10.07.2013
środa

Wołyń 1943-2013

10 lipca 2013, środa,

Na kilka dni przed oficjalnymi obchodami 70. rocznicy rzezi wołyńskiej w Pawliwce, czyli dawnym Porucku, gdzie wszystko się zaczęło odbyły się obchody zorganizowane z inicjatywy społecznej, obywatelskiej przez ludzi dobrej woli z Polski i Ukrainy. Uniwersytet im. Łesi Ukrainki w Łucku, przedstawiciele kościoła i cerkwi, Forum Polsko-Ukraińskie, Związek Ukraińców w Polsce to tylko kilka szyldów instytucji które przygotowały spotkanie i wspólne polsko-ukraińskie uroczystości, najpierw na Wołyniu, potem na Chełmszczyźnie, w Sahryniu. To tę ukraińską wioskę spacyfikowała w 1944 r. Armia Krajowa. Mniej mnie jednak interesuje historia, bardziej dzisiejsze próby jej zrozumienia i przetłumaczenia. Na poziomie dyskursu czysto racjonalnego daleko jeszcze do porozumienia, bo dzieli interpretacja podstawowych faktów. Największe emocje zbudza stwierdzenie, czy rzeź miała charakter planowy, czy była niejako skutkiem ubocznym brutalnego konfliktu polsko-ukraińskiego. Polscy historycy nie mają wątpliwości, podobnie zresztą jak nie ma ich wielu historyków ukraińskich. Akcja na Wołyniu miała charakter planowy, późniejsza akcja odwetowa AK i Batalionów Chłopskich, której ofiarą padł m.in. Sahryn, jak przekonuje Grzegorz Motyka w wywiadzie dla “Polityki” miała charakter rozprozony. Seminarium w Łucku na Uniwersytecie im. Łesi Ukrainki pokazało jednak, że jeszcze trochę wody w Bugu i Sanie upłynie, zanim dojdziemy w tej kwestii do zgody.

Być może należy jej szukać nie tyle na poziomie historycznych faktów (choć nie ma co odbierać historykom roboty), ile w kulturze – w analizie narracji, jakimi Polacy i Ukraińcy posługują się w opowiadaniu swojej historii. Fascynującą próbę podjął charkowski teatr “Arabesky” wespół ze Sceną InVitro z Lublina przygotowując w Łucku rocznicowy spektakl. Brutalnie szczery, nie pominął żadnych drażliwych kwestii. Jednocześnie jednak awangardowa forma sceniczna uwolniła temat od historycznej dosłowności. Historia stała się przedmiotem analizy ujawniającej, jak się ona zmienia podczas kulturowego kodowania i przenikania do codziennego języka, kultury popularnej, mediów.

Sama jednak formuła uroczystości w Pawliwce/Porucku i Sahryniu pokazała, że jakkolwiek tragiczna historia jest ciągle przedmiotem sporu, to jednak nie przeszkadza ona w przyjacielskich relacjach między Polakami i Ukraińcami, nie niszczy wzajemnego szacunku. O ile historia ta nie jest instrumentalizowana politycznie przez oszołomów, którzy liczą że rozdrapując stare rany ugrają coś w swych brudnych rozgrywkach. W tym kontekście ucieszyła mnie reakcja szesnastoletniego syna, który wybrał się ze mną na Wołyń i dzielnie uczestniczył we wszystkich punktach programu, mimo że często barierą był brak tłumaczenia z ukraińskiego. Emocje były jednak tak silne i absorbujące, że wytrwał do końca dnia zwieńczonego wspomnianym spektaklem wyraźnie zafascynowany rozgrywającym się dramatem. Z fascynacji tej wyłaniała się chęć zrozumienia, ciekawość historii w jej złożoności. Poniżej krotka impresja filmowa z Pawliwki/Porucka, ze spektaklu i z Sahrynia.

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Właściwie to o czym chciał Pan napisać ?

  2. W latach 50-ych – na Ziemiach Zachodnich przesiedleni ze Wschodu Ukraińcy zamordowali 2 lekarzy którzy jeżdżąc ambulansem po wsiach (w rejonie Jasienia i Mostków w lubuskim) opiekowali się tamtejszą ludnością. Ucieli im glowy i porzucili trupy w polu żyta. Przypuszczano kto i z jakiej wsi dokonal tej zbrodni – dzięki przytomności umyslu i stanowczości jednego z oficerów nie rozjechano czolgami tej wiochy nocą. Taki plan mieli polscy żolnierze. Mój Ojciec jako lekarz byl niedaleko – w amerykańskim ambulansie mial w sterylizatorze Browninga (na wypadek gdyby któryś z pacjentów chcial go zarżnąć). Spano tak samo – ze spluwą pod poduszką. Wg. Polaków którzy w tych okolicach mieszkali Ukraińcy to bydlaki bez uczuć ludzkich

  3. zamordowanie ok 20tys polskich zolnierzy w Katyniu to okazja do “swietowania” i to od lat, wymordowanie w bestialski sposob ponad 100tys polskich obywateli po prostu “zamiata sie pod dywan”….
    jedyna roznica to to ze katynskimi ofiarami mozna “dowalic” Ruskim, czego nie mozna zrobic w przypadku wolynskich…

  4. @otu: różnica między Katyniem i Wołyniem jest dosyć istotna: za Katyniem stało państwo, które ma prawnego sukcesora w postaci Federacji Rosyjskiej. Rzeź na Wołyniu była akcją zaplanowaną ale obecne państwo ukraińskie nie jest sukcesorem tych, co podejmowali decyzje. Poleca, jeśli będzie okazja, obejrzeć spektakl, o którym pisałem. A dziś wywiad z Grzegorzem Motyką w “Polityce”

  5. Edwin Bendyk
    11 lipca o godz. 8:27

    w przeciwienstwie do Pana nie dziele tego na mordy “wlasciwe” i “niewlasciwe”. Dla mnie sa to po prostu MORDY. Z mojej rodziny zgineli zarowno w Katyniu jak na Wolyniu. Podejrzewam, ze jak to Pan zgrabnie okreslil …prawnego sukcesora w postaci Federacji Rosyjskie…, ze oprocz mozliwosci dokopania Ruskim chodzi o KASAE!
    A tego nie ma w przypadku mordow na Wolyniu.

  6. Jeżeli Ukraina nie jest sukcesorem przeszłości, to powinna odciąć się od bandytów z UPA i ONU. A co robi ? Czci ich, jak bohaterów i wystawia pomniki.
    Kunktatorstwo władz polskich jest skandalem.

  7. Objechałem parę lat temu całą Zachodnią Ukrainę i nie mam ochoty tam wracać. Zadziwia zaciekłość niszczenia wszystkiego, co polskie. Właściwie, z nielicznymi wyjątkami, zostały tam same ruiny po dawnych pałacach, kościołach, cmentarzach. Zwiedzania ruin po jakimś czasie ma się dosyć. Tak samo, jak oglądania portretów kozackich atamanów w pałacu w Zbarażu, czy kompletnie zdewastowanego pałacu w Podhorcach, dawniej porównywanego z Łańcutem.

  8. @otu: proszę nie przypisywać mi tego, czego nie napisałem i nie insynuować. @Byniek: prawda, tak jak Turcja powinna przyznać się do ludobójstwa Ormian. Po Turcji widać, że sprawa nie jest prosta i trwa jeszcze dłużej, niepodległa Ukraina liczy sobie dopiero 22 lata, dla znacznej części społeczeństwa ze wschodu UPA i OUN to abstrakcyjny temat, z kolei mit UPA pozwolił zachować tożsamość na zachodzie kraju w czasie walki z komunizmem. I dlatego pewno jest tak silny.

  9. Do Andrzeja

    A nie chciał Pan “objeżdżać” naszych Ziem Zachodnich i zobaczyć co “nasi zrobili” po wojnie z “zastanymi” zabytkami, cmentarzami, infrastrukturą? W niczym nie różniliśmy się od mołojców !

  10. jeszcze jeden film, uzupełniający informacje z wpisu autora:
    http://www.youtube.com/watch?v=_wHeHB4xM20

  11. @Gospodarz (odp. dla otu):
    Ale jakie znaczenie ma istnienie prawnego spadkobiercy ZSRR dla rozmów o historii w Polsce? Bo ja widzę tylko dwa… może trzy potencjalne skutki tego faktu:
    – możliwość oczekiwania współudziału w śledztwie na temat winnych;
    – ewentualną kwestię odszkodowań;
    – łatwość we wskazywaniu osób odpowiedzialnych za publiczne przeprosiny za zbrodnię.
    Ale żaden z tych czynników nie wydaje się istotny do dyskusji Polskich o obu tych zbrodniach — a na to wskazywał w swoim komentarzu otu…

  12. Nie zgadzam się z używaniem słowa rzeż.Dotyczy ono zwierząt i stąd rzeżnia.To było książkowe ludobójstwo.Paranoja jest to ,że chcemy uznać zabitych 20000 żołnierzy ludobójstwem a 100000 cywilów ,w tym kobiet ,którym z łona wy dłubowano płody czegos tam o znamionach tegoż.Ukraincy chcą uznać to za ludobójstwo.Dzis Komorowskiemu zabrakło odwagi,a myślałem ,że rośnie nam mąż stanu śpiący w pokojach Marszałka.

  13. @PAK: mój wpis jest o polsko-ukraińskiej dyskusji o zbrodni wołyńskiej, gdzie są ofiary, wina i odpowiedzialność. Jak wprowadzamy te kategorie, istotne są różne kwestie – jak choćby właśnie wina narodu i odpowiedzialność państwa. Bez rozróżnień będziemy dreptać w miejscu z pokolenia na pokolenie rozniecając emocje (trudno ich uniknąć), bez żadnej jednak konkluzji.

  14. @gww:
    Rozumiem, że słowo ‘rzeź’ przyjęło się dla określenia tej konkretnej zbrodni, tak jak Holocaust (całopalenie w sensie religijnym) przyjęło się na określenie innej zbrodni ludobójstwa.
    Jeśli chodzi o porównanie z Katyniem — tez mi się ono narzuca i w gruncie rzeczy ono jest problemem, ale warto zauważyć, że słowo “ludobójstwo” nie oznacza wielkiej zbrodni, jako takiej, ale chęć wymordowania ‘ludu’. Rzeź Wołyńska spełnia warunki takiego określenia ludobójstwa. Czy spełnia Katyń? Ja bym powiedział, że nie, ale rozumiem, że można mieć odmienne zdanie, bo wiele zależy tu od oceny celów, jakimi kierował się Stalin nakazując mord polskich oficerów.

    @Gospodarz:
    Bardzo chętnie się zgodzę, że nie należy obarczać całego narodu odpowiedzialnością za ludobójstwo; ale trudno mi zgodzić się z tym, że jest to istotny krok doprowadzenia do jakiekolwiek “konkluzji”. Dyskusje o odpowiedzialność państwa, narodów, czy jednostek mamy od lat (czy to w odniesieniu do Katynia, czy zbrodni nazistowskich, czy też Jedwabnego) i nie przyniosło to jakieś ogólnie przyjętej ‘konkluzji’ — przypisanie winy zależy od środowisk, a nie jakiegoś uzgodnienia oceny historycznej, czy etycznej.
    W przypadku Rzezi Wołyńskiej widzę problem ludzi, którzy czują się wciąż dyskryminowani ze swoją historyczną pamięcią, gdzie władze państwowe traktują ich tragedię inaczej niż w pewien sposób analogiczną tragedię katyńską. I nie chodzi o reakcję władz ukraińskich, czy (odpowiednio) rosyjskich (gdzie takie rozróżnienie mogłoby mieć sens), ale o wypowiedzi władz polskich.
    Dodam jeszcze, że rozumiem powody polityczne. Tyle, że wymiar polityczny nie jest jedynym, a nawet nie jest najważniejszym.

  15. Co kilka miesięcy “historycy-politycy” przypominają nam o kolejnej bolesnej rocznicy i zapada grobowa cisza wynikająca z konsternacji młodych ludzi, którzy nie chcą pamiętać zbrodniczych wyczynów własnych rodziców i dziadków. Ten tragiczny XX wiek, pełen wojen i rewolucji, był jednym wielkim nieporozumieniem, inspirowanym przez przez elity finansowe i polityczne, spragnione władzy i bogactwa.
    Ta część świata, którą nazywają Europą spłynęła krwią. Reszta świata także tonęła w zbrodni, ale żaden człowiek na świecie nie zapamięta i nie udźwignie tego bezmiaru nieszczęścia, jakie wyrządzają ludziom lokalni dyktaktorzy i regionalni watażkowie w różnych zakątkach tego wspaniałego świata.
    W lipcu 2013 roku obchodzimy w Polsce 70 rocznicę zbrodni wołyńskiej. Nie była to największa zbrodnia XX wieku, ale tak samo, jak inne zbrodnie masowego ludobójstwa jest zupełnie niezrozumiała. W lipcu roku 1943, II Wojna Światowa miała już za sobą kilka klęsk hitlerowskiego okupanta, które zapowiadały przegraną hitlerowskich Niemiec.
    To co się stanie po zakończeniu wojny, czyli podporządkowanie całej Europy wschodniej przez bolszewicki Kraj Rad można było przewidzieć już w połowie 1943 roku.
    Dlaczego nacjonaliści ukraińscy popełnili w tym czasie tak bezsensowną zbrodnię?
    To jest temat na poważniejszą dyskusję niż krótki felieton.
    Według zasad, których powinni używać ludzie mądrzy, oceniając zdarzenia historyczne, za zbrodnie popełnione na terenach okupowanych odpowiada przede wszystkim okupant, czyli w tym konkretnym wypadku hitlerowskie Niemcy.
    Na terenach w pobliżu toczących się działań wojennych, w czasie bezprawia i pełnej dezorientacji, rodzą się demony zbrodni. Wspominając w mediach o zbrodni wołyńskiej, pomija się w dyskusjach, kontekst historyczny i nie wymienia się hitlerowskich Niemiec jako głównego winowajcę wszystkich zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej.
    “Politycy-historycy” rozkładają ciężary zbrodni w zależności od aktualnych układów i interesów jakie obowiazują w czasie toczących się dyskusji.
    Życie nie zatrzymało się na roku 1943, a narody obarczane grzechem zbrodni przez obecnych polityków są zupełnie inne i żyją w zupełnie odmienionym świecie.
    Metoda posługiwania się w dyskusji takimi “skrótami”, jak konflikt Polsko – Ukraiński, czy Rosyjsko – Polski jest zupełnie bezsensowna. Narody tych krajów nie prowadziły polityki zagranicznej, która doprowadziła do wybuchu II Wojny Światowej. Te narody tylko ponosiły konsekwencje awanturniczej polityki aroganckich elit, które nie konsultowały z narodami żadnych swych knowań i układów.
    Oczywiście trzeba przypominać o ciemnych stronach naszej sąsiedzkiej historii. Nie może to być jednak komiksowy, uproszczony obraz, na użytek tabloidów, które zawładnęły rynkiem gazet.
    Nasze własne, polskie problemy, jak i problemy naszych wschodnich sąsiadów są obecnie tak wielkie, że wymagają ogromnego wysiłku i zbiorowej mądrości aby je pokonać i wyjść na prostą drogę do stabilnego życia.
    Historia jest nauczycielką życia tylko wtedy, jeżeli nie oddamy jej w ręce szarlatanów i paranoików.

  16. To smutne jak słabo dbamy o utrwalanie naszej historii i pamięć ofiar. Najgorsza zbrodnia, której świadkowie jeszcze żyją, odchodzi w zapomnienie. Mieszane są i mylone wątki zbrodni i jej następstw jakimi były retorsje ze strony AK i akcja Wisła. Autor bloga stara się umniejszać znaczenie tych zdarzeń. Niech się zastanowi jak jego słowa brzmiałyby w kontekście holokaustu. Czy nie mamy prawa czcić naszych ofiar, domagać się nazwania zbrodni zbrodnią i ścigać zbrodniarzy. To byli bracia Demianiuka i tak samo jak on powinni być sądzeni, by zbrodniarze wiedzieli co uczynili.

  17. @Robert: Czy aby na pewno Pański tekst odnosi się do mojego wpisu, bo zupełnie go nie rozumiem. Gdybym umniejszał, nie jechałbym z synem na Wołyń, do Porucka, zwłaszcza że nie mam żadnych związków rodzinnych z tamtym terenem ani ofiarami, pochodzę z innego pogranicza. Pojechałem, bo uważam, że powinienem był tam być, razem z przyjaciółmi z Ukrainy, którym jestem wdzięczny za spektakl w Łucku i same obchody.

    @Wojciech K. Borkowski: dzięki za komentarz, zgadzam się w dużej mierze z Pańskim sposobem myślenia, dlatego odesłałem do wywiadu z Grzegorzem Motyką, traktując go jako rozwinięcie mojego krótkiego wpisu. Do analizy kwestii winy i odpowiedzialności doskonale nadaje się natomiast esej Jaspersa “Pytanie o winę”, który miał kolosalne znaczenie dla pracy nad historią nazizmu.

    @PAK: Dzięki, mnie zależało na wyjaśnieniu, że w swoim wpisie zajmuję się inną perspektywą, niż Pańska. Słowo konkluzja rzeczywiście nie jest najlepsze – nie chodzi mi o jakieś definitywne zamknięcie sprawy, tylko o proces w którym jest miejsce zarówno na uwzględnienie pamięci ofiar i uczuć ich bliskich, jak i całą resztę kwestii, z politycznymi włącznie.

  18. Panie redaktorze
    Tytuł jest trafny, tym bardziej, że dobrze koresponduje z komentarzami otu, Jonasza i PAK.

    Mamy Katyń 1940-2010.
    Co bardzo wiele wyjaśnia.

    Jedni próbują dojść z własnymi przeżyciami i z pamięcią do wewnętrzego uzgonienia i do jakiejś formy syntetycznej zgody z sąsiadami dzielącymi wspólnie tragiczną historię, szukając motywów do podania ręki, albo choćby odsunięcia nienawiści.

    Drudzy w tym samym czasie robią odwrotnie. Szukają dowolnego pretekstu by swoją nienawiść rozsycać i karmić się nią.

    Wołyń spełnia kryteria ludobójstwa, Katyń – nie.
    Różnica, że w drugim przypadku sprawcą jest aparat państwa jest jeszcze taka, że skoro Stalin i jego aparat wykonawczy – to ich już nie ma i nie ma do kogo adresować własnych doznań. A Rosja jako prawny spadkobierca, jest zupełnie innym spadkobiercą niż Ukraina i Ukraińcy – jako sprawcy i ich potomkowie. Którzy to sprawcy nie działali na rozkaz państwa, więc nie mają mocy twierdzić, że “tylko wykonywali rozkazy”.
    Co to oznacza, to inna sprawa.
    Można np. twierdzić, że oznacza to bardziej bezpośrednią, dosłowniejszą, głębszą i boleśniejszą relację ofiar i sprawców.

    Katyń był poniekąd “prostszy”: zbrodnicze rozstrzelania. I koniec.
    Wołyń to wielokrotnie większy i okrutniejszy ogrom zbrodni, ludobójstwo na Polakach. Ale zarazem zacienianie, odcinanie się od wielowiekowego prześladowania i poniżania przez Polaków “tutejszych” – jak nie raz o sobie mówili, i innych – Ukraińców, Żydów, prawosławnych…
    Wołyń jest bardziej złożoną traumą i bardziej wielopłaszczyznową, o wzajemnym zakorzenieniu i ukierunkowaniu i ze strony państwa ofiar polskich, wraz z jego kulturą, administracją, cywilizacją traktującą mieszkańców Wschodu niemal jak Ameryka – Indian, a więc Polski jako prawnej następczyni… należne jest Ukraińcom i innym “tamtejszym” danie świadectwa o przyznaniu się do bycia opresorem, wraz ze stosownym dziś ciągiem dalszym.
    To dopiero początek sprawy, politycznie przemilczanej i o wiele dla Polaków trudniejszej.
    Po drodze są zdarzenia obciążające Polskę podobnie wyraźnie, jak Katyń obciążał Związek Radziecki Stalina.

  19. A ja nie zgadzam się ze sposobem opisu zaproponowanym przez Gospodarza i Pana Borkowskiego. I jeszcze raz postaram się wyraźniej nakreślić problem. Przy okazji 70 rocznicy zbrodni ludobójstwa na Wołyniu pojawiło się w mediach trochę więcej wypowiedzi naukowców oraz świadków tamtych wydarzeń, które z różnych przyczyn były na marginesie spraw dotyczących historii Polski w czasach II wojny światowej. Długo przemawiały do mnie poglądy sugerujące wzrost niechęci narodu ukraińskiego do Polaków i Unii Europejskiej w przypadku podnoszenia tych spraw, ale jestem przekonany, że to zła droga prowadząca do ukrywania prawdy i narastania nieporozumień i przeinaczeń, czego przykładem jest wyżej wspomniana wypowiedź p. B. (tu odsyłam do publikacji profesorów Motyki, Partacza i zapisów konferencji naukowych, dyskusji, których ostatnio trochę było np. w redakcji Rzeczpospolitej, ale też w SDP).
    Stały wysiłek wkładany w upamiętnienie własnych ofiar przez boleśnie doświadczony naród żydowski jest dla mnie wzorem postępowania i powinien być on wzorem dla innych. Szanowanie własnej historii, bez przemilczeń bolesnych dla nas, ale też dla innych może być podstawą do utrzymania tożsamości narodowej, która moim zdaniem jest niebezpiecznie rozwadniana. Przecież istotą problemu nie jest to, że chcemy obarczyć winą naród ukraiński za Wołyń, tak jak nie obarczamy narodu rosyjskiego za Katyń, ale przypominanie, że były takie organizacje, które zbrodnicze mechanizmy wprowadzały w życie. By nigdy więcej. I dobrze by było gdyby prezydent Ukrainy zdobył się na taki gest, jak prezydent Kwaśniewski w sprawie Jedwabnego. Choć tyle.

  20. Edwin Bendyk 11 lipca o godz. 8:27
    ” za Katyniem stało państwo, które ma prawnego sukcesora w postaci Federacji Rosyjskiej.”

    Sukcesorami ZSRR są wszystkie państwa stworzone po przez rozpad Sowietów. Stalin, zaś był Gruzinem i jest w dalszym ciągu ich bohaterem narodowym, żeby było śmieszniej, razem z Lechem Kaczyńskim

    O Wołyniu w III RP nie wolno było mówić by nie psuć tam interesów Wojtyle i KOR. On chciał by rządzący Ukrainą nie przeszkadzali mu w nawracaniu na katolicyzm. Łapówką miał być Jamal II, by Łazarenki i Tymoshenki mogli kraść ruski gaz
    KOR mamił się, ze jest w stanie urwać Ruskim Ukrainę, tak by Geremki zasłużyli się UE.

    W takich okolicznościach upominanie się Polaków o swoje trupy na Wołyniu, było niedopuszczalne. Teraz 8 lat po śmierci Wojtyły i po Pomarańczowych przekrętach miłośników Bandery, kumpli KOR, niektórzy pokazali trochę odwagi w III RP.

    Warto przeczytać “Trójkąt Ukraiński” Daniel Beauvois, by zrozumieć Rzez Wołyńska

  21. W moim przekonaniu (wiem, ze natychmiast zostane przywolany do porzadku) nasze, polskie spojrzenie i nasza polska ocena wydarzen jest uksztaltowana przez H. Sienkiewicza. My – kultura; oni – Kozacy – dzicz. Jak (i poco) klasyfikowac bestialstwo tych wydarzen? Ani pogrom w Jedwabnem, ani rzez na Wolyniu nie bylo z gory zaplanowanym PANSTWOWYM programem. Dlatego klasyfikowanie tego jako “ludobojstwo” jest niescisle. Niemcy – rzad niemiecki – ZAPLANOWALI eliminacje Zydow. Ani Polacy w Jedwabnem, ani Ukraincy na Wolyniu nie planowali tego z zimna krwia. Zezwierzecona tluszcza jest pewnie najstraszliwszym zjawiskiem na ziemi. Ale, czy ta tluszcza, ma narzucac nam kryteria oceny tych wydarzen, i co wiecej, narodu? Dlaczego tak sie oburzamy na negatywna ocene dzialalnosci AK w tamtym regionie? Polska B byla kiedys, niestety, rzeczywistoscia.
    Nalezy domagac sie – az do skutku – aby rzad ukrainski przyznal sie – bez komentarzy, podawania absurdalnych powodow, do istnienia tych wydarzen i ich rozmiaru.
    Nalezy zaplakac nad grobami; ale tez nad tymi grobami trzeba pomyslec o pojednaniu; czy nauki JPII calkiem poszly w las?

css.php