK: http://creativeindustries.co/post/108926523154/z-przemyslami-kreatywnymi-w-wielkiej-brytanii-nie

  8. lakkot
    Oskara dostaje się od lat za Polityczną Poprawność filmu!

  9. „To po prostu poważny problem rozwojowy – bez włączenia do kultury jak najszerszych rzesz społecznych nie ma co liczyć na wzrost potencjału kreatywnego i innowacyjnego, a one tylko mogą być podstawą gospodarczej konkurencyjności.”
    Trochę dziwię się Autorowi za takie ujęcie tematu. Przecież sam pisał o dwóch różnych rodzajach „kreatywności i innowacyjności”.
    Tej „szarej i codziennej”, za którą odpowiada system podobny do Kaizen i tej rewolucyjnej, za którą odpowiada „łaska boża”.
    „Włączanie do kultury jak najszerszych rzesz społecznych” według mnie może poprawić tylko wydajność kreatywności typu Kaizen.
    System wychowania, edukacji i zatrudnienia powinien być w stanie wyławiać ludzi utalentowanych i premiować pracowitość. Mas nie da się w całości podnieść do najwyższych poziomów. Ten drugi rodzaj kreatywności zawsze pozostanie domeną niewielu wybitnych jednostek.

    Należy kształcić masy tak, aby znaków drogowych nie budowały pośrodku ścieżek rowerowych, aby na tych ścieżkach nie parkowały samochodów, nie chodziły po ścieżkach na spacer z wózkami dla dzieci, sprzątały psie kupy z trawników. Aby po powrocie z osiedlowego spaceru kontaktowały się z radnym, z zarządem spółdzielni mieszkaniowej i z dziennikarzem lokalnej gazety/telewizji/radia i wysyłały im zdjęcia znaku drogowego pośrodku ścieżki rowerowej i zaparkowanego samochodu z wyraźnie widocznym numerem rejestracyjnym. Aby uczestniczyły w zebraniach rady osiedla i w wyborach radnego. Aby samemu kandydowały.
    Z czasem, ze wzrostem zamożności, po latach, wybudują podziemny albo nadziemny garaż na tysiąc aut i problem parkowania zniknie.
    Do bloku bez windy dobudują windę.
    I nic więcej nie da się tu zrobić.

    Rewolucyjne wynalazki to kilka osób w skali Kraju. To reforma sita, czyli znowu reforma na sposób Kaizen w poszukiwaniu diamentów-rewolucjonistów.

  10. Co to ma za znaczenie lakkot skoro można pisać felieton o filmie nawet go nie oglądając; bo dostal Oskara…

    Polityka napisała, że żaden polski film nie potrafil pokazać zagranicy prawdy o Polsce tak jak Ida.
    Do tego pije

    Przy okazji, film oglądałem zanim dostał jakąkolwiek nagrodę

  11. lakkot
    No właśnie. Dlatego nie wiem, kogo i po co cytuje Falicz, suponując, że ciotka Idy to wypisz wymaluj Brystygierowa.
    Legendarna Luna nie tylko nie wyskoczyła przez okno, ale i umarła jako mocno starsza pani „po bożemu”, pojednana z Bogiem.
    To w ogóle nie jest film polityczny i „rozliczeniowy”, tylko przejmująca, filmowo pięknie opowiedziana historia o niełatwych relacjach między dwiema bliskimi sobie kobietami z różnych pokoleń żyjącymi w niełatwych czasach, z traumą jeszcze wojenną w tle.

  12. @Andrzej Falicz – a co to ma do rzeczy? Dostał Pan filmowy dowód na „żydokomunę” trzęsącą Polską i jeszcze Pan narzeka?

  13. @Ivan12; Svart: dzięki za zwrócenie uwagi na błąd w nazwie miejscowości, jasne że Słupca. @Ivan12: nie wiem, czy Pan zauważył, że nie porównuję Idy z 50 twarzami Greya, o Idzie w ogóle nie piszę (bo jej nie oglądałem). Więc Pańska uwaga w tym aspekcie co najmniej bezprzedmiotowa, o ocenie całego wpisu się nie wypowiadam, ma Pan do niej prawo

  14. Mnie moze interesowac jakikolwiek aspekt filmu.
    Np. fakt, ze wedlug POLITYKI pokazuje zagranicy prawde Polski z tamtych czasow jak zaden wczesniejszy film.

    Moge oczywiscie napisac, ze jest surowo piekny, ze oddaje atmosfere siermieznej rzeczywistosci czasow gomulkowskich – ostatecznie czasy i nawet okolice gdzie sie rozgrywa film sa z mojego dziecinstwa.

    Film jest jak nowa francuska fala albo „Niewinni Czarodzieje”z 1960 roku.
    Samotnosc, cisza, przygniatajaca szarosc.

    OK prosze o tym pisac poi raz setny.
    Ja wybralem taki aspekt – „bo ma taka ochote”.

    Faktem natomiast jest, ze najglosniejsze filmy pokazujace Polske swiatu w ostatnich latach wszystkie w wiekszym lub mniejszym stopniu pokazuja ja przez pryzmat polskiego antysemityzmu.
    Od „w ciemnosci” przez „Poklosie”do „Matek i Ojcow” i teraz IDY.

    Przezylem juz prawie 60 lat i jakos nigdy akurat ten temat antysemityzmu nie wydawal mi sie rzeczywiscie na tyle istotnym w morzu historycznych wydarzen jakie zafundowaly Polsce historyczne zarna.

    Wydaje mi sie, ze taki obraz Polski jest obrazem skrzywionym wrecz paranoicznym.
    Zastanawia mnie czy piekny film IDA moglby zaistniec jako film o samotnosci w szarej powojennej Polsce bez motywow antysemickich.

    Wydaje mi sie, ze nie.
    I trudno mi sie z tym tak latwo pogodzic.

  15. mnieweglowski
    Nie jest prawdą, że jednym z filarów rozwoju kraju jest jak największa klasa średnia. Wręcz przeciwnie: klasa średnia jest dziś bowiem na ogół klasą nieprodukcyjną, klasą konsumującą na kredyt, a więc tylko zwiększającą zadłużenie zagraniczne swego kraju, jako że w olbrzymiej większości państw świata klasa ta konsumuje dziś głównie wyroby importowane z Chin (zresztą oficjalnie Ludowych). Poza tym, to klasa średnia jest wszędzie ostoją najgorszych gustów, obłudy, zakłamania etc,. czyli inaczej tzw. dulszczyzny. Nie jest to więc klasa, która jest zainteresowana rozwojem tzw. wyższej kultury.

  16. Dodam jeszcze od siebie, ze piekna intymna bialo-czarna historia z „Niewinnych Czarodziei”
    moglabyc zauwazona na swiecie bez elementow antysemickich – wtedy, 1960 rok.
    15 lat po wojnie.
    Dzis wydaje sie to bardzo trudne.

  17. Autor pisze:

    „powszechne i aktywne uczestnictwo w kulturze to nie tylko kwestia indywidualnego rozwoju, lecz zależy od niego także jakość demokracji i sprawność gospodarki”

    Ta zależność jest jeszcze bardziej prawdziwa w drugą stronę. O wiele silniejsza. Zgodnie z piramidą potrzeb.

    Nie ma „włączenia do kultury jak najszerszych rzesz społecznych” w sytuacji mediany zarobków netto na poziomie 2200 – 2400 zł…

css.php