Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

15.01.2015
czwartek

Słupsk. Początek zielonej modernizacji?

15 stycznia 2015, czwartek,

Słupsk. W stronę zielonej modernizacjiWczoraj w końcu dotarłem do Słupska, którym w wyniku ostatnich wyborów samorządowych zarządza Robert Biedroń.

Opisywałem w POLITYCE Gorzów Wielkopolski, gdzie już w pierwszej turze prezydentem został kandydat ruchów miejskich, Jacek Wójcicki. Wybór Biedronia stał się z oczywistych względów jeszcze większą sensacją – okazało się, że Polacy mimo przypisywanego im obyczajowego konserwatyzmu potrafią oddzielić sprawy prywatne od publicznych, by ocenić kandydata po jego ofercie, a nie orientacji seksualnej.

Robert Biedroń nie był kandydatem ruchów miejskich, choć wielu aktywistów tych ruchów uznało, że jego program de facto dokładnie odpowiada ich wartościom. To prawda, zarówno w stylu kampanii, jak i wizji zarządzania miastem wiele łączy Biedronia ze Słupska z Wójcickim z Gorzowa. Koncyliacyjność zamiast konfliktu, demokratyzacja i jak najszersze włączane mieszkańców do współzarządzania. Tyle że kampanię Roberta Biedronia wyróżniał silnie akcentowany komponent ekologiczny i hasło zielonej modernizacji. O tym właśnie wczoraj nowy prezydent Słupska rozmawiał z mieszkańcami przy współudziale Beaty Maciejewskiej wywodzącej się z Zielonego Instytutu, pełnomocniczki ds. zielonej modernizacji.

Zaskoczyła nie tylko frekwencja – mimo że spotkanie zorganizowano w środku dnia, przyszli na nie nie tylko emeryci. A ci, co przyszli, nie chcieli tylko słuchać o wizji zielonej przyszłości, tylko niecierpliwie zgłaszali swoje pomysły.

I to chyba zaskakiwało najbardziej – już wielokrotnie uczestniczyłem w spotkaniach, podczas których „ekologowie” zachęcali do swojej wizji świata: oszczędzania energii, odnawialnych źródeł energii itp. Zazwyczaj dyskusję dominował sceptycyzm, a pomysły „zielonych” jako dziwactwo dobre dla bogatych Niemców, absurdalne jednak dla Polaków mających pilniejsze problemy na głowie. Obecni na spotkaniu słupszczanie sprawiali wrażenie, jakby przestawienie miasta na reguły trwałego rozwoju były oczywiste, pytali nie tyle czy, tylko kiedy, jak i za co?

Ambitniejsi mówili wprost, że miasto może postawić na dwa zasoby: ludzi i zielony rozwój, którego elementem będą odnawialne źródła energii. Stąd wiele pytań o Instytut Zielonej Energii, który pojawił się jako temat kampanii Roberta Biedronia. Bo nie chodzi jedynie o to, żeby Słupsk znalazł pomysł na siebie, ale jednocześnie stał się liderem i ze swego pomysłu uczynił „produkt eksportowy”.

Do eksportu dojrzałych idei droga jeszcze daleka, miasto i jego nowe władze zmierzyć się muszą z licznymi problemami codzienności: opłakany stan finansów, inwestycyjne „białe słonie” z ekstrawaganckim akwaparkiem na czele. Prezydent jednak zdaje sobie sprawę, że musi równoważyć walkę z tyranią chwili z przygotowaniem strategii, która może rzeczywiście pociągnąć miasto. Miasto ciekawe, po ostatniej reformie samorządowej zmarginalizowane, z trudem walczące o uznanie z innymi ośrodkami Województwa Pomorskiego.

Ma jednak Słupsk duży potencjał, jest ciągle ważnym ośrodkiem gospodarczym i kulturalnym, ma zaplecze akademickie – choć nie jest metropolią, to jednak ma wszystkie składniki umożliwiające skok do przodu. W naszym rankingu jakości życia Słupsk zajął 31. miejsce, w pierwszej połowie stawki – najwyższe noty miasto dostało za bezpieczeństwo i stan środowiska. Nasz ranking pokazał jednak, że mniejsze ośrodki mogą być dobrymi miejscami do pracy i życia, konkurując z metropoliami. Trzeba tylko znaleźć odpowiednią receptę, by z lokalnych składników stworzyć wspólną całość.

Niechętni Robertowi Biedroniowi komentatorzy z prawej strony już ocenili, że nowy prezydent Słupska jest nieudolny, miękki etc. Szybka i śmiała cenzurka, biorąc pod uwagę, że minął dopiero miesiąc na stanowisku. Ja życzę Słupskowi, by nowemu prezydentowi się powiodło, bo wygrają wówczas wszyscy mieszkańcy. A być może zyskamy coś więcej – nowe pomysły na kierowanie miastem kwestionujące dość powszechny do ostatnich wyborów „niedasizm”.

Tu link do krótkiej medialnej relacji ze spotkania w serwisie Gryf24.pl.

Zastrzeżenie: jestem członkiem Rady Zielonego Instytutu, nie uczestniczyłem jednak ani w kampanii Roberta Biedronia, ani w tworzeniu jego programu wyborczego. W Słupsku byłem wczoraj po raz pierwszy od dekady.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Z wielką sympatią obserwuję poczynania Biedronia w Słupsku. I trzymam kciuki, aby nadal trzymał się z dala od toksycznego Palikota i gnijącej lewicy.
    Nagła, nachalna a nieproszona miłość lewicy do dewiacji seksualnych ma swe prozaiczne uzasadnienie – proletariat wyczesał pasożyty gęstym grzebieniem, nowy żywiciel jest potrzebny na gwałt. Ale to jednostronne uczucie.
    Trawestujac Glorię Steinem: gejom lewica jest potrzebna jak rybie – rower.
    Szanse przetrwania w Słupsku ma Biedroń takie same, jak każdy inny polityk. Musi działać sensownie, unikając pułapek politpoprawności, zdradliwej „opieki” gadzinowych mediów i nacisków obcego geszeftu.
    Każdy z nas, Polaków, zyska na sukcesie Biedronia, a straci na jego klęsce.
    Nie stać nas na kolejne wpadki i kretyńskie wygłupy w stylu Sikorskiego czy Bieńkowskiej – dość już marnowania publicznego dobra przez miernoty.

  2. Powrót trolejbusów a nawet może i tramwajów do Słupska?

  3. Zielony Instytut jest potrzebny Słupskowi i Biedroniowi jak siodło świni.
    Mają za wiele kłopotów codziennych by słuchac nawiedzonych.
    Fotografia ilustrująca zapał zgromadzonych dla uczonych wywodów prelegenta ilustruje to najlepiej.
    Niech Pan powstrzyma żądze doradzania Biedroniowi i Słupszczanom.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @steaktartar: „Powrót trolejbusów …”

    Beda wytwarzac elektrycznoc pzrez pocieranie. Przypominam stosowne opowiadanko Lema

  6. @abchaz: Pan ze Słupska i uczestniczył w debacie? Dziękuję za radę, może się Pan powstrzyma ze swoimi zanim zobaczy i dokładnie przeczyta. Mieszkańcy mówili o bardzo konkretnych rzeczach a nie są tacy głupi, by potrzebowali porad, bardziej studiów przypadków, rozwiązań dla analogicznych problemów. Sprawiali wrażenie, że najmniej potrzebują pseudomądrych stwierdzeń, że mają tak ciężko więc lepiej niech nic nie robią, bo to nie dla nich. Zielony Instytut to nie Instytut Zielonych Energii, który ma powstać w Słupsku jako odpowiedź na potrzeby i aspiracje.

  7. A.L.
    Także dzieci w przedszkolach będą tam generować prąd elektryczny poprzez system korb i dźwigni napędzających prądnice (też z Lema).

  8. Mniejsze miasta, jak Słupsk, mają wiele możliwości, by się wybić, nawet przed miasta znacznie większe. Jeden z podstawowych warunków to „odkorkowanie władzy”, co słupszczanie zrobili. Można postawić na historyczne zabytki, na sprawność i taniość miasta, na jego zieloność dosłowną i niedosłowną – zresztą jedno wspiera w drugie,może to być usprawnienie miasta w rządzeniu (prezydent i głos odpowiedzialnych mieszkańców), w zarządzaniu (sprawne, małe spółki komunalne), zagospodarowanie miejskich dziur i luk w zabudowie, by sieci infrastruktury nie były rozlazłe, a więc by były tańsze, by komunikacja publiczna też była bardziej zwarta, a więc i tańsza, by miasto zachęcało do spacerowania i poruszania się pieszo, zamiast dojeżdżania itd itp. Miasto staje się tańsze i sprawniejsze jako całość.
    Z tego powstaje wizerunek: miasto ma właściwości znane wszystkim, z za tym idzie zainteresowanie, turystyka, nowi mieszkańcy i biznes.

  9. Tanaka
    Miasta bez przemysłu, takie jak Słupsk są tylko pasożytami…

  10. @steaktartar: skąd tak głęboka wiedza o gospodarce Słupska? Czy np. fabryka autobusów to przemysł czy rozrywka?

  11. Panie Bendyk
    Jaka fabryka? Zwykła montownia, podobnie jak n.p. Solaris – w Słupsku powstaje bowiem tylko najprostsza, tyle ze najbardziej pracochłonna część autobusu, czyli jego nadwozie („pudło”) tamże „skręcane”. Silniki (Scania), skrzynie biegów (ZF, Voith) etc. są zaś importowane. Zatrudnia ona około 500 osób i produkuje rocznie mniej niż setkę autobusów, a rok temu zanotowała ona spadek sprzedaży aż o 77%.
    Według analityków z JMK (JMK Analizy Rynku Transportowego) mimo że SCANIA nadal jest czwartym producentem autobusów w Polsce to jej produkcja spadła dramatycznie w zeszłym roku. Największy udział w rynku na MAN (40,70%), SOLARIS (33,08%) i VOLVO (18,82%), zaś SCANIA na 4 miejscu z 2,58% znacznie odstaje od peletonu.
    Jak informuje branżowy portal infobus.pl, w 2013 r. szwedzką fabrykę w Słupsku opuściło zaledwie 96 autobusów, czyli o 243 szt. mniej niż rok wcześniej (spadek rok do roku -77,3%). W tym czasie MAN wyprodukował 1512 pojazdów, SOLARIS 1229, a VOLVO 699 szt.
    (gryf24.pl/2014/02/28/scania-sprzedana-niemcom-dalej-slupska-fabryka)
    Nie mam czasu na dokładniejszą analizę deindustrializacji Słupska (ale za odpowiednią opłatą mogę ją wykonać, jako że mam ku temu odpowiednie kwalifikacje). Niemniej oczywiste jest, że Słupsk kwitł za czasów PRLu a zaczął on upadać, tak jak Polska, po roku 1989. Słupczanie głosują więc przeciwko obecnej władzy „nogami”, tak samo jak mieszkańcy Łodzi, Wałbrzycha czy Radomia – od roku 1994 Słupsk stracił bowiem oficjalnie prawie 10 tys. mieszkańców, a realnie zapewne co najmniej dwa razy tyle (większość polskich gastarbajterów nie zgłasza bowiem nigdzie faktu swego wyjazdu z Polski) a bezrobocie wzrosło tam z praktycznie zera w roku 1988 do obecnych oficjalnie prawie 25%, a więc realnie prawie 50% (w roku 2013 w samym mieście Słupsku było 12,9% bezrobotnych, a w powiecie aż 23,8%), a więc na jedną ofertę przypadało tam oficjalnie około 8 bezrobotnych (gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130411/SLUPSK/130419942), ale że realna liczba bezrobotnych jest tam znacznie wyższa, jako że w Słupsku metodami administracyjnymi skreślono ostatnio z listy bezrobotnych ponad tysiąc osób (hotmoney.pl/nabiezaco/PRACA-Slupsk-ma-patent-na-leniwych-bezrobotnych-a3307), to na jedną ofertę pracy przypada tam dziś co najmniej 10 bezrobotnych. Gdyby nie masowa ucieczka Słupczan za granicę, to sytuacja na rynku pracy byłaby w Słupsku znacznie gorsza.
    Polecam także, na początek:
    „Wpływ procesów transformacji na lokalne struktury przemysłu na przykładzie byłego województwa słupskiego” (prace-kgp.up.krakow.pl/article/viewFile/578/470)
    oraz:
    wiernipolsce.wordpress.com/2014/02/06/aneks-do-tematu-jak-powstawaly-i-jak-upadaly-zaklady-przemyslowe-w-polsce
    defs.pomorskie.eu/res/pokl/Dokumenty/Raporty/raport_7.2.1_02
    lech.keller(at)gmail.com

  12. Nie będzie żadnej modernizacji bez oszczędności. Polecam w tej kwestii wywiad z prof. Stanisławem Gomułką w styczniowym Forbesie, jeśli czytanie takiej gazety nie jest obciachem. W powyższym tekście oszczędzanie się pojawiło w kontekście oszczędzania energii. Powstaje w mojej głowie pytanie, czy wszystko, co nie jest energią mamy marnować? Jakbyśmy wszystko marnowali, to i oszczędzanie energii się nie uda. No ale chyba nie o to chodziło. Kapitał własny jest potrzebny z dwóch powodów. Po pierwsze własne pieniądze się rozsądniej inwestuje niż pożyczone. A po drugie pożyczając oddajemy się na łaskę wierzyciela, który jest faktycznym inwestorem i ma inne priorytety. Wszystkie państwa rozwijające się na kredyt wpadają w pułapkę zadłużeniową i Polski to nie ominie, ważne żeby skalę przyszłego kryzysu ograniczać.

    Przy okazji chciałbym się rozprawić z koncepcjami ‘przełomowych innowacji’ i ‘dynamizmu’, które pojawiły się na blogu wcześniej (przy okazji prof. Phelpsa). Nie wydaje mi się, aby istniały ‘przełomowe innowacje’, zwłaszcza w dziedzinie technologii, raczej wierzę w nagromadzenie drobnych innowacji prowadzące do dużych zmian. Obecnie najbardziej potrzebną zmianą jest oszczędzanie istniejących zasobów przez rosnącą ludzkość. Najważniejszą innowacją byłaby zmiana zachowań w tym kierunku, ale to nie nastąpi nagle, więc trudno mówić o przełomie. Odnośnie ‘dynamizmu’ nie jest to zupełnie prawda, że kiedyś on był (na zachodzie), a teraz nie ma. Rozwój USAw przeszłości wynikał głównie z dużej liczby zasobów dostępnych stosunkowo małej grupie ludzi. Poza tym wzrosty PKB w XIX wieku nie przekraczały 2 % rocznie w najlepszych okresach. To się retrospektywnie wydaje ‘dynamizmem’, bo w sumie efekt był potężny, ale mieszkaniec amerykańskiej prowincji w XIX wieku nie musiał odczuwać wielkiej zmiany.

    Nawoływanie do ‘dynamizmu’ i ‘pobudzania gospodarki’ oraz ‘większego ryzyka’ idą dokładnie w przeciwnym kierunku niż jest potrzebny. Walka o ‘wzrost PKB’ na kredyt jest szkodliwa. Potrzebujemy żyć i inwestować mądrzej a nie drożej. Bunt przeciwko marnotrawstwu może się zacząć w miastach (nie wiem czy tak będzie) i może nawet połączyć ekologów z leseferystami przeciwko wspólnemu wrogowi keynesowskiego populizmu konsumpcyjnego.

  13. KrzysztofMazur
    Zgoda, że walka o ‘wzrost PKB’ na kredyt jest szkodliwa, ale proszę poczytać o tzw. paradoksie oszczędzania. „Forbes” jest zaś gazetką dla inwalidów umysłowych, a Stanisław Gomułka od dawna cierpi na starczą demencję – miałem kilka lat temu wątpliwą przyjemność recenzowania jego artykułu, w którym, zresztą zupełnie niepotrzebnie, umieścił on aparat matematyczny, tyle, że z elementarnymi błędami w całkowaniu. 🙁 On od dawna nie ma pojęcia, jakie głupstwa on plecie… Na szczęście w LSE dawno temu się go pozbyli! 🙂
    A na marginesie ostatnich wydarzeń – rentowność kopalni trzeba liczyć w perspektywie nawet nie lat, a co najmniej dekad. Dziś ceny węgla są sztucznie zaniżone (recesja i rozgrywki polityczne na linii Waszyngton-Moskwa), ale niedługo muszą one iść w górę, jako że nośników energii nam nie przybywa, a ubywa. Uzależnienie Polski od importu nośników energii oznacza zaś jeszcze wyższy deficyt naszych obrotów z zagranicą, a więc jeszcze wyższy dług zagraniczny. Oto liczby:
    Bilans rachunku bieżącego (current account balance): -$11.06 mld (2013), -$18.14 mld (2012)
    Export: $202.3 mld (2013), $191.0 mld (2012)
    Import: $207.4 mld (2013), $197.7 mld (2012)
    Dług zagraniczny (foreign debt): $365.2 mld (31/12/2013), $364.2 mld (31/2/2012)
    Wynika z tego, że współczesna Polska jest krajem znacznie bardziej zadłużonym niż PRL, krajem żyjącym od lat na kredyt, krajem z chronicznie negatywnym bilansem wymiany z zagranicą oraz rosnącym zadłużeniem zagranicznym, które jest dziś w Polsce co najmniej 10 razy większe niż za Gierka. Nie jest nas więc stać w takiej sytuacji na zamykanie kopalń, szczególnie że oznacza to jeszcze wyższe bezrobocie i to w regionie z i tak już bardzo wysoką realną stopą bezrobocia.
    Nie poruszam tu też dokładniej sprawy bezpieczeństwa energetycznego Polski – bez kopalń węgla zdani bowiem jesteśmy na łaskę i niełaskę zachodnich koncernów energetycznych, a więc jeszcze bardziej ograniczamy swą suwerenność oraz godzimy się na płacenie w przyszłości bardzo wysokich cen za import nośników energii. 🙁
    Pozdr.

  14. KrzysztofMazur
    P.S. Bez konsumpcji nie ma popytu,a więc także i produkcji, zaś Keynes, co by o nim nie mówić, przedłużył agonię kapitalizmu o jakieś nawet 100 lat.

  15. steaktartar
    Według danych tutaj
    http://pl.tradingeconomics.com/poland/balance-of-trade
    Bilans handlowy od 2 lat jest lekko dodatni i uległ radykalnej poprawie przez ostatnich 5-6 lat.
    Bilans płatniczy tutaj
    http://pl.tradingeconomics.com/poland/current-account-to-gdp
    jest lekko ujemny, ale zbliża się do zera. A w 1980 roku po dekadzie uwielbianego przez Pana Gierka było -15 % PKB. Można też sobie zobaczyć, jak to się zmieniło w 1989/90 roku i w którą stronę.

    Budowa przemysłu ciężkiego za wszelką cenę kosztem całego społeczeństwa i produkującego zbędne półprodukty przez Gierka i jego poprzedników zamordowało PRL i żadne statystyki zatrudnienia tego nie zmienią. Ten cały ‚wielki przemysł’ był szkodliwy, bo społeczeństwo do niego dopłacało. I słusznie został ograniczony i sprywatyzowany. O tym, czy opłaca się inwestować w kopalnie i ponosić ryzyko powinien decydować prywatny inwestor inwestujący własne pieniądze. A nie państwo ryzykujące długiem zaciąganym na koszt i ryzyko podatników. Co jeśli po kilku dekadach się okaże, że nie było warto? Od ilości przemysłu ważniejsza jest jego jakość. Przykłady rozwijających się firm można znaleźć tutaj:
    http://mkaczmarczyk.blox.pl/2015/01/Polski-biznes-wychodzi-z-garazu.html

  16. Anegdota.
    Polacy dają radę w szachach, można kibicować tutaj
    http://www.tatasteelchess.com/tournament/livegames

  17. W sprawie Keynesa polecam
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/68107/jak-zrujnowac-gospodarke-czyli-keynes-wiecznie-zywy
    Keynes nie mógł ‚przedłużyć agonii kapitalizmu’, bo nie ma żadnej agonii, a wręcz przeciwnie (jak z rezygnacją pisze np. Zizek). A sam Kenes domagał się pompowania popytu pustym pieniądzem, bo był spekulantem finansowym zarabiającym na owym pompowaniu. Był też prekursorem kreatywnej księgowości polegającej na księgowaniu niezrealizowanych zysków, dzięki czemu doprowadził do problemów w kierowanej przez siebie firmie ubezpieczeniowej i został słusznie zwolniony. Był też bufonem i narcyzem pogardzającym większością ludzi pracujących. To jeden z wielu wątpliwych ‚autorytetów’.

  18. KrzysztofMazur
    Stoch wygrał w Zakopanem. Ale przecież on sam nie powstrzyma upadku polskiej gospodarki i związanego z tym wyludnienia się Polski…

  19. Moja główna odpowiedź wisi w ‚moderacji’. Nie wiem, czemu niektóre przechodzą, a inne nie. Polska gospodarka nie upada, przynajmniej na razie.

  20. Krzysztof Mazur
    Myślisz życzeniowo. Przecież kapitalizm wpadł pod koniec lat 1970tych w długotrwałą recesję, która rozłożyła m. in. gospodarkę PRLu (uzależnioną wówczas od Zachodu przez Gierka), a trwa ta recesja do dziś i jej końca nie jest widać. Nie oceniam też Keynesa jako człowieka (przypominam, że jeszcze wybitniejszy ekonomista niż Keynes, czyli sam Ricardo, kupił sobie stołek w Izbie Gmin), ale czytałem jego dzieła i uważam, że Keynes sporo racji w swej analizie kapitalizmu. Głównym jego błędem było zaś to, że znalazł on sposób na przedłużenie agonii agonii kapitalizmu, zamiast postulować jego jak najszybszą (samo)likwidacje, ale cóż – był on burżujem, a więc reprezentował on interesy swej klasy społecznej. A co do Żiżka, to on przecież nie ma nawet najmniejszego pojęcia o gospodarce – nie jest on zresztą ekonomistą a tylko dość przeciętnym filozofem.
    A kapitalizm polega przecież od co najmniej 100 lat na spekulacjach finansowych, a od lat 1970tych na puszczaniu w obieg „pustego”, czyli bezwartościowego pieniądza ze zmienną siłą nabywczą, pieniądza kreowane z niczego, a nawet z mniej niż niczego czyli z długu,a więc o czym tu mowa?

  21. Krzysztof Mazur
    Użyłeś zakazanego słowa albo za dużo linków. Poza tym, to PKB Polski jest dziś realnie mniejszy niż za czasów PRLu, jako że Polska utraciła po roku 1989 olbrzymią większość swego przemysłu, a więc ów rzekomy wzrost naszego PKB jest tylko na papierze – to jest przecież głównie inflacja oraz statystyczne machlojki (n.p wliczanie prostytucji do PKB). 🙁

  22. Odpowiedź bez linków, może przejdzie.
    Bilans handlowy od 2 lat jest lekko dodatni i uległ radykalnej poprawie przez ostatnich 5-6 lat. Bilans płatniczy jest lekko ujemny, ale zbliża się do zera. A w 1980 roku po dekadzie uwielbianego przez Pana Gierka było -15 % PKB. Można też sobie zobaczyć, jak to się zmieniło w 1989/90 roku i w którą stronę.
    Budowa przemysłu ciężkiego za wszelką cenę kosztem całego społeczeństwa i produkującego zbędne półprodukty przez Gierka i jego poprzedników zamordowało PRL i żadne statystyki zatrudnienia tego nie zmienią. Ten cały ‘wielki przemysł’ był szkodliwy, bo społeczeństwo do niego dopłacało. I słusznie został ograniczony i sprywatyzowany. O tym, czy opłaca się inwestować w kopalnie i ponosić ryzyko powinien decydować prywatny inwestor inwestujący własne pieniądze. A nie państwo ryzykujące długiem zaciąganym na koszt i ryzyko podatników. Co jeśli po kilku dekadach się okaże, że nie było warto? Od ilości przemysłu ważniejsza jest jego jakość.

  23. Pusty dług i inflacja to jest właśnie keynesizm, a nie (właściwy) kapitalizm. Najpierw państwo ‚pobudza popyt’ wydawaniem pożyczonych pieniędzy, a następnie je drukuje, żeby nie spłacać długów i to drukowanie skutkuje spekulacją i stagnacją. W krajach, gdzie keynesizm jeszcze nie dotarł, czyli poza starymi gospodarkami zachodu, nie ma żadnej recesji. A te kraje będą miały coraz większy udział w gospodarce światowej.

  24. Krzysztof Mazur
    1. Opuść www etc. a linki przejdą.
    2. Bilans handlowy się nie liczy – liczy się tylko tzw. current account (czyli bilans wymiany z zagranicą), a ten w Polsce jest zazwyczaj ujemny i to od wielu lat – patrz n.p.: tradingeconomics.com/poland/current-account oraz tradingeconomics.com/poland/current-account-to-gdp oraz indexmundi.com/poland/current_account_balance.html
    Oto dane za lata 1980-2014
    Year (rok) Current account balance (Bilans płatniczy) w mld USD
    1980 -8.805
    1981 -8.442
    1982 -4.404
    1983 -6.611
    1984 -6.689
    1985 -7.268
    1986 -6.596
    1987 -6.706
    1988 -7.572
    1989 -1.227
    1990 +1.187
    1991 -0.288
    1992 +0.859
    1993 -1.159
    1994 +5.479
    1995 +0.854
    1996 -3.264
    1997 -5.744
    1998 -6.901
    1999 -12.487
    2000 -10.343
    2001 -5.946
    2002 -5.544
    2003 -5.473
    2004 -13.258
    2005 -7.242
    2006 -13.147
    2007 -26.501
    2008 -34.957
    2009 -17.155
    2010 -20.982
    2011 -25,770
    2012 -18,263
    2013 -11,060
    (Index Mundi, World Bank, IMF (MFW))
    Brak jest jeszcze porównywalnych danych za rok ubiegły (2014) ale należy spodziewać się deficytu w okolicach co najmniej 10 mld USD.
    3. Rok 1980 był wyjątkiem – to był (obok roku 1981) rok najpoważniejszych kłopotów dla polskiej gospodarki, spowodowany głównie tym, że Zachód domagał się od Polski spłat zaciągniętych wcześniej kredytów, jednocześnie nakładając de facto na Polskę embargo. Tego by nie wytrzymała nawet gospodarka ówczesnej NRF.
    4. Nie jest prawdą, że przemysł jest Polsce niepotrzebny i że za Gierka produkował on zbędne wyroby, jako że za nie otrzymywaliśmy n.p. z ZSRR ropę i gaz po bardzo atrakcyjnych cenach. Nikt do tego przemysłu nie dopłacał, a ludzie mieli w nim pracę, a więc także i nadzieję oraz widzieli sens życia.
    5. Prywatny inwestor dziś nie inwestuje, on tylko spekuluje, ponieważ z powodu recesji trwającej od lat 1970tych stopa zysku jest dziś bardzo niska, a więc realne inwestycje przynoszą bardzo małe zyski (jeśli je w ogóle przynoszą). Inwestować musi więc dziś państwo.
    6. Długi i inflacja to jest właśnie sama esencja kapitalizmu. Poza tym, bez popytu to produkcja nie ma sensu, a od dawna wiadomo jest, że produkcja nie generuje „sama z siebie” popytu, że normalnym stanem kapitalizmu jest nadwyżka podaży nad popytem, szczególnie zaś na rynku pracy (w więc także chroniczne, strukturalne bezrobocie).
    7. Recesji nie ma dziś właściwie tylko w Chinach, ale tam jest typowy kapitalizm państwowy, czyli inaczej „turbokeynesizm”. A reszta świata (czyli poza tzw. Zachodem i Chinami) jest tak biedna, że się nie liczy pod względem gospodarczym.
    8. Dziś gotówka (banknoty i bilon) stanowią margines obrotu pieniądza, al;e cóż, ty wciąż mylisz gotówkę z pieniądzem. 🙁

  25. Krzysztof Mazur
    Jaj myślisz, czyje to są słowa?
    ” W 2015 roku mamy Polskę nierówności społecznej, mamy Polskę braku perspektyw, Polskę wykluczeń, umów śmieciowych, masowej emigracji młodzieży, gigantycznego zadłużenia, gigantycznych, wieloletnich kolejek do lekarzy, obowiązkowej pracy do 67. roku życia, Polskę, gdzie wybieramy parlamentarzystów nie do reprezentowania naszych interesów, ale wybieramy przedstawicieli zaklinowanych, zacietrzewionych plemion, które wciągnęły nasz kraj w destrukcyjną zacietrzewioną retorykę.”
    http://tinyurl.com/nrpqflt

css.php