Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

7.01.2015
środa

Człowiek w nieistniejącym społeczeństwie

7 stycznia 2015, środa,

Jednostka-po-nowoczesnosci-Perspektywa-socjologiczna_Miroslawa-Marody,images_big,23,978-83-7383-204-6

Warto było czekać. Mirosława Marody sama szczerze przyznaje, że praca nad jej najnowszą książką zajęła o wiele więcej, niż planowała. Zaczęła pisać „Jednostkę po nowoczesności” w 2005 r., chwilę po opublikowaniu wspólnie z Anną Gizą „Przemiany więzi społecznych”.

Okazało się jednak, że dość oczywisty temat kontynuacji pracy okazał się niezwykle trudno uchwytny. Z prostego względu – prof. Marody zdecydowała się opisywać rzeczywistość, która dopiero się staje, a nie tę, która istnieje, co dla socjologa wiąże się z licznymi wyzwaniami. Jak jednak pisze we wstępie Autorka:

… socjologia – jeśli chce obronić swe roszczenia do bycia odrębną dyscypliną naukową – musi odejść od utrwalonego nawyku koncentrowania się na opisie „gotowego” społeczeństwa i zacząć szukać sposobów opisu oraz analizy społeczeństwa in statu nascendi.

Bo to „gotowe” społeczeństwo „n’existe plus”, jak stwierdził Alain Touraine (opisywałem go i jego najnowszą książkę „La fin des societes” w noworocznym wydaniu POLITYKI, a także wcześniej na blogu. Z kolei w świątecznym wydaniu POLITYKI ukazał się wywiad z prof. Marody, rozmawiał Jacek Żakowski).

Teza o końcu społeczeństwa w kształcie, jaki znaliśmy, dość długo przebijała się do świadomości. Ponad dekadę temu, gdy wyszła „Socjologia” Piotra Sztompki, organizowaliśmy w POLITYCE promocję. Inspirowany pracą Touraine’a „Can We Live Together” zatytułowałem spotkanie „Czy koniec społeczeństwa?”. Prof. Sztompka uznał wówczas ten tytuł za małą prowokację, a pomysły Touraine’a – za lekko ekscentryczne. Dziś Touraine pisze o końcu społeczeństwa w trybie oznajmującym. Zamiast jednak sięgać po niedostępne po polsku dzieło Touraine’a (tzn. można przeczytać wstęp do opus magnum, czyli „Po kryzysie”), można przeczytać znakomite opracowanie Mirosławy Marody.

Lata żmudnej pracy przyniosły niezwykle treściwe rezultaty – prof. Marody przeczytała chyba wszystko, co można było przeczytać, i – co ważniejsze – sama lektura jej nie wystarczyła, tylko dołożyła do niej interpretację wytrawnego socjologa. W efekcie „Jednostkę po nowoczesności” czyta się jak epopeję o przemianach społecznej struktury w ostatnich dekadach, pod wpływem różnorodnych czynników: zarówno gospodarka, jak i zmiana technologiczna powodują, że jednostka staje się nie tylko „indywiduum” w takim sensie, o jakim pisali filozofowie liberalizmu, lecz także w sensie strukturalnym – staje się podmiotem coraz mniej zależnym w swym działaniu od struktur społecznych, jakie rozwinęły się w epoce nowoczesnej.

Teza o końcu społeczeństwa nie polega na stwierdzeniu końca życia społecznego. Przeciwnie – człowiek niezmienne pozostaje istotą społeczną, co oznacza:

że jego poglądy na świat oraz zachowania są kształtowane przez poglądy i zachowania innych ludzi.

W epoce pospołecznej podstawową formą socjalizacji staje się indywidualizacja, jakkolwiek może to paradoksalnie brzmieć. W takiej sytuacji zmieniają się zasadniczo rola i funkcja państwa, które – choć ciągle jest podstawowym elementem zarządzania politycznego na określonym terytorium – to jednak:

przestaje być ono postrzegane jako jdyny gwarant możliwości samostanowienia społeczeństwa, jako jego „zbrojne ramię”, chroniące jednostki przed zagładą. innymi słowy, przestaje być wartością samą w sobie, zaczyna być oceniane głównie przez sprawność, z jaką radzi sobie z rozwiązywaniem codziennych problemów społecznych i zaspokajaniem potrzeb swych obywateli.

Problem jednak w tym, że indywidualizujące się społeczeństwo staje się coraz bardziej złożone, co:

prowadzi do załamywania się efektywności weberowskiego modelu biurokracji jako podstawy organizacji aparatu państwowego, albowiem wraz z pogłębianiem się kompleksowości ładu społecznego w strukturach państwowych pojawia się deficyt wiedzy.

A z drugiej strony zmienia się postawa wobec państwa z obywatelskiej na „konsumencką”. Doskonałej ilustracji dla obu tych zjawisk dostarczyły protesty przeciwko ACTA. Mirosława Marody nie ma wątpliwości, że przechodzimy radykalną przemianę struktury społecznej i jesteśmy w trakcie tworzenia nowych form organizacji społecznej. Efektów tego procesu nie jesteśmy w stanie przewidzieć, wszak społeczeństwo:

jest niczym innym jak swoistą siatką regularności, wyabstrahowanych z jednostkowych działań.

Gdzie zatem szukać zrębów nowego społeczeństwa? Prof. Marody stwierdza, że:

to w istniejących sieciach komunikacji należałoby poszukiwać wyłaniania się sił społecznych zdolnych do tworzenia nowego rodzaju organizacji społecznej, nowego społeczeństwa.

Lektura „Jednostki po nowoczesności” sprawiła mi wielką satysfakcję nie tylko dlatego, że przyniosła wiele odpowiedzi na pytania, jakie chodzą za mną w sumie od pracy nad „Zatrutą studnią”, a więc od ponad dekady. Jeszcze bardziej cieszy mnie potwierdzenie dla własnych intuicji wynikających z podobnych lektur i obserwacji, którym dałem wyraz w eseju „Ja. Bohater Naszych Czasów” będącym rozdziałem książki „Jak żyć w świecie, który oszalał„, którą przygotowaliśmy wspólnie z Witoldem Orłowskim i Jackiem Santorskim. W najnowszej POLITYCE aplikuję te obserwacje do analizy polskiej sceny politycznej w roku 2015 w kontekście „próżni socjologicznej”.

Książka Mirosławy Marody pomaga zrozumieć wiele zjawisk współczesnego świata, jako że jednak opisuje świat in statu nascendi, nie może w pełni zaspokoić ciekawości. Jest więc też zachętą do dalszych poszukiwań. Dla mnie ważnymi tropami, muśniętymi tylko w analizie prof. Marody, są takie kwestie jak rozwój „maszyn społecznych” i „społecznego systemu operacyjnego”, o którym pisze Barry Wellman, rozwijając koncepcję usieciowionego indywidualizmu. Dalej – kwestia emocji w zindywidualizowanym świecie wykraczająca daleko poza problem rozemocjonowania sfery publicznej. Ciekawe są tu tropy wskazywane przez Marthę Nussbaum w pozytywny sposób analizującej rolę emocji w polityce jako wyrazu rozumu ucieleśnionego.

Cóż, tworzenie się nowego społeczeństwa to czas pełen zagrożeń, ale i niezwykła okazja do uczestniczenia w niepowtarzalnym doświadczeniu. I tu znowu cieszę się, że „Jednostka po nowoczesności” potwierdza słuszność założeń stojących za moimi poszukiwaniami, jakie od kilku lat realizuję bardziej systematycznie w ramach projektu „Kultura i rozwój” (razem z Narodowym Centrum Kultury) oraz „Laboratorium Przyszłości” (razem z Centrum Sztuki Współczesnej). O tych poszukiwaniach więcej niebawem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. I co Redaktorze poszukiwania kolejnej Arkadii.
    I znów zmęczone twarze , zadymione pokoje, puste butelki, bo trzeba znaleźć. Na gwałt szukać.
    A może jednak trzeba obrócić się za siebie. Coś tam człowiek przez parę tysiącleci wystrugał, parę rozsądnych myśli zawarł w opisie świata.
    Może szukał pomocy w niebie, ale kto wie może to nie było takie zupełnie bezsensowne.

    A teraz fragment:

    Miłosz Czesław „Eoconomia divina”

    „Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili.

    Kiedy Bóg skalnych wyżyn i gromów (…)

    Najdotkliwiej upokorzy ludzi,

    Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną,

    Im zostawiając wnioski i nie mówiąc nic”.

  2. a ja przypomne Gospodarzowi, że 1.01.15 zmarł Ulrich Beck, ze Słupska zresztą

  3. @jsn111: dziękuję ale skąd przekonanie, że trzeba przypominać? Niestety, w ostatnich dniach odeszło wielu wspaniałych ludzi, także znakomity polski socjolog Edmund Wnuk-Lipiński

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tempora mutantur et nos mutamur in illis

  6. Film „Rój”…….
    Zaczęło się od koktailów Mołotowa gówniarzy.
    Przyniosło ZMIANĘ.
    Internet przyniósł zmiany.
    Nieprzewidywalne.
    Internet był jednym z koktaili zmieniających społeczeństwo.
    Innym- kontrola urodzeń.
    Zastygły układ społeczny ruszył.
    W jakim kierunku?

  7. I zszedł człowiek z drzewa i zaczął zbierać i gromadzić na cięższe czasy. A jeden z nich nie chciał zbierać, wolał zabierać tym co już zebrali. I dobrze mu się żyło i zaczęli go naśladować inni tak że zbierającym zabierało wielu zabierających. Pomyśleli więc zbierający, że wybiorą sobie jednego zabierającego i w zamian za ochronę przed innymi zabierającymi dawać mu będą sami to co do tej pory im zabierał a nawet więcej.
    I tak powstała struktura społeczna a z nią podatki.

  8. Panie Redaktorze,
    Znów: w Polsce pracy nie mogą dziś znaleźć miliony pełnosprawnych Polaków, a więc wyjeżdżają oni zagranicę, wyludniając tym samym Polskę, a Pan tu się rozpisuje o sztucznie wygenerowanych pseudo-problemach garstki znudzonych, reżymowych intelektualistów. Na takie fanaberie, jak z definicji jałowe przecież rozważania o tzw. więziach społecznych, nie jest przecież stać biednej Polski! Przecież w kapitalizmie rynkowym nie ma społeczeństwa, co wyraźnie powiedziała Pani Thatcher, a jeszcze wcześniej Marks napisał, ze w tymże kapitalizmie rynkowym, to stosunki między ludźmi są zastępowane przez stosunki między rzeczami. Dokładniej, to Marks uważał, że przekształcenie w kapitalizmie rynkowym siły roboczej w towar prowadzi do tzw. fetyszyzmu towarowego, czyli spostrzegania stosunków między ludźmi jako stosunków między towarami i do alienacji pracy. I to jest dziś prawdziwy problem Polski i Polaków.
    Tak więc na bezsensowne rozważania o niczym (nieistniejących więziach w nieistniejącym społeczeństwie) stać jest przecież tylko bardzo bogate państwa z zerowym bezrobociem, a nie biedną Polskę, z jej wielomilionowym bezrobociem i skandalicznie niskimi zarobkami! Przecież realna stopa bezrobocia w Polsce wynosi od lat dobrze ponad 30%, jako iż do tych oficjalnych ok. 10% należy dodać co najmniej drugie tyle osób, które z powodu tragicznej wręcz sytuacji na polskim rynku pracy uciekły na wcześniejsze renty oraz emerytury oraz drugie tyle osób, które z powodu braku pracy w Polsce, zmuszone zostały zmuszone do emigracji albo w ogóle zrezygnowały z wejścia na rynek pracy po ukończeniu edukacji. Dlaczego Pan unika tego najważniejszego dziś problemu Polski i Polaków, a tylko wciąż wynajduje „w pocie czoła” tzw. tematy zastępcze?

css.php